Tragiczny początek sezonu koszykarzy Legii. Ale gorzej być nie może [10 OBSERWACJI]

W pierwszej kolejce pierwszej ligi koszykarzy Legia przegrała na wyjeździe z silnym zespołem Miasta Szkła Krosno 52:62. Legioniści fatalnie rozpoczęli spotkanie, ale walczyli do końca. Jak zagrali? Poniżej 10 obserwacji Łukasza Ceglińskiego ze Sport.pl.


1. Legia zaczęła mecz od wyniku 5:0 (punkty Cezarego Trybańskiego spod kosza i trójka Mateusza Bierwagena), ale później grała tragicznie. Tragicznie, naprawdę. Niewymuszone straty, błędy kroków, podania w aut, podania w kolana, rzuty, które nawet nie trafiały w obręcz, niecelne wolne, przegrywane pojedynki jeden na jednego w obronie, brak komunikacji i rotacji w defensywie, często także brak zastawienia...

Zawodników Legii w pierwszej połowie można podzielić na tych, którzy grali źle lub bardzo źle (Michał Aleksandrowicz, Grzegorz Malewski), ale trener Piotr Bakun długo czekał ze zmianami. Pierwszej dokonał dopiero w 8. minucie, przy wyniku 7:19. Zamiana Rafała Holnickiego-Szulca na Michała Kwiatkowskiego nie dała jednak żadnego impulsu. Gorzej - Kwiatkowski w swojej pierwszej akcji nie trafił w obręcz przy próbie rzutu za trzy.

2. Trybański ma być w pierwszej lidze postrachem w strefie podkoszowej, ale w Krośnie nikogo nie przestraszył - zdobył sześć punktów (3/4 z gry, 0/2 z wolnych), miał osiem zbiórek i jeden blok. Tradycyjnie dostawał niewiele dobrych podań pod kosz, ale nawet jak miał piłkę w rękach, to gospodarze dobrze go podwajali i zabierali mu piłkę z rąk. Podania podczas podwojeń? Były, ale żadne z nich nie doprowadziło do groźnej akcji Legii.

Pod własnym koszem Trybański raz ładnie zablokował Andrzeja Misiewicza, ale już środkowy gospodarzy Marcin Salamonik (19 punktów w 24 minuty) sprawiał legioniście sporo kłopotów. Trafiał z dystansu, mijał, potrafił wymusić faul. Tyłem do kosza on lub Dariusz Wyka grali z Trybańskim sporadycznie, ale nie musieli tego robić. Pierwszoligowi środkowi potrafią zwykle zdobywać punkty na inne sposoby.

3. "Idźcie do domu, my nie powiemy nikomu!" - śpiewali już w połowie drugiej kwarty kibice z Krosna. Ale legioniści nie zamierzali się poddawać - po tragicznej pierwszej połowie (16:42) zmobilizowali się w przerwie i w drugiej grali zdecydowanie lepiej. Co prawda na jej początku przewaga Miasta Szkła urosła na moment nawet do 30 punktów (49:19), ale gra Legii powoli się poprawiała.

Zaczęło się od obrony. Gracze Bakuna przestali przegrywać pojedynki jeden na jednego, bronili agresywniej, dostawali pomoc od kolegów. Krośnianie, inaczej niż na początku meczu, nie mieli już łatwych pozycji do rzutów, przestali zdobywać punkty spod kosza bez asysty rywali. Owszem, po osiągnięciu wysokiej przewagi gospodarze przestali się też mobilizować, ich koncentracja spadła, ale wysiłek legionistów trzeba docenić. W drugich 20 minutach Miasto Szkła zdobyło tylko 20 punktów!

4. Legia rzuciła ich w tym samym czasie 36, ale ofensywa rozkręcała się bardzo powoli. W trzeciej, a nawet czwartej kwarcie wciąż zdarzały się legionistom irytujące straty, lecz jednak piłka wymieniana była szybciej, akcje indywidualne były dokładniejsze, a rzuty, także z dystansu, skuteczniejsze. Momenty dobrej gry mieli rezerwowi Damian Zapert, Bartłomiej Bojko czy Michał Świderski, Legia goniła. Mozolnie, powoli, z trudem, ale goniła.

Najlepszym graczem Legii w drugiej połowie był Arkadiusz Kobus, rezerwowy skrzydłowy, który zagrał o niebo lepiej niż Aleksandrowicz czy Malewski, a także dokładniej niż Bierwagen. Kobus nie był aż takim "Ekspresem z Kutna", jak w drugiej lidze, ale jego mocny wsad po wejściu na kosz od linii końcowej był ozdobą pogoni Legii. Po tym zagraniu ekipa techniczna z Krosna musiała poprawić mocowanie konstrukcji kosza. Kobus w 19 minut zdobył 11 punktów (4/9 z gry, 3/6 z wolnych).

5. Czy pogoń Legii mogła być skuteczna, dać wygraną? Raczej nie, straty do odrobienia były duże, legionistom trzykrotnie udało się je zmniejszyć do dziewięciu punktów. Drużyna Bakuna mogła pójść za ciosem, ale ciągle czegoś jej brakowało - a to skuteczności, a to dokładności, a to zastawienia rywala w walce o zbiórkę pod własnym koszem.

