Prezes hokejowej Legii: Byliśmy blisko pozyskania dużego sponsora. Była szansa nawet na ekstraligę

- Legia okazała się magnesem, który przyciągnął inwestorów, ale działania PZHL, a raczej ich brak, odstraszył ich zanim na dobre weszli w sponsoring hokeja. Rozmowy z nimi zaczynały się od rozważań na temat ekstraklasy - mówi Michał Wąsiński, prezes sekcji hokeja Legii.


Michał Szaflarski: W tym sezonie Legia nie wystąpi w rozgrywkach hokejowych, bo nie udało się zebrać pieniędzy, chociaż była szansa i to nawet na grę w ekstralidze. Jak blisko byliście pozyskania dużego sponsora?

Michał Wąsiński: - Nigdy nie byliśmy tak blisko. Powiem więcej, nigdy żaden zarząd sekcji przez ostatnie 10 lat nie był tak blisko. Po wielu latach starań mających na celu stworzenie produktu o nazwie "Warszawski hokej", powiało optymizmem. Była jasna propozycja sponsora strategicznego, który chciał wejść w strukturę własnościową sekcji, oraz propozycja dodatkowego wsparcia ze strony innej firmy.

Co to były za firmy?

- Inwestor główny to duży deweloper spoza Warszawy, a firma wspierająca pochodzi z branży lotniczej. Nie ukrywam, że były również umówione spotkania z innymi dużymi firmami, które jednak zawiesiliśmy wobec braku jasnych zasad rozgrywek.

Dlaczego nie doszło do podpisania umów z tymi sponsorami?

- Na drodze do sukcesu stanął bałagan w hokejowej centrali, który zaowocował tym, że w I lidze wystąpią zaledwie dwie drużyny. Stoczniowiec Gdańsk i UKH Dębica rozstrzygną między sobą kwestię awansu do ekstraligi w maksymalnie siedmiu meczach. Zanim skończy się jesień będziemy znali nową drużynę, która dołączy do elity w następnym sezonie. Nie wiem, czy śmiać się czy płakać. Takiej farsy jeszcze nigdy nie było.

Jak doszło do tego zamieszania?

- Ignorancja osób odpowiedzialnych w PZHL, z szefem wyszkolenia panem Tomaszem Rutkowskim na czele, doprowadziła do totalnego chaosu i braku przejrzystości zasad rozgrywek, co skutecznie odstraszyło inwestorów. Nie mogę uwierzyć, że straciliśmy taką szansę w tak głupi sposób. Legia okazała się magnesem, który przyciągnął inwestorów, ale działania PZHL, a raczej ich brak odstraszył ich zanim na dobre weszli w sponsoring hokeja. A warto dodać, że rozmowy zaczynały się od rozważań na temat ekstraklasy.

Osobiście zresztą się nie dziwię sponsorowi. Wyłożyłby pan dwa miliony złotych nie wiedząc jakie są zasady rozgrywek? Kto z kim gra, jak wygląda kwestia awansów, spadków, dlaczego o Superpuchar grała drużyna, która nie była ani mistrzem Polski, ani zdobywcą Pucharu Polski, ani nawet nie grała w finałach tych rozgrywek (chodzi o Cracovię - red.) i kto w zasadzie gra w której lidze. To w zasadzie pytanie retoryczne. Jeśli ktokolwiek myśli, że znajdzie "dobrego wujka", który wyłoży swoje pieniądze dla dobra hokeja bez jasnych i wymiernych korzyści biznesowych, to powinien zapisać się do klubu dyskusyjnego PZHL. To właściwe miejsce.

To kuriozalna sytuacja kiedy w I lidze grają tylko dwa kluby.

- Kuriozalna? Powiedziałbym raczej dramatyczna. Kuriozalna to może być dla pana Rutkowskiego, który zresztą wyrażał swoje zdziwienie zaistniałą sytuacją, odrzucając równocześnie wszystkie propozycje rozwiązań, jakie były przedstawiane w sierpniu na spotkaniu PZHL z zarządami Legii i Stoczniowca Gdańsk. Taka postawa osoby pełniącej de facto funkcję dyrektora sportowego krajowego związku sportowego może dziwić przede wszystkim kibica, zwłaszcza w sytuacji, kiedy w ostatnich trzech sezonach, dzięki idei dzikiej karty, szeregi ekstraligi zasiliło aż sześć drużyn, a nie spadła żadna (awans sportowy wywalczyły: Polonia Bytom, Naprzód Janów i Zagłębie Sosnowiec, a dziką kartę wykupiły: Podhale Nowy Targ, Orlik Opole i Nesta Toruń - red.).

Wygląda na to, że I liga stała się niepotrzebna, bo obydwie drużyny Szkoły Mistrzostwa Sportowego też już w niej nie grają, wycofał się klub z Krynicy.

- Decyzją PZHL drużyna SMS I Sosnowiec została włączona do ekstraligi na kilka dni przed rozpoczęciem aktualnego sezonu. Tymczasem żadna z drużyn, które wygrywały rozgrywki II ligi nie była zainteresowana startem w I lidze ze względu na wysokie koszty. Jeśli doda się do tego kolejną decyzję PZHL o wycofaniu z rozgrywek drugiej drużyny SMS Sosnowiec i wycofanie KTH Krynica, struktura I ligi musiała się zawalić. I co w tej sytuacji można myśleć o osobie odpowiedzialnej za rozgrywki, która się dziwi i nie zamierza nic zrobić, aby zmienić taki stan rzeczy? Pozostawiam to bez komentarza.

Czy piłkarska Legia wiedziała o waszej sytuacji i chciała jakoś pomóc?

- Każda sekcja musi finansować się sama, ale w przeszłości uzyskiwaliśmy już wsparcie sprzętowe i częściowo finansowe ze strony piłkarskiej Legii. Otrzymaliśmy też bezcenne wsparcie pojedynczych kibiców, o czym nigdy nie zapomnimy, a tablica z nazwiskami dobroczyńców jest przechowywana w siedzibie sekcji i wróci na należne jej miejsce, gdy tylko wrócimy do gry.

A miasto?

- Jeśli chodzi o miasto i inne formy wsparcia to sprawa jest dość skomplikowana. Jeszcze kilka lat temu istniało kilka form wsparcia finansowego sportu, w tym hokeja. Dziś pozostało dofinansowanie grup młodzieżowych według przelicznika, który nie pozwala na zapewnienie elementarnego szkolenia, nie wspominając nawet o skutecznej konkurencji. W ostatnich dwóch latach udało się wywalczyć wsparcie od władz miasta w ramach promocji Warszawy, ta współpraca rozwija się bardzo dobrze i chciałbym podkreślić otwartą postawę dyrektora Biura Sportu i Rekreacji Janusza Samela na poszukiwanie korzystnych rozwiązań dla sportu. Bardzo to doceniamy, ale niestety środki jakie możemy uzyskać w ramach tego działania to wciąż kropla w morzu potrzeb. Pieniądze przekazywane na ten cel, przy ilości drużyn w Warszawie, są po prostu za małe.

Co się stało z zawodnikami Legii? Podobno niektórzy zostali wypożyczeni do innych klubów. Gdzie teraz grają?

- W chwili kiedy stało się jasne, że nie wystartujemy, wszyscy zawodnicy dostali zielone światło na poszukiwania klubów na najbliższy sezon. Dla mnie najważniejsze jest, żeby chłopaki pozostali w grze. Cały czas mam nadzieję, że odbudujemy silną Legię i nie stać nas na to, żeby całkiem wypaść z gry. Część zawodników pomimo trudności w przygotowaniach walczy o miejsca w drużynach ekstraligowych, a druga część zadeklarowała, że albo będą grać w Legii albo wcale. Patrząc na postawę każdego z nich wierzę, że jeśli uda się ogarnąć strukturę finansową to wrócimy na hokejowy rynek. Determinacji nam nie zabraknie.

Co z utalentowanymi 16-latkami, o których rozmawialiśmy w kwietniu - Adrianem Krzymowskim i Adamem Kołodziejem? Jest szansa, że będą nadal trenować w Warszawie?

- Nie, nie ma na to środków. Nie ma nawet grup wiekowych, w których mogliby trenować i grać. Adam Kołodziej rozpoczął naukę w sosnowieckim SMS, zaś Adrian pozostanie w treningu w rodzinnych Siedlcach. Może będą jeszcze mogli wrócić w przyszłości do Legii. To dotyczy również innych utalentowanych zawodników młodego pokolenia, którzy aby rozwijać się hokejowo musieli opuścić Warszawę. Można ich dzisiaj szukać w Bytomiu, Nowym Targu czy Sosnowcu.

Innym problemem jest dostęp do lodu, albo raczej jego brak na jedynym krytym lodowisku w dwumilionowym mieście, stolicy kraju, czyli na Torwarze. Mówimy o najdroższym lodowisku w Polsce, na którym o miejsca treningowe zabiegają dwa kluby hokejowe, trzy kolejne amatorskie kluby hokejowe, trzy wyczynowe kluby łyżwiarstwa figurowego i dwa kolejne amatorskie, a dodatkowo ślizgawki, biznes itp. Trudno w takich warunkach planować jakiekolwiek szkolenie i oczekiwać sukcesów.

Problem z dostępem do lodu pojawia się co roku. Nawet gdyby znalazły się pieniądze, to gdzie byście trenowali?

- Budżety, które przedstawiałem sponsorom zawierały przygotowania przedsezonowe w ramach obozów wyjazdowych i treningów w trakcie rozgrywek, czyli od września na okolicznych lodowiskach oddalonych od Warszawy do 250 km, chodzi o Łódź, Toruń i Giżycko. Zakładaliśmy też, że początkowo rozgrywać będziemy tylko mecze wyjazdowe do momentu uruchomienia lodowiska na Torwarze. To zresztą jest kolejna bariera rozwoju, z jaką przychodzi się borykać sportom lodowym w Warszawie. To jest gigantyczny problem dla wszystkich, którzy potrzebują krytego lodowiska do prawidłowego cyklu szkoleniowego. Kolejny sezon Torwar jest zamykany z końcem marca i otwierany w połowie października. Dla wyjaśnienia - lodowiska w innych miastach zamykane są w kwietniu i otwierane w lipcu, czasem sierpniu. To oznacza, że w momencie, kiedy wszyscy w Polsce przygotowują się do sezonu, w Warszawie jeszcze wiatr hula po hali.

Może jakimś rozwiązaniem w przyszłości będzie przebudowana hala sportowa na Stegnach, gdzie zimą ma być również lodowisko? Zna Pan szczegóły tego projektu?

- Tak, znam, byłem oddelegowany przez PZHL do komitetu konsultacyjnego tego projektu ze związkami sportowymi. Wiemy, że motorem napędowym tego projektu było łyżwiarstwo szybkie oraz sukcesy Zbigniewa Bródki i dziewczyn w sztafecie, ale mogą na nim skorzystać też hokej i łyżwiarstwo figurowe. Wewnątrz toru do jazdy szybkiej będą zlokalizowane dwa pełnowymiarowe lodowiska. Ten projekt na pewno pozwoli na lepsze szkolenie dzieci i młodzieży.

Będzie można tam rozgrywać mecze hokejowe?

- Nie wiem, czy projekt pozwoli także na zagospodarowanie trybun stałych i teleskopowych w taki sposób, że możliwe będzie rozgrywanie meczów ligowych ani jaka byłaby wtedy dopuszczalna widownia w ramach ustawy o imprezach masowych. Ale trzymam kciuki za ten projekt.

Czy stulecie Legii w przyszłym roku będzie obchodzone bez hokeistów? Jakie są szanse, że sekcja jeszcze się odrodzi?

- Jeśli jubileusz odbędzie się w styczniu to odbędzie się bez sekcji hokejowej. Jeśli później, to mam nadzieję, że będziemy razem świętować powrót najbardziej utytułowanej sekcji Legii, 13-krotnego mistrza kraju na hokejową mapę Polski. Nie ukrywam, że kilka lat temu marzyłem, że w 2016 roku na stulecie Legii wrócimy do hokejowej ekstraklasy, a rok później na 90-lecie sekcji, w 50 lat po ostatnim tytule mistrzowskim wrócimy na hokejowy tron, zdobywając 14. tytuł mistrzowski. Życie koryguje marzenia, ale nie składamy broni. Deklaruję, że najbliższe kilka miesięcy spędzimy na próbach budowy solidnej struktury finansowej. Jeśli nam się to uda, to wrócimy, ale najpierw potrzebne sa jasne zasady rozgrywek, potem pewna struktura finansowa i wreszcie odbudowa drużyny i odrodzenie silnej hokejowej Legii.