Sport.pl

Marcin Kowalewski o ważnej akcji meczu na Torwarze: Andrzej zrobił to świetnie, brawa dla niego

- To była kluczowa akcja meczu - ocenił Marcin Kowalewski, podkoszowy Znicza Basket Pruszków. Po jego faulu Andrzej Paszkiewicz w końcówce trzeciej kwarty wykonał akcję za cztery punkty, Legia wyszła na prowadzenie i dostała ogromny zastrzyk energii, po którym przejęła kontrolę nad meczem. Derby Mazowsza Legia wygrała 97:68.


27. minuta meczu. Legia przegrywa 48:53. Akcję w ataku rozgrywają warszawianie. Piłka krąży między zawodnikami, ale gracze Znicza dobrze bronią. Na zegarze coraz mniej czasu do oddania rzutu. Cezary Trybański spod kosza odrzuca piłkę na obwód do Andrzeja Paszkiewicza, ten momentalnie wychodzi w górę, wypuszcza piłkę z rąk i zderza się w powietrzu z Marcinem Kowalewskim. Piłka wpada do kosza, a Paszkiewicz pada na ziemię. Sędziowie odgwizdują faul i przyznają dodatkowy rzut wolny. Akcja za cztery punkty.

Ale czy faul był? Transmisja telewizyjna daje ku temu wątpliwości, bo było widać, jakby rozgrywający Legii celowo wypuścił się przy wyskoku do przodu, by wymusić przewinienie rywala. Sekwencję zdarzeń uchwycił też fotoreporter Paweł Pietranik:



Trudna decyzja, którą sędziowie musieli podjąć w ułamkach sekund. Powtórki wideo i zdjęcia jednoznacznie nie rozstrzygają. Zapytałem więc faulującego Kowalewskiego, czy faul rzeczywiście był, a sędziowie właściwie osądzili akcję.

- Widziałem, że na zegarze były dwie sekundy do końca akcji i muszę zrobić wszystko, żeby utrudnić rzut. Do zderzenia doszło, ale gdy byłem w powietrzu, to nie mogłem już tego uniknąć. Andrzej to sprytny zawodnik, ma ogromne doświadczenie i w ważnych momentach z niego korzysta. Zrobił to świetnie, brawa dla niego. To była kluczowa akcja meczu. Dała im niesamowitego kopa - powiedział Kowalewski, uśmiechając się.

Jak zauważył Łukasz Cegliński w swoich pomeczowych obserwacjach, "Paszkiewicz wykorzystał rzut wolny, doprowadził do wyniku 52:53 i dał impuls drużynie, która końcówkę trzeciej kwarty wygrała 12:6." A Kowalewski, do tego momentu najskuteczniejszy zawodnik Znicza z 18 punktami, po swoim trzecim faulu musiał usiąść na ławce, a po powrocie na boisko punktu już nie zdobył.

Znicz jeszcze przez chwilę prowadził, ale w końcówce trzeciej kwarty oklapł. A Legia podkręciła tempo. Prowadzenie odzyskała jeszcze w końcówce trzeciej kwarty, a w ostatniej części meczu wręcz zdemolowała Znicz, wygrywając aż 33:9. A cały mecz 97:68.

- Mieliśmy plan na ten mecz. Założyliśmy sobie, że damy z siebie wszystko i będziemy agresywnie walczyć o każdą piłkę przez cały mecz, ale potem wyszło to, że nie mamy aż tak szerokiego składu jak Legia. Oni mają 12 zawodników i każdy może coś nowego wnieść do gry zespołu. U nas, z całym szacunkiem dla moich kolegów, aż tak wyrównanej drużyny nie ma - stwierdził Kowalewski.

Znicz po tym meczu ma bilans 8-7 i siódme miejsce w lidze. Legia (9-6) jest czwarta.

Więcej o: