Sport.pl

Znicz i Legia na półmetku. Kto zachwycił, kto rozczarował [PODSUMOWANIE]

Gdyby sezon kończył się dziś, Znicz i Legia spotkałyby się w ćwierćfinale play-off. Jak stołeczne kluby grają w pierwszej lidze koszykarzy?


W niedzielę zakończyła się pierwsza runda drugiego poziomu rozgrywek po Tauron Basket Lidze. W sobotę Znicz Basket Pruszków rozegrał świetne spotkanie i pokonał u siebie lidera Stal Ostrów Wlkp. 78:64. Była to piąta kolejna wygrana drużyny trenera Michała Spychały, która awansowała na czwarte miejsce w tabeli. Pruszkowianie zepchnęli z niego Legię, która bez chorego Cezarego Trybańskiego przegrała na wyjeździe z drugim zespołem Rosy Radom 72:87.

Znicz po pierwszej rundzie ma bilans 8-5, a Legia - 7-6. Do play-off awansuje osiem z 14 zespołów, stołeczne ekipy mają na to spore szanse. Tym bardziej że ich trenerzy i zawodnicy mówią o niedosycie, bo mieli w pierwszej rundzie wpadki, których uniknięcie pozwoliłoby na zajęcie miejsca w ścisłej czołówce. Z drugiej strony w obu klubach nie ma ciśnienia na awans do TBL. Znicz nie jest gotowy na taki krok pod względem finansowym, natomiast Legia, która prawdopodobnie środki na grę w ekstraklasie by znalazła, w TBL chce się znaleźć w 2016 roku, na stulecie klubu.

Jak prezentowały się obie drużyny w dotychczasowych spotkaniach?

Najlepszy mecz:

Znicz: Ten sobotni - 78:64 ze Stalą. Pruszkowianie zrealizowali swój plan i ograniczyli czołowy zespół ligi bardzo dobrą obroną. Tomasz Ochońko, lider Stali, przez cały mecz był ściśle, na granicy faulu, pilnowany przez obwodowych Znicza. "Swoje" 17 punktów rzucił, ale trafił tylko pięć z 14 rzutów. W Zniczu dobrze zagrał każdy, ale najlepiej spisał się tercet wszechstronnych skrzydłowych i podkoszowych: Marcin Kowalewski (19 punktów), Adam Kaczmarzyk (17) i Adam Linowski (14).

Legia: Ze Spójnią, wygrany 79:69. Szósty obecnie zespół ligi to najlepsza drużyna pokonana w tym sezonie przez legionistów, ale w dzień meczu, 23 listopada, Spójnia była na czwartej pozycji. Doświadczony zespół gości rozmontowali jednak rozgrywający Łukasz Wilczek, skrzydłowy Michał Aleksandrowicz oraz środkowy Cezary Trybański, którzy zdobyli aż 59 z 79 punktów drużyny. Z czego 23 z 25 zespołu w czwartej kwarcie, którą Legia wygrała 25:15.

Najgorszy mecz:

Znicz: 57:83 na wyjeździe z Astorią. 26 października pruszkowianie pojechali do Bydgoszczy na mecz z zespołem, który miał bilans 1-3, a tydzień wcześniej Miastu Szkła Krosno rzucił ledwie 38 punktów. Ale tym razem Znicz zagrał fatalnie - koszykarze Spychały popełnili aż 26 strat (najwięcej w sezonie), trafili tylko 37 proc. z gry. Tego spotkania - obok porażki 56:65 w Gliwicach - żałują w Pruszkowie najbardziej. - Gdyby nie one, bylibyśmy o punkt od lidera - mówi Linowski.

Legia: Ten ostatni, 72:87 w Radomiu. Po trzech kwartach było 52:52, a legioniści korzystali ze świetnej skuteczności rezerwowego Andrzeja Paszkiewicza (16 punktów, 5/5 za trzy). Ale ostatnią część przegrali aż 20:35, grając fatalnie w defensywie - gospodarze trafili im dziewięć z 13 rzutów z gry oraz 14 z 16 wolnych, bo legioniści, nie wiedzieć czemu, raz za razem faulowali ich w końcówce. Usprawiedliwieniem dla Legii jest jednak choroba Cezarego Trybańskiego.

Najlepszy zawodnik:

Znicz: Adam Linowski. Kapitan, jedyny gracz pierwszej piątki, który pozostał z poprzedniego sezonu. Waleczny podkoszowy, który gra najwięcej (średnio ponad 31 minut w meczu), zdobywa po 12,3 punktu oraz 8,5 zbiórki. Linowski jest bardzo efektywny, trafił 65 proc. rzutów z gry, pod względem eval, czyli sumy statystyk, jest najlepszym koszykarzem ligi. Ale przede wszystkim jest uosobieniem stylu gry Znicza - walecznego, zadziornego, z pomysłami, który niweluje braki centymetrów.

Legia: Cezary Trybański. Ale po bardzo długim namyśle i z lepiej pasującym określeniem "najważniejszy". Najwięcej punktów dla Legii zdobywają Arkadiusz Kobus i Mateusz Bierwagen, a grą bardzo dobrze kieruje Łukasz Wilczek. Trybański zdobywa "tylko" po 10,7 punktu, 8,4 zbiórki oraz 2,3 bloku na mecz, ale jego wkład w grę w obronie i w ataku jest większy, niż pokazują statystyki. Poza tym Kobusa, Bierwagena, a nawet Wilczka łatwiej zastąpić niż Trybańskiego. Gdyby nie choroby, które zabrały mu cztery mecze (Legia przegrała trzy z nich), bilans drużyny byłby lepszy.

Bohater drugiego planu:

Znicz: Damian Janiak. Doświadczony rzucający lub skrzydłowy, z którym Znicz ma bilans 7-0, a bez niego - 1-5. Janiak, który w drugim meczu sezonu doznał poważnej kontuzji dłoni, zdobywa średnio tylko 5,9 punktu na mecz, ale gra mądrze, spokojnie i bardzo przydaje się drużynie w starciach z silniejszymi drużynami. Janiak dobrze ustawia się w defensywie, potrafi powalczyć o zbiórki, grozi rzutem z dystansu. Z nim Znicz jest po prostu lepszy.

Legia: Łukasz Wilczek. Trudno mówić o drugim planie w przypadku najlepszego podającego ligi (średnio 7,3 asysty w meczu), ale Wilczek dołączył do drużyny po pierwszych meczach, nie przygotowywał się z zespołem, nie na nim miało się opierać rozgrywanie w Legii. Jednak po słabym początku Michała Kwiatkowskiego i Rafała Holnickiego-Szulca wzmocnienie było potrzebne i Wilczek świetnie się z roli strażaka wywiązał. "Uruchomił" w ataku Trybańskiego i gdyby nie miał tylu strat (po 3,5 w meczu), byłoby niemal idealnie.

Rozczarowanie:

Znicz: Skuteczność Pawła Hybiaka. Rozgrywający, który przyszedł do Pruszkowa z Poznania, nigdy nie był strzelcem wybitnym, a w słabej Politechnice, gdzie nie miał obok siebie tak skutecznych podkoszowych jak w Zniczu, mógł rzucać częściej. Ale nie o punkty tu chodzi, Hybiak po prostu często chybia - z gry trafia tylko 35 proc. rzutów, z wolnych ledwie 53 proc. Jeśli te wskaźniki poprawi, to ułatwi grę kolegom z boiska.

Legia: Rzuty wolne. W 13 meczach legioniści spudłowali aż 98 prób z linii, trafili tylko niespełna 61 proc. (151/249) - to drugi najgorszy wynik w lidze, słabiej rzucają tylko koszykarze Politechniki. Pudłują nie tylko Mateusz Bierwagen (33/61, 54 proc.), Trybański (16/29, 55 proc.) czy Wilczek (15/23, 65 proc.), ale nawet strzelec Paszkiewicz (5/11, 45 proc. i pamiętne 0/3 w ostatnich sekundach w Gliwicach). Najłatwiejszy element gry legionistom sprawia trudność.

Największy atut:

Znicz: Michał Spychała. - Trener - krótko odpowiedział na takie pytanie Linowski. - Jeden z przeciwników dziwił się: "My mamy dobry skład, nazwiska, a wy, mimo że pod tym względem wydajecie się słabsi, wygrywacie mecze". Ale to jest właśnie praca trenera Spychały, który kompletuje skład, zbierając takich graczy, którzy zrealizują na boisku jego pomysły na grę. Trener potrafi wyciągnąć z każdego zawodnika to, co on ma w sobie najlepszego - tłumaczy kapitan Znicza.

Legia: Szeroki skład. A także umiejętność przyciągnięcia do klubu dobrych, doświadczonych graczy - Łukasz Wilczek i Marcel Wilczek, którzy doszli do drużyny w trakcie sezonu, w drugiej rundzie powinni być bardziej przydatni niż teraz. Przy założeniu, że wszyscy są zdrowi, piątka Wilczek, Aleksandrowicz, Bierwagen, Wilczek, Trybański oraz rezerwowi Kwiatkowski, Paszkiewicz, Kobus, Malewski, Bojko, a także Świderski, Cechniak, Zapert i Ornoch wyglądają mocno.

Najsłabsza strona:

Znicz: Wąski skład. Widać to było podczas kontuzji Janiaka, którego na boisku zastępował najczęściej Roman Janik - gracz waleczny, ale jeszcze niedoświadczony. Znicz może polegać najwyżej na ośmiu graczach, bo dalszym rezerwowym (Janik, Jaśkiewicz, Bonarek, Tarczyk) dobre mecze przydarzają się rzadko lub wcale.

Legia: Nieumiejętność dobicia rywala. Legioniści potrafili w tej rundzie przegrać w Pruszkowie, gdzie na początku czwartej kwarty prowadzili 53:48, przegrać u siebie z Tychami, mając prowadzenie 73:70 na 46 sekund przed końcem, ulec Sokołowi mimo wyniku 42:25 przed przerwą, doprowadzić do nerwowej końcówki w Gliwicach (trzy i pół minuty przed syreną było 58:47 dla nich), roztrwonić 17 punktów przewagi z Astorią. Do poprawy!

Więcej o: