Koszykarska Legia płaci kary za race. Co zrobi, by temu zapobiec?

1 tys. zł za racowisko pod koniec meczu z GKS Tychy na Torwarze, 2 tys. za to po spotkaniu ze Spójnią Stargard na Bemowie - to kary, jakie PZKosz nałożył na koszykarską Legię. Na najbliższe mecze w Warszawie klub nie będzie też sprzedawał biletów.
Ta druga kara to efekt rozmów Legii z policją, strażą pożarną i władzami miasta, które także mogą ukarać klub za łamanie prawa podczas meczów. Tym razem ustalono, że na dwa najbliższe mecze na Bemowie Legia nie będzie sprzedawała biletów i znacznie ograniczy publiczność. Na halę wejdzie najwyżej 300 osób.

W klubie nikt nie chce ani komentować kar, ani rozmawiać o racowiskach. Ale nieoficjalnie usłyszeliśmy, że o ile to pierwsze na Torwarze przyjęto ze spokojem, to oprawę z racami po meczu ze Spójnią od razu odczytano jako problem. W koszykarskiej sekcji działają fani Legii i osoby wywodzące się ze środowiska ultrasów, ale nawet oni są zdania, że drugie racowisko było sporym problemem dla klubu.

PZKosz zapowiedział, że w przypadku kolejnych przypadków łamania prawa, kary dla Legii będą bardziej dotkliwe. Jak klub zamierza im zapobiec? Dialogiem. - Jak kibice będą chcieli odpalać race na każdym meczu, to nie zdołamy ich powstrzymać. Ale liczymy, że uda nam się uświadomić kibicom, że takimi działaniami mogą zabić klub - usłyszeliśmy w Legii.

Czy to uświadomienie jest możliwe? - Nie czujemy się bezsilni - mówią w koszykarskiej Legii. Kibiców sekcja chce zachęcać do opraw, ale bez użycia zakazanych przez prawo rac.

W tym sezonie warszawianie karani są regularnie - po kilkaset złotych płacą za niecenzuralne okrzyki z trybun. Na boisku koszykarze walczą o awans do Tauron Basket Ligi - po 21 meczach z bilansem 15-6 zajmują trzecie miejsce w tabeli.