Legia na poziomie! Pokaz siły koszykarzy

Po trzech porażkach w słabym stylu koszykarze Legii pewnie pokonali w hali Koło Sokół Łańcut 70:61. W 32. minucie prowadzili już różnicą 27 punktów, ogromną przewagę roztrwonili przez brak koncentracji w końcówce.


Piątkowe spotkanie, nawet pomimo słabych ostatnich minut, było zdecydowanie najlepszym Legii w tym sezonie, jednym z najlepszych po zeszłorocznym awansie do pierwszej ligi. Tak jak koszykarze trenera Michała Spychały rozczarowywali brakiem zrozumienia w obronie i dziurawą obroną w ostatnich meczach, tak z Sokołem zaimponowali agresją, poświęceniem, dynamiką, zespołową i skuteczną grą w ataku. Zespół z Łańcuta, czołowy zespół ligi, nie miał w Warszawie szans.

Legioniści zaczęli w piątek bardzo mocno. Przegrywali co prawda 0:4, ale to był tylko momencik. Bardzo dobra, twarda, agresywna obrona i zdecydowany atak, w którym wszystko, co dobre, zaczynało się od szybkich podań, dały efekty. Defensywie ton nadawał aktywny, rzucający się na parkiet po piłki Adam Parzych, w ataku szybko po sześć punktów zdobyli Michał Aleksandrowicz i Marcel Wilczek. A gdy ten drugi w 7. minucie trafił swoją trzecią trójkę, Legia prowadziła już 20:4.

I nie zwalniała, nawet jeśli punktowa nawałnica nieco osłabła, a doświadczony zespół Sokoła otrząsnął się trochę po słabym początku. Legioniści realizowali na boisku powiedzenie, które powtórzy o grze w obronie każdy trener: "Nie pozwalać na łatwe punktów". Nacisk na gracza z piłką, przejmowanie przeciwników po zasłonach, pomoc pod koszem, dojścia do strzelców za linię trójek - to wszystko gospodarze wykonywali. A jak trzeba - mocnymi faulami przerywali akcje rywali. Do przerwy legioniści prowadzili 44:25, a Sokół miał tylko 23 proc. celnych rzutów z gry (7/30).

W ataku legioniści przeważnie grali zespołowo i szybko, ale też cierpliwie. Szukali lepiej ustawionych kolegów, a ozdobą meczu była akcja, w której piłkę dotknął każdy z nich, w której rywale z Łańcuta musieli pracować w obronie przez 24 sekundy, a zakończył nią wsadem Cezary Trybański. Ale większość legionistów miała w tym meczu dobre, efektowne akcje. Najwięcej punktów zdobyli Aleksandrowicz (12), Marcel Wilczek (11) i Marcin Kosiński (10), ale na wyróżnienie zasłużył w piątek każdy z graczy Spychały.

W 32. minucie Legia prowadziła już 65:38 i choć w końcówce waleczni goście, głównie dzięki skutecznym Krzysztofowi Jakóbczykowi i Marcinowi Pławuckiemu, wyraźnie zmniejszyli straty, to wygrana gospodarzy była niezagrożona, pewna i zasłużona. Po siedmiu meczach Legia ma bilans 4-3 i zbliżyła się do ligowej czołówki, w której są Miasto Szkła Krosno (7-0), Znicz Basket Pruszków (6-0) oraz Sokół (5-2).

I aż szkoda, że po tak dobrym spotkaniu kolejny mecz w Warszawie legioniści rozegrają dopiero za pięć tygodni - 5 grudnia z Doralem Nysą Kłodzko. Wcześniej zespół Spychały zagra na wyjazdach z Notecią Inowrocław, GTK Gliwice, rezerwami Rosy Radom, Pogonią Prudnik i Astorią Bydgoszcz. Legioniści przekładają mecze u siebie w oczekiwaniu na oddanie do użytku remontowanej hali przy ul. Obrońców Tobruku na Bemowie.