Sport.pl

Legia po sezonie. Stajnia Augiasza

Tak trudnego zadania Maciej Skorża jeszcze nie miał. W 2007 r. obejmował ósmą po sezonie Wisłę, ale w porównaniu z leżącą dziś w ruinie Legią praca w Krakowie była bułką z masłem
- Młody, ale doświadczony i znający smak sukcesu Polak - ponoć takiego szkoleniowca wymarzył sobie teraz właściciel klubu z Łazienkowskiej Mariusz Walter. Na młodych stawiał w Legii zawsze, czyli od sześciu lat. Z doświadczeniem było dużo gorzej - Kubicki, Zieliński i Urban stawiali na Łazienkowskiej pierwsze kroki w zawodzie. Smak sukcesu znał wcześniej tylko Wdowczyk i sukces w Legii powtórzył, to znaczy zdobył jedyne mistrzostwo Polski dla Waltera.

Teraz przychodzi czas Macieja Skorży. Spełnia wszystkie kryteria. Był szefem skautingu w Legii Pawła Janasa, potem jego asystentem w reprezentacji, z Groclinem zdobył Puchar i Superpuchar Polski, a z Wisłą dwa tytuły mistrzowskie. Ma też jedną więcej ogromną zaletę - wie, jak to jest, gdy trzeba wyciągnąć zespół z głębokiego dołu. Legia ma nadzieję, że odmieni ją tak samo jak trzy lata temu Wisłę. Tylko że dół, w jakim tkwi Legia, jest nieporównywalnie głębszy.

W 2007 r. 35-letni wtedy Skorża obejmował w Krakowie zespół, który po najgorszym sezonie w dekadzie zajął ósme miejsce. Piłkarze mieli pięciu trenerów, na boisku i poza nim nie tworzyli drużyny. Ale byli to jak na polską ligę bardzo dobrzy piłkarze.

Skorża wkroczył do mocno zapuszczonego domu. Musiał posprzątać, wymienić kilka mebli - odchodzili m.in. Dolha, Błaszczykowski i Mijailović - a nowe - Diaz, Niedzielan i Kosowski - umiejętnie wkomponować w całość. Tym, którzy zostali - Baszczyński, Cleber, Głowacki, Sobolewski, Cantoro, Dudka, Brożkowie - trzeba było przywrócić blask i wiarę w siebie. Skorża poradził sobie znakomicie. Drużyna odzyskała mistrzostwo pięć kolejek przed końcem, grała efektownie, a jedyny ligowy mecz - z Legią - przegrała, kiedy tytuł miała już w kieszeni.

W Legii o takich piłkarzach może tylko pomarzyć. W Warszawie musi zacząć budować zespół od podstaw. Na zgliszczach. Bałagan jest jak w stajni Augiasza. Zespół prezesa Miklasa, trenera Urbana i dyrektora Trzeciaka nie zakwalifikował się do europejskich pucharów i rozpadł się właśnie z hukiem. Połowie podstawowych graczy kończą się kontrakty, kilku z kontraktami klub by natychmiast sprzedał, gdyby tylko znalazł się na nich chętny. Z tej ruiny Skorża ma zbudować drużynę, która zapełni piękny stadion. Podobno dostał pieniądze na transfery, zdymisjonowany na dyrektora Miklas twierdził, że pierwsze wzmocnienie będzie znane być może przed końcem rozgrywek. Ale rozgrywki się skończyły, a wzmocnień nie ma.

Czy Skorża znajdzie wśród nowych takiego gracza, jakim był w Wiśle Kamil Kosowski? O organizowanych przez niego spotkaniach przy grillu, gdzie wykuła się Wisła Skorży, krążą legendy. Kosowski zadbał o integrację poza boiskiem, ale podczas meczów pilnował, by nikt nie odpuszczał i nie snuł się leniwie, co ostatnio było normą dla legionistów.

Bez lidera nie ma sukcesu. Był nim Cezary Kucharski, kapitan mistrzów Polski z 2002 r., a potem jego następca Aleksandar Vuković, mistrz z 2006 r. Kreowanie przez dwa lata na przywódcę Macieja Iwańskiego skończyło się klapą. Czy Maciej Skorża znajdzie sposób, żeby z kaprala zrobić generała?

Najnowsze informacje w specjalnym serwisie Legii Warszawa  »


Więcej o: