Koszykarze Legii o kroczek od spełnienia marzeń [ZDJĘCIA]

Znakomity mecz koszykarzy Legii, w którym rozbili Miasto Szkła Krosno 85:57, dał im prowadzenie 2-1 w finale I ligi. Do awansu legionistom potrzeba już tylko jednej wygranej, mecz nr 4 w niedzielę o 13, także na Bemowie.
Legioniści są bliziutko realizacji celu, jakim jest awans do Tauron Basket Ligi na stulecie klubu. Po raz ostatni Legia grała w ekstraklasie w sezonie 2002/03, a cztery lata temu występowała jeszcze w III lidze, czyli na czwartym poziomie rozgrywek. W sobotę zdecydowanie pokonali silnego rywala z Krosna.

Sygnał od Kukiełki

- Jak złapię rytm i się rozegram, to nikt mnie w tej lidze nie zatrzyma - powiedział mi Grzegorz Kukiełka kilka miesięcy temu, po jednym z meczów na Bemowie. Wieczorem tego samego dnia wysłał wiadomość: "Nie wiem, dlaczego tak powiedziałem, lepiej nie publikuj tego zdania". Było za późno, opublikowałem. A Kukiełka miał sporo racji. Rozkręcił się, rozegrał, złapał rytm i stał się najważniejszym graczem Legii. Takim, na którego rywale muszą uważać w każdym miejscu boiska.

W sobotę to on rozpoczął rozbijanie Miasta Szkła. Trójka z rogu pod presją, potem kolejna, rzut z wyskoku, dwa rzuty wolne - Kukiełka zdobył 10 z pierwszych 17 punktów Legii, był jednym z tych, którzy najmocniej nakręcili zespół. Legia wyszła na prowadzenie i potem je powiększała. Kukiełka ostatecznie zdobył 12 punktów, miał trzy zbiórki. Niewiele, ale początek był piorunujący.

Energia tryskała uszami

Ale nie tylko Kukiełka miał energię - miała ją cała Legia. W pierwszych minutach właśnie to najbardziej odróżniało gospodarzy od rywali - tryskająca uszami chęć do walki, do nacisku, do ataku, do wszystkiego. Łukasz Wilczek już w pierwszej akcji wyprzedził Dawida Bręka, wszedł pod kosz, zdobył punkty na 2:0 i tyle Krosno Legię widziało.

Legioniści robili dziesiątki małych rzeczy - Cezary Trybański biegł sprintem do narożnika, by ratować piłkę, Mateusz Bierwagen wrzeszczał po celnym rzucie, żyła ławka rezerwowych. Legioniści świetnie zbierali piłki, z atakowanej tablicy zgarniał je nie tylko znany z tego Adam Linowski, ale także najniższy na boisku Andrzej Paszkiewicz. Krosno? Pewnie też chciało, ale raz, że nie mogło przebić się przez gospodarzy, a dwa, że jak nie idzie ci po obu stronach boiska, to trudno się nakręcać do większej walki.

MVP bezradny wobec obrony

Wiadomo było, że finał to starcie świetnej ofensywy (Krosno) z bardzo dobrą obroną (Legia). W sobotę defensywa warszawiaków całkowicie zatrzymała atak rywali. Goście w pierwszej kwarcie zdobyli tylko 12 punktów, mieli 4/15 z gry, popełnili pięć strat. Zupełnie niewidoczny był MVP ligi Dariusz Oczkowicz, który do przerwy uciułał tylko pięć punktów (w sumie 10, 4/11 z gry). Zatrzymywali go Bierwagen i Paszkiewicz, którzy przecież nie słyną ze świetnej obrony. Ale MVP był bezradny.

Legioniści nie przegrywali akcji jeden na jednego, a jeśli tak się zdarzyło, to dostawali pomoc od kolegów, działała rotacja w obronie. A w sytuacjach krytycznych czuwał Trybański, który pierwszą kwartę zakończył dwoma blokami na Dariuszu Wyce. Dwoma w trzy sekundy. Legia prowadziła po 10 minutach 29:12, już wtedy jasne było, że tylko nagłe załamanie gospodarzy i przeobrażenie gości może sprawić, że odmieni się wynik.

Silna ławka

Atutem Legii od początku sezonu miała być długa ławka i w meczu nr 3 tak było, zdecydowanie. Kto nie wchodził z ławki, ten wnosił dużo - Trybański bloki i zbiórki, Bierwagen wejścia pod kosz, Paszkiewicz trójki, a Grzegorz Malewski pierwszą połowę zakończył dwoma celnymi rzutami za trzy z obu narożników, dzięki czemu Legia prowadziła do przerwy 50:31.

W sumie rezerwowi gospodarzy zdobyli 48 punktów, podczas gdy zmiennicy Miasta Szkła - 27. Najwięcej punktów dla Legii rzucili Aleksandrowicz (15), Adam Parzych (13), Kukiełka (12) i Linowski (11). Siedem punktów i sześć asyst miał dyrygujący zespołem Łukasz Wilczek.

Kto lepiej wytrzyma noc?

Do wymarzonego awansu Legii potrzeba już tylko jednej wygranej, mecz nr 4 odbędzie się w niedzielę o 13 na Bemowie. I teraz pytanie - jak zniosą ten krótki, krótszy niż zwykle odstęp między spotkaniami gracze obu drużyn? Czy po wielkim wysiłku, szczególnie ze strony Legii, która włożyła w sobotę wiele energii, koszykarze zdołają się zregenerować, czy nogi będą w niedzielę niosły? I co z psychiką? Legia musi studzić emocje, utrzymać koncentrację, stojące pod ścianą Krosno - wykazać hart ducha i odporność na stres.

Jeśli wszystko pójdzie po myśli Legii, w niedzielę około 15 w hali przy ul. Obrońców Tobruku dojdzie do wybuchu radości i wielkiego świętowania, po którym koszykarze i kibice udadzą się na Łazienkowską, by tam radować się raz jeszcze, podczas spodziewanego mistrzostwa piłkarzy. To może być piękny dzień dla całej Legii.