Joker Hamalainen. Golfista z Finlandii znów chce zapewnić emocje na miarę Tigera Woods'a

Zamiast gier komputerowych, woli golfa. Nie denerwuje go krytyka, irytują natomiast sugestie, że jest pantoflarzem. To paradoks, że tak spokojny człowiek, jak Kasper Hämäläinen, budzi tyle emocji. Fin dałby wiele, aby zostawić za sobą poznańską przeszłość, ale bramki strzelane Lechowi w szalonych okolicznościach tworzą kolejne rozdziały tej znajomości. Nowa odsłona już dziś. Znów będzie dramatycznie?

Mała biała piłeczka toczyła się leniwie po trawie podwarszawskiego pola golfowego. Po chwili wpadła do dołka, a uśmiechnięty blondyn w granatowym bezrękawniku stwierdził: „Fajnie byłoby tak samo trafić w finale”. Blondynem z golfowym kijem w ręku był Kasper Hämäläinen. Przed rokiem spotkaliśmy się w przededniu finału Pucharu Polski, w którym Fin miał wystąpić w barwach Legii. Rywalem był oczywiście Lech, który przez poprzednie trzy lata był domem „Hamy”. Domem, który piłkarz opuścił zimą w atmosferze skandalu.

Pomocnik Legii nie odmienił losów starcia na Stadionie Narodowym. Być może dlatego, że na murawie pojawił się dopiero w 90 minucie, zmieniając zdobywcę jedynej tamtego dnia bramki, Aleksandara Prijovicia. Kolejne mecze z Kolejorzem, a w szczególności ich ostatnie chwile, pójdą Hämäläinenowi znacznie lepiej, zapisując się na stałe w historii potyczek warszawsko-poznańskich. Czy dziś piłkarz Legii znów zostanie bohaterem ostatniej akcji?

Na murawie kij zamiast nogi

Momentami trudno uwierzyć, że człowiek tak spokojny, jak Hämäläinen, wzbudza aż tyle emocji. Najpierw, gdy zamienił stolicę Wielkopolski na stolicę Polski, później – strzelając ultraważne bramki. Nie prowokuje, o byłym klubie wypowiada się z dużym szacunkiem, nie pokazuje „eLki”, a nawet nie cieszy się po golach strzelonych Lechowi. Dzień po kwietniowym trafieniu kilka godzin spędził z żoną i synem w parku, odpoczywając jak gdyby nigdy nic. – Korzystamy z pięknego dnia (…) Słońce świeci jak w wakacje. A teraz bawimy się w ogrodzie z Molly, naszym psem – mówił w rozmowie ze Sport.pl. I właśnie ten cichy chłopak z portowego Turku będzie dziś na Bułgarskiej wrogiem publicznym numer 1.

Były lider fińskiego Turun Palloseura i szwedzkiego Djurgårdens wymyka się szablonom. Zamiast gier komputerowych woli grę w golfa. Sport wywodzący się ze Szkocji zaczął uprawiać jako jedenastolatek. Na polu golfowym, położonym tuż obok jego letniego domu, spędzał całe dnie. W przeszłości był nawet o krok od powołania do reprezentacji Finlandii, pojawił się na obozie przygotowawczym. Jego handicap (czyli umiejętność zagrania na określonym poziomie w stosunku do standardu danego pola) to 8. Dla porównania inny legijny pasjonat golfa, Czech Adam Hloušek, może poszczycić się handicapem 11. Gdy „Hama” popisywał się umiejętnościami na First Warsaw Golf w Jabłonnej, pod ich wrażeniem byli nawet doświadczeni instruktorzy. Ostatecznie 30-latek postawił na futbol i ostatecznie trafił do kadry narodowej, choć tej piłkarskiej.

Już przed rokiem zapewniał, że poradził sobie z zamieszaniem, jaki wytworzyło się po transferze, i, że nie boi się reakcji ludzi. Jakby na potwierdzenie swoich słów wrzucił do Internetu zdjęcie z innym Finem z Kolejorza, Paulusem Arajuurim, tłumacząc: – To przyjaciel. A są sprawy ważniejsze, niż futbol – i dodał: – Byłem przygotowany na aferę związaną z moim odejściem z Lechem. Nie spodziewałem się jednak aż tak potężnej fali nienawiści. Ale z każdym kolejnym miesiącem będzie lepiej. I było. Chociaż różnych problemów nie brakowało. Szczególnie – ze zdobywaniem zaufania trenerów. Najpierw Stanisława Czerczesowa, później Besnika Hasiego, a ostatnio – Jacka Magiery.

