Cezary Trybański i polski rekord bloków w tym sezonie: Wchodzili pod kosz, a ja to wykorzystywałem...

- Rywale nie bali się wchodzić pod kosz, a ja to wykorzystywałem. Wiedziałem, że swój dzień w ataku mają inni, koncentrowałem się więc na obronie - mówi środkowy Legii Cezary Trybański, który w sobotnim meczu z GKS Tychy miał aż dziewięć bloków


Pierwszoligowa Legia wygrała sobotnie spotkanie 81:56 i zrewanżowała się tyszanom za październikową porażkę jednym punktem w Warszawie. 36-letni Trybański błysnął w tym spotkaniu w defensywie - zaliczył dziewięć bloków i sześć zbiórek. Zdobył też sześć punktów.

Dziewięć bloków to najlepszy w tym sezonie wynik na parkietach trzech najwyższych klas rozgrywkowych - Tauron Basket Ligi, pierwszej ligi oraz czterech grup drugiej. Trybański, który rozgrywa w Polsce drugi sezon po powrocie do kraju, średnio notuje ich 2,5 - w 14 meczach blokował 35 razy. Wychowanek Legii, pierwszy Polak w NBA, w swoim macierzystym klubie średnio rzuca też po 10,1 punktu oraz ma po 8,1 zbiórki.

Po 18 meczach Legia zajmuje czwarte miejsce w tabeli z bilansem 11-7. Najbliższe spotkanie warszawiacy rozegrają w niedzielę 8 lutego o 17.45 na Torwarze - rywalem będzie ostatnia w tabeli AZS Politechnika Poznań.

Piotr Wesołowicz: W meczu z Tychami zaliczyłeś dziewięć bloków, to rekord tego sezonu w pierwszej lidze. Twój osobisty również?

Cezary Trybański: Nie, najwięcej w jednym meczu miałem 10. To było w czasie, gdy grałem na Litwie w Dżukiji. Z tego, co teraz sobie przypominam, to mój najlepszy wynik. A dziewięć bloków w jednym spotkaniu zaliczyłem kilkakrotnie, w D-League [zaplecza NBA, dziś NBDL - red.] miałem nawet serię trzech takich meczów z rzędu. W jednym z nich tej jednej "czapy" zabrakło mi do triple double. Szkoda, bo zaliczyć potrójną zdobycz z blokami to nie taka łatwa rzecz. Z tego, co wiem, to rekord dziewięciu bloków w jednym meczu już ktoś pobił, ale takiej długiej serii nie miał tam jeszcze nikt.

A przypominasz sobie swój najefektowniejszy blok?

- Nawet dwa w jednej akcji. To było w czasach mojej gry w Phoenix Suns, na przedsezonowy mecz przyjechali do nas New Jersey Nets. Broniłem kosza, mój rywal biegł w kontrze, wchodził pod kosz, ale udało mi się go zablokować. Odbiłem piłkę, ale on ją dopadł, próbował dobijać, wszyscy spodziewali się łatwych punktów, ale ja zatrzymałem go drugi raz, efektownie, bo od tyłu.

W pierwszym meczu z GKS przegraliście jednym punktem, ale ciebie nie było w składzie.

- Dlatego wiedzieliśmy, że w rewanżu tyszanie będą bardzo pewni siebie, widać było na początku meczu, że tak się czuli. Ja nie grałem w pierwszym spotkaniu, akurat chorowałem. Dlatego cieszyłem się, że mogę zagrać w rewanżu i przyłożyć się swoją grą do wygranej. Jak widać, rywale nie bali się wchodzić pod kosz, a ja to wykorzystywałem.

W sobotnim spotkaniu byliście skuteczni w ataku, ale to chyba właśnie ta mocna obrona zadecydowała o zwycięstwie?

- Faktycznie, w defensywie zagraliśmy zespołowo, naprawdę na wysokim poziomie. Broniliśmy twardo i dlatego łatwiej nam było wyprowadzać szybkie ataki, a moi koledzy w kontrze byli bardzo skuteczni, trafili m.in. kilka akcji dwa plus jeden. A po przerwie dołożyliśmy do tego rzuty z dystansu. Zresztą trener w przerwie meczu uspokajał nas, mówił, że gramy dobrze, a kwestią czasu jest, kiedy zaczniemy trafiać za trzy. Ja skupiłem się na obronie. Wiedzieliśmy, że swój dzień mają Łukasz Wilczek, Marcel Wilczek i Michał Aleksandrowicz, więc koncentrowaliśmy się na dostarczaniu im piłek.

SKRÓT MECZU GKS TYCHY - LEGIA: