Felieton Rafała Zarzyckiego. Ucieczka z pułapki Urbana

Po meczu ze Śląskiem trener Białas poprosił o pomoc kibiców i media. Jako kibic pisujący do gazety uprzejmie odpowiadam na apel trenera i przekazuję pewne sugestie.
Aby mógł wydarzyć się cud i Legia osiągnęła jakieś sukcesy w bieżącym sezonie, potrzebuje lepszych piłkarzy na kilku kluczowych pozycjach. Niestety, okno transferowe jest już zamknięte i o żadnych wzmocnieniach nie ma mowy. Skoro trener nie ma piłkarzy, to niech ich sobie zrobi.

Kluczowa pozycja to defensywny pomocnik. Mamy Jarzębowskiego i Borysiuka. Obydwaj nie dają żadnych gwarancji dobrej gry. Pierwszy dopiero wraca po długiej kontuzji, drugi zachowuje się na boisku jak rzeźnik. W aktualnej sytuacji

spróbowałbym na tej pozycji Astiza, który ma świetny odbiór i wcale niekulawe rozegranie. Do Choto można dodać Kumbeva albo Szalę i jakoś tę lukę po Astizie wypełnić. Jeśli nie Hiszpan, to czemu nie Wawrzyniak? On grał kiedyś na tej pozycji w kadrze i wcale nieźle mu to wychodziło. Jest jeszcze Rzeźniczak, który gdyby grał w środku pomocy (a robił tak w Widzewie), nie miałby tylu okazji do marnowania dośrodkowań. Dobrze odbiera i dużo biega. Osobiście widzę w Legii aż pięciu kandydatów na defensywnych pomocników. Mój ranking wygląda tak: Astiz, Wawrzyniak, Rzeźniczak, Jarza, Borysiuk.

Z kolei w ataku należy uniezależnić się od Chinyamy, Grzelaka i Mięciela. Dlaczego nie spróbować w tej formacji Rybusa? Ma drybling, strzał i się nie boi. Na skrzydle może zastąpić go Kiełbowicz albo Szałachowski. To właśnie niedoceniany Kiełbowicz może stać się języczkiem u wagi. Oczywiście jako pomocnik, a nie jako obrońca. Popatrzmy:

A przecież są jeszcze: Szałachowski, Grzelak, Mięciel, Giza, Smoliński, Szala. Czy na wyjazd z Lechem nie można spróbować podwójnego rygla w środku pola?

Jak się nie podoba Kumbev, to jest jeszcze Szala. Zresztą ktoś tak solidny w destrukcji jak Astiz umieszczony w środku pola powinien gwarantować mniejszą presję na obronę. Z kolei Kiełbowicz umie porządnie dograć, a mimo swojego wieku jest wciąż szybki i ma wydolność. Gwarantuje również kilka odbiorów w meczu więcej niż Rybus. A nie ma co ukrywać, że Legia jest w tak trudnej sytuacji punktowej, że do końca sezonu będzie na każdym przeciwniku musiała wywierać presję już w drugiej linii i błyskawicznie przekazywać piłkę do szybkich napastników albo ofensywnie ustawionego Iwańskiego (Gizy, Smolińskiego). Na finezyjne wciąganie i rozgrywanie nie ma już czasu. Na każdego trzeba się rzucać i szukać prostych rozwiązań.

Legia jest fatalnie przygotowana i znajduje się w dołku psychicznym. Piłkarze są wyśmiewani, bo prezentują grę zupełnie nieadekwatną do swoich zarobków. Ale ma ta Legia wciąż kilka zalet. Podstawową jest uniwersalizm wielu graczy. Szałachowski, Wawrzyniak, Rzeźniczak, Rybus, Smoliński, Giza, Jarzębowski i Kiełbowicz mogą grać na kilku pozycjach. Trener może sobie wymyślić dowolną taktykę i uzupełnić ją graczami, którzy wciąż będą groźni dla każdego (ligowego) przeciwnika. Ma komfort rotacji, przesuwania i zaskakiwania. Dlaczego z tego nie korzystać? Lepiej tonąć z fantazją, niż kolejny raz liczyć na kanonadę Mięciela i Grzelaka, a Iwańskiego oddelegować do tracenia sił w odbiorze piłki. Warto szukać w piłkarzach walorów, których nikt jeszcze nie odkrył. Warto przypomnieć sobie, jak ustawiali ich trenerzy kadry i innych drużyn. Jest bowiem w tej drużynie wielu graczy, których można znacznie lepiej wykorzystać. Wystarczy wymyślić których, jak i gdzie.

Zresztą nawet gdyby trener Białas przegrał wszystkie mecze do końca rundy, to i tak może zapisać się złotymi zgłoskami. Wystarczy, że doprowadzi do odejścia Ryszarda Szula. To człowiek, który trzeci raz z rzędu macza palce w procederze fatalnego przygotowania drużyny w zimie. Bez żadnych konsekwencji.