Nie popisał się też Bierwagen, który zdobył najwięcej, 13 punktów dla Legii, i m.in. trafił trójkę na 48:57. Ale potem, między 37. i 39. minutą, skrzydłowy Legii wykonał cztery złe akcje z rzędu. Najpierw spudłował dwa rzuty wolne, potem nie trafił za trzy, a następnie niedokładnie podawał w kontrze pod kosz do Zaperta. W kolejnej akcji, ciągle przy dziewięciu punktach straty, Bierwagen nie trafił spod kosza po niechlujnym wejściu. A na koniec sfaulował Dariusza Oczkowicza, który wykorzystał dwa wolne.

6. Bardzo słabo zagrali rozgrywający Legii. Co prawda Rafał Holnicki-Szulc pokazał kilka ładnych asyst i praktycznie jako jedyny potrafił nieźle dogrywać piłki do Trybańskiego, ale jego brak pewności, jeśli chodzi o rzuty, bardzo Legii przeszkadzał. Warszawiacy zupełnie nie zagrażali rywalom z tej pozycji, każdy zawodnik, który pilnował "RHS6", robił krok w tył, asekurował pole trzech sekund, nie walczył na zasłonach. Nie musiał.

Holnicki-Szulc, Kwiatkowski i Andrzej Paszkiewicz zdobyli dla Legii w Krośnie ledwie sześć punktów (2/12 z gry), mieli siedem asyst i osiem strat. Choć z drugiej stronie równie źle wypadł rozgrywający Miasta Szkła Michał Baran, który spudłował wszystkie 10 rzutów z gry, a obok 10 asyst miał też sześć strat. Jego koledzy grali jednak zdecydowanie lepiej i jego błędy w ataku nie były aż tak widoczne.

7. W rozmowie z Legioniści.com przeprowadzonej po meczu Bakun mówił m.in. o rozgrywających: - Na pewno dziś nie dali dużo punktów i asyst. Wszyscy nie graliśmy dobrych zawodów. Ja bym na razie poczekał do meczu z Pruszkowem i dał im szansę, nich się sprawdzą z Hybiakiem i Czosnowskim i zobaczymy, kto będzie górą. Mam wrażenie, że trochę dobrej roboty sprawiono nam tym artykułem, bo nie ma nic lepszego na mobilizację jak wjechanie na ambicję takich młodych ludzi jak Holnicki i Kwiatkowski.

O jaki artykuł chodzi? Przed pierwszą kolejką w gronie pięciu znawców #koszwwa zastanawialiśmy się nad transferami, problemami i kondycją Legii i Znicza Basket Pruszków. I mówiliśmy właśnie m.in. o tym, że rozgrywający Legii mogą mieć problem z grą na solidnym pierwszoligowym poziomie. Ale jeśli nasze oceny mają ich zmobilizować do lepszej gry, nie mamy nic przeciwko.

8. Podsumowując - Legia przegrała w Krośnie wyraźnie, ale powodów do paniki absolutnie nie ma. Dla legionistów był to pierwszy mecz w pierwszej lidze od 10 lat, na dodatek rozgrywany daleko od Warszawy, na trudnym terenie i z doświadczonym rywalem, który powinien powalczyć o awans do Tauron Basket Ligi. Końcowy wynik nie jest niespodzianką, to Miasto Szkła było faworytem tego spotkania.

Można też bezpiecznie założyć, że Legia nie zagra już w tym sezonie gorzej niż w pierwszej połowie sobotniego spotkania. Budujące jest to, że legioniści szybko, już w przerwie meczu wyciągnęli wnioski i choć nie zaczęli grać od razu świetnie, to jednak ani na chwilę się nie poddali, walczyli do końca. W kolejnych spotkaniach powinno im być łatwiej - raz, że następni rywale są teoretycznie słabsi, dwa, że legioniści nie pozwolą już sobie na takie błędy jak w Krośnie.

9. Kolejne spotkanie czeka Legię w czwartek - ze Zniczem w Pruszkowie. To będzie spotkanie prestiżowe, zawodnicy i trenerzy obu drużyn świetnie się znają i nawet, jak będą tonować nastroje, to wiadomo, że na wygranej w tym meczu będzie im bardzo zależało. Na dodatek Legia za wszelką cenę będzie chciała uniknąć bilansu 0-2, a Znicz zrobi wszystko, by zacząć sezon od dwóch zwycięstw.

W sobotę pruszkowianie pokonali u siebie innego beniaminka, Pogoń Prudnik, 67:57. Ale nie zachwycili, raczej rozczarowali. Agresywna obrona działała tylko momentami, a Marcin Kowalewski i Paweł Hybiak, nowi gracze, którzy powinni być liderami zespołu, zdobyli wspólnie ledwie 11 punktów. Dlatego faworyta czwartkowego spotkania wskazać trudno - tym bardziej że dwa sparingi między Legią a Zniczem były wyrównane. Legia wygrała 103:98 po dogrywce, Znicz zwyciężył 87:85.

10. Największą niespodzianką pierwszej kolejki była porażka SKK Siedlce z kilkoma zawodnikami znanymi z Legii i Pruszkowa, w spotkaniu z teoretycznie najsłabszą w lidze AZS Politechniką Poznańską. Siedlczanie jeszcze półtorej minuty przed końcem prowadzili 60:57, ale ostatecznie przegrali w Poznaniu 61:65.

W innych meczach Sokół Łańcut pokonał rezerwy Rosy Radom 77:52, GTK Gliwice wygrało 83:68 z Astorią Bydgoszcz, Stal Ostrów rozgromiła Zagłębie Sosnowiec 83:50, a Spójnia Stargard zwyciężyła na wyjeździe GKS Tychy 66:60.