Joker jak się patrzy

Pomysł biura marketingu z Łazienkowskiej był prosty, ale bardzo trafiony. Wybielona twarz, czarne oczy, czerwone usta i zielone włosy. Tak przed meczem z poznaniakami ustylizowany został Hämäläinen, który stał się jokerem. I dosłownie, i w przenośni. Fotografia umieszczona we wtorek na Twitterze bezlitośnie przypomina kibicom Lecha dwa mecze z Legią, w których Fin trafił do siatki. Najpierw 22 października 2016 r. jego bramka strzelona ze spalonego w 92 min. i 38 sek. dała Legii zwycięstwo w Warszawie. Następnie, 9 kwietnia 2017 r., w Poznaniu, również gol zdobyty już w doliczonym czasie gry (93 min 43 sek) zabrał Kolejorzowi punkty. Dwukrotnie było 2:1 dla mistrzów Polski, dwukrotnie katem Lecha okazał się flegmatyczny „Hama”. Stołeczni zadbali więc o to, aby przed środowym meczem kibice i piłkarze rywali mieli przed oczami twarz 30-latka.

Nawet jednak, jeśli historia miałaby powtórzyć się po raz kolejny, inne z pewnością będą okoliczności. W październiku Hämäläinen zastąpił w 90 min. Thibault Moulina, w kwietniu – w 85 min. Michała Kopczyńskiego. Tym razem Jacek Magiera z pewnością postawi na Fina od pierwszej chwili. Trudno, aby było inaczej, skoro pomocnik w ostatnim meczu z Termalicą Bruk-Bet Nieciecza rozegrał świetne spotkanie, dwukrotnie trafiając do siatki.

Ile dałby by zapomnieć?

Co drażni Hämäläinena? Na pewno sugestie, że jest pantoflarzem. Rzekomo to właśnie na prośbę żony Karen zdecydował się na opuszczenie Poznania. Miał jednak trafić do Danii (Brøndby Kopenhaga) lub Norwegii (Rosenborg Trondheim), ale ze świetną ofertą, opiewającą na blisko 400 tys. euro, przyszła Legia. I zmieniła zdanie fińskiej rodziny. Irytują go również pytania o opinie piłkarzy Lecha, którzy w mediach wprost stwierdzali, że „Hama” ich oszukał, deklarując, że na pewno wyjedzie z Polski. – Po transferze kontakt z kolegami mocno się ograniczył. Jeszcze trudniej byłoby z tym po dwóch ostatnich spotkaniach – tłumaczy w rozmowie z Konradem Ferszterem na Sport.pl. Czasem można odnieść wrażenie, że etap poznański jest dla niego etapem skazanym na zapomnienie. Trudno jednak zapomnieć o trzyletniej przygodzie, skoro wciąż pokonuje się bramkarzy Lecha i to na dodatek w tak niesamowitych okolicznościach.

Po kwietniowym golu Kasper zdradził nam: „Wiem, że teoretycznie każdy zawodnik w takim momencie powinien pobiec do kolegów i skakać z radości. Ale już przed meczem zastanawiałem się co zrobię, jeśli zdobędę gola. Miałem więc pewien plan, byłem na to przygotowany. To pomogło mi opanować radość. Dlaczego? W ten sposób miałem zamiar pokazać szacunek do kolegów z Lecha, do ludzi z którymi spędziłem trzy wspaniałe lata”. Teraz ma być podobnie. Jeśli trafi, nie zatraci się w szaleńczym tańcu. Zrobią to za niego tysiące stołecznych kibiców, czekających na powtórkę z rozrywki. Tysiące fanów z Poznania oczekuje natomiast przerwania świetnej serii Fina. Tak czy inaczej – cichy blondyn znów zagwarantuje wielkie emocje, których nie powstydziłby się nawet legendarny Tiger Woods.

Zobacz wideo