Tatuaże, modeling, reprezentacja. Jeden z najbarwniejszych polskich koszykarzy graczem Legii

Tajemniczy, wytatuowany, niegdyś robiący karierę modela. Koszykarska Legia podpisała kontrakt z Marcinem Kosińskim - byłym reprezentantem Polski, ostatnio szukającym formy w pierwszej lidze. Ale przede wszystkim człowiekiem o barwnej, nieszablonowej osobowości.


- Ostatni sezon pokazał, że to bardzo wartościowy zawodnik. Takiego gracza potrzebowałem - mówi trener Legii Michał Spychała. 30-letni rzucający obrońca ostatni sezon spędził w beniaminku I ligi, Zagłębiu Sosnowiec. Razem z drużyną awansował do ćwierćfinału play-off, był jednym z jej liderów - w każdym meczu rzucał średnio prawie 13 punktów. Na zapleczu Tauron Basket Ligi był jednym z wyróżniających się zawodników. Gracza o tak bogatym życiorysie - prócz mającego przeszłość w NBA Cezarego Trybańskiego - w odradzającej się Legii jeszcze nie było. Czy z Kosińskim Legia osiągnie cel i awansuje do najwyższej ligi?

W reprezentacji, we Włoszech i lidze amatorskiej

Kosiński smak gry w ekstraklasie zna bardzo dobrze. W 2006 roku był jej odkryciem. Skorzystał na przepisie, który nakazywał obecność na boisku przynajmniej jednego Polaka w każdej drużynie. Szybko okazało się, że ma spory talent rzutowy. Do tego dokładał siłę i dynamikę. Po pierwszym sezonie, w którym rzucał średnio 12 punktów w meczu, z niewielkiego Starogardu Gdańskiego wykupił go BOT Turów Zgorzelec, czyli ligowy potentat. W 2007 roku Kosiński przeżywał szczyt kariery - wygrał konkurs rzutów za trzy podczas weekendu gwiazd, latem pojechał z reprezentacją na mistrzostwa Europy w Hiszpanii.

Później jego kariera załamała się. Kosiński zaczął coraz częściej zmieniać kluby - po sezonie spędzonym w Baskecie Poznań wyjechał zagrać kilka meczów w drugiej lidze włoskiej, ale z Seven 2007 Roseto spadł z ligi. Latem grywał w WNBA, czyli amatorskiej lidze koszykówki w Warszawie, brał też udział w turniejach streetballowych. Przede wszystkim jednak miał sporo przerw w grze spowodowanych groźnymi kontuzjami. Dwa lata temu próbował odbudować się w Polpharmie, ale ostatnio coraz ciężej było znaleźć mu pracodawcę. Tuż przed rozpoczęciem rozgrywek do zespołu zaprosiło go Zagłębie. Transfer okazał się korzystny dla obu stron. Sosnowiec, na początku skazany na spadek, pewnie się utrzymał, a Kosiński znów pokazał się w koszykarskim światku. Na tyle, że zatrudnić go zdecydowała się Legia, której aspiracje sięgają TBL.

Modeling, tatuaże i Aleksander Wielki

Kosiński to postać barwna - przede wszystkim poza boiskiem. Sprawia wrażenie skrytego i enigmatycznego. - Ciężko określić jego osobowość. Jest jak kameleon. Inaczej zachowuje się w gronie kolegów, inaczej wtedy, kiedy wie, że patrzą na niego ludzie. Wtedy się zmienia - mówił "Wyborczej" jeden z jego kolegów z drużyny.

Do 2002 roku nazywał się Iwo Kitzinger. - Urodziłem się jako Iwo, potem byłem Marcinem, ale znów jestem Iwo. Nie lubię mówić o swoich korzeniach i życiu prywatnym - mówił przed pięciu laty. Dziś znowu jest Marcinem.

Studiował anglistykę, licencjat pisał o wpływie Michaela Jordana na amerykańską kulturę. Zadziwił, gdy zamieścił swoje portfolio w serwisie internetowym dla modeli i modelek. Zaprezentował w nim 15 zdjęć prezentujących muskulaturę oraz liczne tatuaże - ma wytatuowane całe plecy, na ramionach widnieją cytaty m.in. z Aleksandra Wielkiego. Wystąpił nawet w programie TVN "Top Model" - razem z uczestniczkami programu pozował nago w sesji zdjęciowej. - Cieszę się, że zrobiłem tamtą sesję, bo przez kilka miesięcy, kiedy się leczyłem i rehabilitowałem po kontuzji kostki, dokończyłem studia i pojawiła się oferta w modelingu. Pomogło mi to utrzymać się - mówił potem Kosiński.

Jako jedyny Polak został zaproszony do udziału w sesji zdjęciowej do kalendarza Dieux Du Stade (Bogowie Stadionów). Kalendarz autorstwa Francois Rousseau to we Francji produkt bardzo prestiżowy. Ukazuje się od 2001 roku. - Nie mam ambicji bycia celebrytą. Jestem przede wszystkim koszykarzem - stwierdził wówczas.

Czas na Legię

Ze stołecznym klubem podpisał roczny kontrakt. Jest drugim, obok Adama Linowskiego ze Znicza Pruszków, koszykarzem, który w lecie zasilił zespół. - To bardzo wartościowy gracz - uważa Michał Spychała. - Jest silny, wszechstronny, energetyczny, a także ambitny i dobrze pracujący. Szukaliśmy zawodnika o takiej charakterystyce. Dobrze broniącego i rzucającego, a dodatkowo mogącego grać na kilku pozycjach. Marcin może i rzucać, ale i rozgrywać, czy zagrać na "trójce". Poza tym ma bardzo bogate CV i duże doświadczenie. Trzeba się cieszyć, że taki gracz będzie występował w Warszawie - dodaje szkoleniowiec Legii.

Wcześniej kontrakty z Legią przedłużyli Andrzej Paszkiewicz i Michał Aleksandrowicz. Ważne umowy mają Łukasz Wilczek i Cezary Trybański.

Zdjęcie adidas Performance D ROSE 5 BOOST Obuwie do koszykówki core black/white/scarlet (C76492) Zdjęcie Piłka do koszykówki Nike Dominate Zdjęcie Piłka do koszykówki Spalding NBA highlight
adidas Performance D ROSE 5... Piłka do koszykówki Nike Do... Piłka do koszykówki Spaldin...
Sprawdź ceny » Sprawdź ceny » Porównaj ceny »
źródło: Okazje.info