Sport.pl

Pękła setka! Koszykarze Legii rozgromili Pogoń

Kolejne efektowne zwycięstwo stołecznych koszykarzy. W sobotę w meczu z Pogonią Prudnik rzucili aż 101 punktów i pobili tym samym swoje najlepsze osiągnięcie w sezonie. Wydarzeniem meczu był powrót do gry Grzegorza Malewskiego.


Jeśli legioniści wygrywają, zwykle robią to efektownie. W tym roku wygrali sześć z ośmiu ligowych meczów, w tym pięć różnicą co najmniej 25 punktów. Sobotni mecz różnił się jednak od wcześniejszych tym, że stołeczni koszykarze w końcu potrafili dopaść, zdominować i dobić swojego przeciwnika. Po raz pierwszy w tym sezonie przekroczyli granicę stu punktów, sami stracili też niewiele, bo 61.

Przeciętni prudniczanie nie byli co prawda dla gospodarzy wielkim wyzwaniem. Niezorganizowani w obronie, chaotyczni w ataku, a w dodatku popełniający mnóstwo strat. Legioniści ich słabość wykorzystali jednak z zimną krwią.

Już po trzech minutach prowadzili 11:2. Bez problemu wchodzili pod kosz, wykorzystywali też czyste pozycje na obwodzie. Świetny początek meczu zaliczył Marcel Wilczek, który w pierwszej kwarcie zdobył aż 15 punktów, a trafiał na wszystkie sposoby - po rzutach za trzy (trzy celne), po podkoszowej penetracji, po dobitce.

Szkoleniowiec Pogoni Prudnik podczas przerw na żądanie próbował wpłynąć na sposób gry swoich koszykarzy, rotował składem, zmieniał ustawienie w defensywie i zagrywki w ataku. Z jego planów nic jednak nie wyszło - prócz dwóch efektownych wsadów Tomasza Nowakowskiego jego zespół nie zaprezentował niczego godnego uwagi.

A legioniści się rozkręcali. W drugiej kwarcie, głównie ze względu na straty i rozluźnienie w obronie, dali się co prawda dogonić, ale już na początku trzeciej kwarty stało się jasne, że tego meczu nie przegrają. Po dwóch potężnych wsadach Trybańskiego Legia wygrywała już 54:36 i w ostatniej kwarcie - przy 20-punktowej przewadze - mogła pozwolić sobie na granie w rezerwowym składzie. A i ten się popisywał - za trzy seriami trafiali Andrzej Paszkiewicz, Michał Świderski i najmłodszy w zespole Bartłomiej Ornoch.

Legioniści byli w sobotę lepsi w każdym elemencie gry - celniej rzucali (56 proc. celnych rzutów z gry w całym meczu), dominowali na tablicach (aż 47 zbiórek przy 18 przeciwników), znakomicie dzielili się piłką (w sumie 26 asyst). Zwieńczeniem spektakularnego zwycięstwa Legii było przekroczenie bariery stu punktów - po trójce Ornocha nielicznie zebrana widownia po raz pierwszy w meczu podskoczyła z radości.

Dla gospodarzy najważniejszym wydarzeniem sobotniego meczu był jednak powrót do gry Grzegorza Malewskiego. Skrzydłowy Legii pauzował od październikowego meczu z GKS Tychy, w trakcie którego nabawił się groźnej kontuzji kolana. Uraz wymagał operacji i kilkutygodniowej rehabilitacji. Malewski wrócił do treningów dwa tygodnie temu, zaczął biegać, oddawać rzuty.

W sobotę w końcu mógł wyjść na boisko w meczu ligowym. Szansę gry dostał na początku pierwszej kwarty i samej końcówce spotkania. Zaprezentował się bardzo przyzwoicie - rzucił cztery punkty, miał dwie zbiórki. Ale to nie statystyka była dla niego najważniejsza - Malewski nie bał się walki w podkoszowym tłoku, grał pewnie, nie widać było po nim przerwy w grze.

Przez większą część meczu Piotr Bakun swojego skrzydłowego jednak oszczędzał, ale powrót Malewskiego do gry z pewnością szkoleniowca Legii ucieszył - zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnią pechową serię kontuzji i drobnych urazów, które prześladują podkoszowych graczy stołecznego zespołu.

Legia Warszawa - Pogoń Prudnik 101:61 (31:19, 15:17, 19:11, 36:14)

Legia: Marcel Wilczek 19 pkt, Cezary Trybański 19, Arkadiusz Kobus 14, Andrzej Paszkiewicz 8, Michał Aleksandrowicz 7, Mateusz Bierwagen 6 (10 zb), Michał Świderski 6 (2x3), Michał Kwiatkowski 6, Grzegorz Malewski 6, Bartłomiej Ornoch 6 (2x3), Łukasz Wilczek 4 (8 as)

Więcej o: