Co się dzieje z koszykarską Legią Warszawa?

Po trzech zwycięstwach na początku sezonu przyszły trzy porażki. Drużyna, która chce awansować w tym sezonie do Tauron Basket Ligi, rozczarowuje. Dlaczego?
Po sześciu kolejkach Legia z bilansem 3-3 zajmuje szóste miejsce w tabeli. Do play-off awansuje osiem drużyn, ale ważny jest nie tylko awans, liczy się też jak najwyższe rozstawienie, które daje przewagę boiska w kolejnych rundach. Tym bardziej, że najgroźniejsi rywale Legii, którymi powinni być Miasto Szkła Krosno oraz Sokół Łańcut, w trzech ostatnich sezonach mają u siebie bilanse 34-6 oraz 26-10. W walce o ekstraklasę trzeba być od nich lepszym, prawo do gry w TBL uzyska tylko zwycięzca ligi.

Obecne straty legionistów do faworytów - Miasta Szkła (6-0), Sokoła (5-1) oraz niespodzianki początku sezonu Znicza Basket Pruszków (5-0), są do odrobienia, ale trzeba zacząć je odrabiać od piątku, czyli od meczu z Sokołem w hali Koło przy ul. Obozowej. W przypadku porażki z jednym z najgroźniejszych rywali sytuacja Legii w kontekście walki o jedno z dwóch pierwszych miejsc przed play-off, byłaby niełatwa.

A jaka jest teraz? Co nie gra w Legii na początku sezonu? Gdzie drużyna trenera Michała Spychały ma największe problemy?

Za dużo potencjalnych liderów

Legia, która kilka tygodni przez sezonem ogłosiła, że walczy o awans, budując drużynę podjęła ryzyko. W Warszawie postawiono na pierwszoligowe gwiazdy i choć wszystkich pożądanych koszykarzy ściągnąć się nie udało, to nazwiska Andrzejewskiego, Aleksandrowicza, Bierwagena, Kosińskiego, Linowskiego, Parzycha, Trybańskiego oraz Wilczków można uznać za zestaw bardzo silny.

Problem w tym, że z tych graczy trzeba teraz zbudować silną drużynę, a Spychale, który także jest w sekcji nowy, idzie to z trudem. Dlaczego? Bo - na tym właśnie polegało ryzyko - w Legii zgrupowano graczy, którzy są przyzwyczajeni do odgrywania ról pierwszoplanowych. Poza Bierwagenem każdy z wymienionych zawodników w minionym sezonie grał średnio przez minimum 25 minut.

Mało tego, większość legionistów to gracze doświadczeni, sprawdzeni w roli zawodników pierwszoplanowych, z silnym poczuciem własnej wartości. W Legii, tak jak w poprzednich drużynach, też chcą mieć piłkę w rękach, zdobywać punkty, rozkręcać się z akcji na akcję czy kwarty na kwartę, decydować o wyniku. Ale czasu dostają mniej, zmiany są częstsze, koledzy, a zarazem rywale w walce o minuty na boisku, też czekają na swoją szansę. Legia gra nerwowo, indywidualnie, bez rytmu.

Zawężenie rotacji czy wewnętrzna przemiana?

Na treningach jest zupełnie inaczej, w gierce pięciu na pięciu każdy z legionistów ma szansę na swoje zagrania, ulubione akcje. Poziom tych treningowych gierek jest ponoć wyższy niż ten, który drużyna prezentuje potem w meczach. Po prostu - każdy z koszykarzy może się pokazać, wie, że będzie na boisku w następnych akcjach, że jak teraz poda, to potem on dostanie piłkę.

Jak sprawić, by poziom z gier treningowych przenieść do meczów ligowych? Sposoby są dwa. Pierwszy to akceptacja rzeczywistości przez zawodników, pogodzenie się z mniejszą rolą na boisku, przemiana z kierowników w szeregowych pracowników. Podobno legioniści zdają sobie z tego sprawę, czują ten problem, pracują nad jego wyeliminowaniem we własnym gronie.

Drugi sposób to zawężenie rotacji, co jest zadaniem dla trenera. Spychała, co zresztą deklarował po porażce w Pruszkowie, może postawić na siedmiu, może ośmiu graczy, którym pozwoli grać dłużej, złapać rytm i pewność siebie. Tylko jak zareagują ci, którzy zostaną posadzeni na końcu ławki rezerwowych?

Czy drużynie brakuje młodych wilków?

Innym problemem jest słabsza forma kilku ważnych graczy. To oczywiście może się wiązać ze wspomnianą rotacją, krótszym czasem gry i częstszymi zmianami, ale też gołym okiem widać, że Marcel Wilczek, Łukasz Wilczek, Marcin Kosiński i Tomasz Andrzejewski grają dużo poniżej swoich możliwości. Z różnych względów, przede wszystkim przez kontuzje.

Marcel Wilczek ma zaledwie 34 proc. skuteczności rzutów z gry, zdobywa po 7,0 punktu na mecz. Łukasz Wilczek - odpowiednio 29 proc. i 4,4 punktu. Marcin Kosiński - 27 proc. i 6,2. Andrzejewski - 30 proc. i 1,8. Skuteczność to nie wszystko, ale też trudno wymienić jakieś elementy gry, w których ci koszykarze byliby na początku sezonu mocni.

Jest też problem stylu gry. Walcząca o awans do ekstraklasy Legia miała być szybka, agresywna w obronie i widowiskowa w ataku, ale dotychczas pokazuje to bardzo rzadko. Możliwe, że ten brak agresji bierze się z tego, że aż ośmiu z grona doświadczonych koszykarzy zakończy sezon z trzydziestką na karku. Pisząc wprost: może przywykli do roli liderów gracze Legii są za starzy na gryzienie boiska, może drużynie brakuje młodych wilków?

Ale możliwe też, że Legia już zaczęła wychodzić z dołka. Sobotni, wyjazdowy mecz ze Spójnią, drużyna Spychały przegrała po dogrywce, ale i trener, i zawodnicy uznali go za najlepsze spotkanie w sezonie, zauważyli pozytywy, jeśli chodzi o walkę, grę zespołową, werwę. Do wygranej to nie wystarczyło, ale cztery dni spokojniejszej pracy przed meczem z Sokołem powinny pomóc.

Legia bezdomna

Z drugiej strony - czy spokojniejszej? Po pierwsze, legioniści czują presję, po serii porażek w klubie zrobiło się nerwowo, koszykarze przyznają, że są w dołku. Po drugie, Legia jest bezdomna. Zawodnicy podkreślają, że nie traktują tego jako wymówki, że nie chcą się tym usprawiedliwiać, ale jednak tułają się po warszawskich halach, by móc ćwiczyć. Ich dom, czyli obiekt przy ul. Obrońców Tobruku, wciąż jest w remoncie - można w nim trenować, ale nie zawsze. Dlatego legioniści ćwiczyli w tym sezonie już w halach przy ul. Zachodzącego Słońca, w Wojskowej Akademii Technicznej, także na Kole, gdzie zagrają w piątek.

Na dodatek z sześciu dotychczasowych meczów aż pięć rozegrali na wyjazdach, a po meczu z Sokołem, w listopadzie, czeka ich pięć kolejnych spotkań na wyjeździe. W rundzie rewanżowej, jeśli hala na Bemowie zostanie oddana do użytku, legioniści tydzień w tydzień będą grali w domu, teraz jeżdżą po całej Polsce. W minionym tygodniu - do Krosna i do Stargardu Szczecińskiego. Warto też zauważyć, że Legia miała dotychczas silnych rywali - Miasto Szkła, Znicz oraz Spójnia, z którymi koszykarze Spychały przegrywali, w sumie mają bilans 14-3.

Szefowie, trenerzy Legii wydają się być cierpliwi i są świadomi pracy, która ich czeka. Koszykarze mówią o dobrej atmosferze, docieraniu się drużyny w szatni. Jeśli coś ma oba procesy przyspieszyć, to piątkowa wygrana z Sokołem. Czy Legia odniesie ważne zwycięstwo?