Walka koszykarzy! Wygrali ze Stalą, będzie mecz nr 5

Koszykarze Legii pokonali w niedzielę w Wilanowie Stal Ostrów 67:59 i stan rywalizacji w półfinale play-off wyrównali na 2-2. Piąte, decydujące spotkanie, odbędzie się w środę w Ostrowie, gdzie przed tygodniem Legia najpierw przegrała, a potem wygrała.


- Takie mecze wygrywa się sercem! Sercem, krwią, potem, wszystkim - mówił, a w zasadzie krzyczał po meczu rozemocjonowany Arkadiusz Kobus, który zdobył dla Legii 19 punktów. Legii, która w sobotę przegrała ze Stalą w Wilanowie tylko 83:86, była bardzo bliska wygranej. - Najważniejsza była po tym meczu noc. Trzeba było się dobrze wyspać, zapomnieć, że było tak blisko. Dzisiaj walczyliśmy, wydarliśmy tą wygraną - dodawał Kobus.

Początek Legii nie był dobry - warszawiacy pudłowali wiele rzutów, przegrywali 5:9. Ale wraz z pojawianiem się na boisku rezerwowych gra się poprawiała. Największy impuls dał właśnie Kobus, "Ekspres z Kutna", który trafiał z dystansu, z wejść, wymuszał faule. - Zawsze wchodzę z ławki właśnie po to, żeby dać impuls - mówił Kobus. Skrzydłowy Legii na przełomie pierwszej i drugiej kwarty rzucił 13 z 16 kolejnych punktów Legii, która wyszła na prowadzenie 23:13. I utrzymywała je, choć Stal próbowała zrywów.

Legioniści nie eksperymentowali, tylko próbowali wykorzystywać swoje atuty. Twardą obronę, której wysoką intensywność pozwalała utrzymać częsta rotacja zawodników. Liderzy Stali, Tomasz Ochońko i Adrian Suliński, szukali pozycji, próbowali oszukać obrońców, ale większość rzutów oddawali z trudnych pozycji. Do przerwy Stal trafiła tylko 31 proc. rzutów z gry - 10 na 32.

Z kolei Legia była skuteczna w rzutach za trzy - gospodarze mieli 6/11 zza łuku do przerwy, bo poza Kobusem (3/4) trafiali też Michał Aleksandrowicz, Michał Kwiatkowski i Łukasz Wilczek. Skuteczny pod koszem był Cezary Trybański, któremu z twardym Wojciechem Żurawskim grało się niełatwo - środkowy Legii do przerwy miał jednak osiem punktów i pięć zbiórek. Żurawski, bohater sobotniego meczu (trójka, która dała Stali wygraną), odpowiednio siedem i cztery.

Do przerwy Legia prowadziła 40:32, ale w trzeciej kwarcie Stal bardzo poprawiła defensywę. Co prawda przez kilka minut Trybański znakomicie ochraniał w polu trzech sekund kosz Legii, blokując rzuty lub sprawiając, że rywale oddawali je niedokładnie, ale po drugiej stronie boiska legioniści też mieli problemy z trafianiem. Przewaga gospodarzy malała - przez moment było nawet tylko 44:42, ale w końcówce kwarty niemoc przełamali Łukasz Wilczek i Mateusz Bierwagen.

Z kwarty na kwartę mecz stawał się coraz bardziej godny play-off - nikt nie odpuszczał, nie było łatwych rzutów, ani straconych piłek. Legia uciekła Stali w 34. minucie po tym, jak w dwóch kolejnych akcjach za trzy trafili Kobus i Aleksandrowicz. Ten drugi wykonał kilka szalenie istotnych akcji w obronie, walczył o zbiórki. A do zdobywania punktów włączył się rozgrywający Wilczek. Walcząca Legia nie pozwoliła się Stali dogonić. Wygrała 67:59 i w środę w Ostrowie zagra mecz decydujący o awansie do finału.

- Stal już nie jest faworytem, to my nim jesteśmy. Jedziemy do Ostrowa zwyciężyć - zapowiada Kobus. Dlaczego uważa Legię za faworyta? - Bo gramy na takiej... Wydaje mi się, że gramy ze sobą, jesteśmy tak zjednoczeni, tak walczymy, że Stal pęknie i wywieziemy z Ostrowa zwycięstwo.