Sport.pl

Słaby mecz, ale świetna końcówka koszykarzy Legii. Wygrana ze Zniczem

Wygrane 21:4 ostatnie pięć minut meczu ze Zniczem Basket Pruszków pozwoliły Legii pokonać sąsiada z tabeli 76:70 i przerwać serię dwóch porażek. Najwięcej, 20 punktów, zdobył dla zwycięzców Adam Parzych.
Sześć minut przed końcem Legia przegrywała 55:66. Ale Michał Aleksandrowicz trafił wtedy za trzy, a po chwili zaliczył asystę pod kosz do Łukasza Wilczka. Następnie dwie trójki z rzędu trafił Parzych. I Legia, grająca słabo przez większość meczu, wyrównała na 66:66. Kandydat do awansu odżył, a młody zespół z Pruszkowa stracił rytm gry, który dał mu spore prowadzenie jeszcze w trzeciej kwarcie.

A gospodarze poszli za ciosem! Dwie piłki wyrwał w obronie Adam Linowski, po jego kontrze Legia wyszła na prowadzenie 70:68. Goście się pogubili - pod naciskiem legionistów popełnili kilka strat, a pod drugim koszem kolejną świetną akcję przeprowadzili Aleksandrowicz i Linowski. Ostatecznie legioniści zwyciężyli 76:70. Z bilansem 14-6 są na trzecim miejscu w tabeli, w niedzielę zagrają na Bemowie ze Spójnią Stargard.

Legioniści mogą być zadowoleni z końcowego wyniku, ale nie z gry. Przez 35 minut grali słabo. Znicz zaczął od gry pod kosz, gdzie nieźle spisywał Damian Cechniak, który rzucił pięć z pierwszych siedmiu punktów drużyny. Środkowy Znicza miał ułatwione zadanie, bo wśród gospodarzy brakowało kontuzjowanego Cezarego Trybańskiego - 36-letni środkowy w sobotnim meczu z Krosnem złamał kość w prawej ręce, czeka go kilka tygodni przerwy.

Legia na początku meczu postawiła na rzuty z dystansu. Ale pudłowała i to pruszkowianie osiągnęli niewielką przewagę na początku. Mądrze i skutecznie grał Kamil Czosnowski, który zdobywał punkty z wejścia, po faulach, a także, gdy legioniści ustawili obronę strefową, rzutami z dystansu. 20-letni rozgrywający w pierwszej kwarcie zdobył aż 14 punktów. Legia - tylko o cztery więcej.

Rozluźniony, grający bez presji Znicz, konstruował płynne akcje, w których powtarzały się minięcia, odegrania na obwód, ponowne minięcia i szukanie kolegów na czystych pozycjach. Po takich akcjach za trzy trafiał Patryk Przyborowski i goście powiększali przewagę. W 18. minucie Znicz wygrywał już 42:26.

Legia? Ta grała odwrotnie niż Znicz. Koszykarze z Warszawy byli spięci, w ataku raczej stali niż biegali, częściej decydowali się na indywidualne akcje, niż zagrania zespołowe. No i pudłowali z dystansu - w pierwszej połowie mieli tylko 3/14 za trzy, podczas gdy Znicz - 7/15.

Na początku drugiej połowy sytuacja się nie zmieniła - legioniści dalej nie trafiali, choć pozycje mieli niezłe. Ale przynajmniej poprawili obronę i pruszkowianie nie zdobywali już tylu łatwych punktów. Trener Legii Michał Spychała próbował różnych rozwiązań - wprowadził na parkiet Grzegorza Malewskiego, a Parzycha przesunął na moment na pozycję rozgrywającego. Atak się poprawił, lecz zaczęło brakować walki o zbiórki w obronie - odbite od obręczy piłki łapali goście i mieli szansę na dodatkowe akcje.

Legii znów brakowało lidera. Gracza, który poderwałby zespół, który przeprowadziłby dwie, trzy skuteczne akcje z rzędu, rozmontowałby obronę Znicza. Kapitan Łukasz Wilczek długo grał słabiutko - Czosnowski, ale też Adrian Kordalski, ogrywali go łatwo, on sam niewiele wnosił do ataku. Zaliczył siedem asyst, ale także pięć strat i dopiero w ostatnich minutach zdobył swoje sześć punktów. Solidnie grali podkoszowi Adam Linowski z Tomaszem Andrzejewskim, punktowali też Michał Aleksandrowicz i Parzych. Po trzech kwartach wciąż prowadził jednak Znicz - było 59:52 dla gości.

Osiem minut przed końcem, gdy Filip Put wsadził piłkę do kosza w kontrze, Legia traciła do rywala już 11 punktów, a Spychała poprosił o przerwę. I najwyraźniej zdołał natchnąć swoich graczy do ostatecznego wysiłku, bo właśnie wtedy, można powiedzieć, że w ostatniej chwili, zaczęła się pogoń Legii. W końcu ta skuteczna.

W niedzielę koszykarze Legii podejmą KS Spójnie Stargard (16:45). Dzień wcześniej Znicz zmierzy się na wyjeździe z AZS AWF Katowice (18).

Legia Warszawa - Znicz Pruszków 76:70: (18:24, 11:20, 23:15, 24:11).

Więcej o:
Komentarze (2)
Słaby mecz, ale świetna końcówka koszykarzy Legii. Wygrana ze Zniczem
Zaloguj się
  • rudolfczewononosy

    Oceniono 1 raz 1

    Kilka spostrzeżeń po ostatnich dwóch meczach które miałem przyjemność oglądać w OS.

    Niestety gra naszego zespołu nie wygląda dobrze. Powtarzają się wciąż te same proste – nie przystające na ten poziom rozgrywek-błędy.
    - przede wszystkim brak jakiekolwiek obrony, każdy z przeciwników który podejmie pojedynek 1/1 –szczególnie obwód- wygrywa. We wczorajszym meczu to było bardzo widoczne. Obrona strefowa też nie wychodzi nam najlepiej.
    Nasi zawodnicy są doświadczeni (Kukiełka, Andrzejewski, Wilczek) a takie proste błędy w obronie nie przystoją. Mijanie w pierwszym kroku z obwodu ?? Czasami miałem wrażenie że nasi zawodnicy nie mają siły albo ochoty bronić. Czym te błędy są spowodowane? Słabym zgraniem, brakiem komunikacji? Czy może czymś innym?
    - Mamy tylko jednego rozgrywającego,i mimo iż bardzo cenię Łukasza Wilczka za zaangażowanie, asysty to tylu strat (w prostych sytuacjach)rozgrywający mieć nie powinien (ostatnie dwa mecze odpowiednio (7 i 5), a jego zmiennik wygląda na przerażonego i nie pewnego. Ale to chyba nic dziwnego grając 9 minut średnio w meczu.
    Tak samo dla mnie wygląda forma Bierwagena (żeby nie było- bardzo cenię jego umiejętności koszykarskie), który z roli jednego z liderów zespołu stał się rezerwowym i ta rola wyraźnie mu nie pasuje lub nie potrafi się do niej dostosować- wczoraj np. Wyglądał na kompletnie zagubionego. Tak sam jak Marcel Wilczek. Kompletnie nie wiem co jest z tym zawodnikiem, ale jego forma jest bardzo daleko od tego co rzeczywiście potrafi. Może presja go blokuje?
    -brak zadaniowców-brakuje takich zawodników „od czarnej roboty” – którzy potrafiliby bronić, ustać 1/1, zebrać piłkę - postawić mocą zasłonę. W drużynie jest tylko 2 /3 defenzorów (Bierwagen, Parzych i -jak ma siłę -Ł.Wilczek) – tylko Adam wykorzystuje swoje atuty głównie w ataku, Mateusz gra mało a Łukasz bardzo eksploatuję się w ataku a zmiennika na swoim poziomie nie ma.
    -kolejna sprawa to rotacja, zawodnicy- rezerwowi, są przykuci do ławki rezerwowych [(wspomniany wcześćniej Szumełda-Krzycki (9min),Grzegorz Malewski (7:30), Mateusz Bierwagen (15min), Andrzej Paszkiewicz (8:30) ] i nie dają tego co mogli by dać drużynie. Pamiętamy m.in. Grześka czy Mateusza z poprzednich sezonów. A wychodząc w II połowach na 3-4 minuty siedząc całą I połowę nie wiele można wnieść a już na pewno.
    -zespół grać próbuje z kontry-szybko ale mało punktów zdobywa po kontrach a atak pozycyjny wygląda jak w zwolnionym tempie- zawodnicy są ociężali, brakuje im świeżości..
    - brak skuteczności a mimo to ciągłe próby rzutów dystansowych i mało wykorzystywanie zawodników podkoszowych.
    -brak zaangażowania/chęci –przynajmniej tak to wygląda oglądając mecz- oczywiście są wyjątki, jest kilku zawodników u których widać że im się „chce” ale to musi dotyczyć zespołu, żeby zespół grał a w szczególności bronił agresywnie, był pozytywnie "podudzony" i głodny zwycięstwa. Moje wrażenie było takie że przyszli zagrać mecz- odbębnić i wrócić do domu...niestety tak się nie da w szeczególności u NAS – Jeteśmy LEGIĄ WARSZAWA !!!

    Powodzenia i TYLKO ZWYCIĘSTWA !!!

  • ezo-mir

    0

    21:4 niezły run

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX