Szef Akademii Legii: Nasi piłkarze zagrają w Milanie lub MU

- Nasi piłkarze daleko zajdą. Chcemy, by w przyszłości jeden, dwóch rocznie wchodziło do kadry pierwszego zespołu. Wierzę, że niektórzy z nich trafią do wielkich europejskich klubów - mówi Jacek Mazurek, dyrektor Akademii Piłkarskiej Legii Warszawa
Akademia Legii Warszawa powstała w kwietniu 2000 r. Trenuje w niej 220 nastoletnich piłkarzy. Polskie kluby dopiero od niedawna zaczęły zwracać pilniejszą uwagę na szkolenie dzieci i młodzieży. W najlepszych klubach (Barcelona, Real Madryt, Manchester United) od lat stawia się na dziecięce i młodzieżowe akademie.

Władze Legii chcą, by w przyszłości każdego roku przynajmniej jeden wychowanek klubowej Akademii awansował do pierwszej drużyny.

Michał Szadkowski: Czy Michał Żyro, który jesienią zadebiutował w Legii, jest pierwszym piłkarzem w pełni wytrenowanym przez Akademię Piłkarską Legii?

Jacek Mazurek*: Michał przyszedł do nas z KS Piaseczno, gdy miał 13 lat. A właśnie od tego wieku prowadzimy w Legii usystematyzowane szkolenie. Wcześniej piłka ma być zabawą, my poświęcamy ten czas na selekcję, a zawodnicy przechodzą I etap szkolenia. Dłużej, bo od 8. roku życia jest z nami Kuba Szumski. Trener Jan Urban zabrał go na zgrupowanie pierwszego zespołu do Mijas.

Czy piłkarze, którzy kończą akademię, są lepsi od tych urodzonych w latach 80., którzy uczyli się piłki w latach 90., gdy szkolenie praktycznie nie istniało?

- Młodzi piłkarze trafiający do klubów, w których odbywa się selekcja na bardzo wysokim poziomie, w których nieustannie trwa rywalizacja, będą w przyszłości lepsi. Staną się zawodnikami europejskiego formatu. W Legii piłkarze z akademii radzą sobie na treningach pierwszego zespołu. Dlatego twierdzę, że piłkarz wychowany u nas od 2000 r. będzie lepszy od tego, który uczył się grać w latach 90. Żyro przeciera szlak. Poczekajmy na chłopców z roczników '93, '94 i młodszych. W każdej drużynie mamy 16-22 utalentowanych juniorów. Ale wciąż organizujemy nabory, w jednym roczniku sprawdzamy ponad tysiąc chłopców. Nie ma u nas ludzi, którzy mają stałe miejsce w pierwszej jedenastce. Muszą o to rywalizować. Dlatego w przyszłości sprostają wymogom wielkich klubów.

Jak mały chłopiec może trafić do Akademii Legii?

- Jest kilka sposobów, w zależności od wieku. Każdy może przyjść na nabór, nawet jeśli mieszka poza Warszawą. Zdajemy sobie sprawę, że wszyscy do nas nie dotrą. Dlatego zatrudniamy skautów i trenerów, którzy jeżdżą po całej Polsce. Siatka jest cały czas rozbudowana, ale generalnie im bliżej stadionu Legii, tym jest ich więcej. Szkoda tylko, że w Legii wolą trenować piłkarze spoza Warszawy. Traktujemy to jako porażkę, ale ciężko nam złamać stereotypy. Gdy Legia była klubem wojskowym, szkolenie prawie nie istniało. Przychodzili piłkarze gotowi, powoływani do wojska. Nie możemy się poszczycić wieloma wychowankami, którzy przeszli drogę od juniora do seniora. Agrykola z pewnością ma takich piłkarzy więcej. Rodzice, trenerzy i działacze innych klubów pamiętają te czasy. Nie wiedzą, że wiele się u nas zmieniło. Ale z biegiem czasu przybywa nam argumentów. W zespole Młodej Ekstraklasy gra 18 piłkarzy akademii, w pierwszej drużynie są Żyro i Szumski, a pamiętajmy, że jeszcze żaden piłkarz akademii nie skończył wieku juniora. Do reprezentacji młodzieżowych jest powoływanych blisko 50 zawodników, osiągamy sukcesy drużynowe. Choć na tym etapie mają one dużo mniejsze znaczenie.

Czy zdarza się, że rywalizujecie z Wisłą i Lechem o 14-letniego piłkarza?

- Oczywiście. Dlatego staramy się, by zdanie o naszym klubie było jak najlepsze. Zależy nam, by chłopcy i ich rodzice chcieli przyjść do Legii. Czasami przegrywamy, ale z drugiej strony najbardziej nam zależy na chłopcach, którzy bardzo chcą nie tylko grać w tym klubie, ale wiążą z nim przyszłość. Wiemy, że w dłuższej perspektywie będzie to procentowało.

Dlaczego to takie ważne?

- Chłopiec wychowany niedaleko stadionu marzy o grze w piłkę. A ci urodzeni niedaleko Łazienkowskiej marzą o występach w Legii. Jeśli wyrasta w naszym klubie, zrobiłby dla niego wszystko. W futbolu takie rzeczy, jak: przywiązanie, identyfikacja z klubem, tradycja, są bardzo ważne. To myślenie było fundamentem powstania akademii. Gdy zaczynaliśmy w 2000 r., pierwsza i druga drużyna przebierały się w barakach, a młodzi chłopcy na zewnątrz. Nie mieliśmy biura i całej reszty. Dziś dysponujemy najnowocześniejszymi programami i sprzętem do prowadzenia i kontroli treningu, mamy sztuczne boisko, ale zdajemy sobie sprawę, że do ideału wciąż wiele nam brakuje. Ale w perspektywie kilku lat dorobimy się centrum treningowego. Na razie podpisaliśmy umowy z klubami satelickimi - Roną 03 Ełk, Bałtykiem Koszalin, Pogonią Siedlce. W sumie mamy ich 12. A to dopiero początek.

Czy w tych klubach szkolenie odbywa się na takich samych zasadach jak w Legii?

- Jeszcze nie, ale będziemy do tego dążyć. Te kluby nie mają takich środków i sprzętu, ale powoli wdrażają nasze programy szkoleniowe.

Kilka miesięcy temu sprowadziliście do szkółki Słowaka Marko Lukacza. Czy to oznacza, że szukacie także za granicą?

- W najbliższych latach nasz klub będzie się rozwijał. Im lepiej będzie się spisywała pierwsza drużyna, tym bardziej musimy być przygotowani, by podnosić poziom akademii. A to spowoduje, że po wyselekcjonowaniu najlepszych piłkarzy z Mazowsza musimy objąć całą Polskę, a następnie nawet zagranicę. Na razie trenujący w roczniku 1993 r. Lukacz jest jedynym graczem spoza Polski. Wierzymy w niego, z treningów w Legii zadowolony jest i on, i jego rodzice.

Ilu piłkarzy trenuje w akademii Legii?

- 220, z czego 45 pochodzi spoza Warszawy. Piłkarze w wieku gimnazjalnym i licealnym chodzą do szkół, z którymi mamy podpisane umowy. Tych spoza Warszawy umieszczamy w internacie. Czasami chłopcy mieszkają u rodziny, albo rodzice się przeprowadzają. Zdarza się też, że rodzic bierze pod opiekę jeszcze jednego chłopca.

Zwracacie uwagę na oceny waszych wychowanków?

- Na każdym poziomie. Trenerzy zbierają oceny już od uczniów szkół podstawowych. Ale tam nie mamy wielkiego problemu. W tym wieku dzieci kontrolują jeszcze rodzice. W gimnazjum zaczynają się kłopoty. Jesteśmy w bliskim kontakcie z naszymi szkołami, jeśli piłkarz źle się uczy, musi poprawić oceny albo zostaje zawieszony w treningach. Przez 10 lat tylko jeden piłkarz nie zdał do następnej klasy.

Co się z nim stało?

- Sprawa jest nowa, bo sprzed kilku miesięcy. Według zasad powinien zostać wyrzucony z akademii. Ale daliśmy mu szansę. Ma rok. Jeśli nie zauważymy wyraźnej poprawy, nie będzie grał z elką na piersi. Ostatnio dostał powołanie do reprezentacji Polski. Nie pojedzie, musi zrozumieć, że nauka też jest ważna. Staramy się uczyć naszych piłkarzy kompleksowo. Pokazujemy im, jak się gra w piłkę, pilnujemy, by się dobrze uczyli, zależy nam, by wyrośli na porządnych ludzi. Raz w tygodniu organizujemy im zajęcia z psychologami sportu. Otwierając stronę internetową akademii, każdy młodzieniec widzi swój cel: "Bądź lepszym każdego dnia".

Ilu piłkarzy wyrzucił pan z akademii przez 10 lat?

- Przez złe oceny? Żadnego. Dlatego walczymy o piłkarza, o którym mówiłem. On ma talent, ale musi zrozumieć, że nauka też jest ważna. Z przyczyn wychowawczych 10 piłkarzy zakończyło karierę w Legii.

Załóżmy, że waszego wychowanka złapano w szkole na paleniu papierosów...

- Staramy się zawsze dawać szansę. Karzemy, tłumaczymy i patrzymy, jak chłopiec reaguje. Chyba że mówimy o ciężkim wybryku. Kilka miesięcy temu pożegnaliśmy się z trzema piłkarzami w wieku gimnazjalnym, którzy pili alkohol. Pierwszy raz spotkaliśmy się z tym problemem, zareagowaliśmy ostro. Nie są legionistami, ale mamy kontakt z klubami, w których teraz trenują. Jeśli będziemy przekonani, że czegoś ich to nauczyło, mogą do nas wrócić.

Co pan czuł, gdy zobaczył zdjęcia Macieja Rybusa palącego papierosy?

- Jeśli ktoś chce coś osiągnąć, musi dokonać wyborów i wyrzeczeń. W wypadku Maćka te zdjęcia wyszły na dobre. Porozmawiano z nim, a on zrozumiał wiele rzeczy. W takim wieku mamy jeszcze szanse do nich trafić.

Szef akademii Evertonu opowiadał mi, że gdy pierwszy raz zobaczył Wayne'a Rooneya, był przekonany, że wyrośnie z niego wielki piłkarz. Zna pan to uczucie?

- Odpowiem na to pytanie za trzy, cztery lata, gdy będę mógł podeprzeć się faktami. Wierzę, że nasi piłkarze daleko zajdą. Ale nie powiem panu, jak się nazywają. W akademii trenuje wielu chłopców, którzy mają duże predyspozycje. Naszym celem jest, aby w przyszłości jeden-dwóch piłkarzy rocznie wchodził do kadry pierwszego zespołu.

Ilu ma pan w akademii piłkarzy, którzy zagrają w wielkich klubach, takich jak Milan, Barcelona, Manchester United?

- Będą tacy, jestem o tym głęboko przekonany. Ostatnio pojechaliśmy na turniej we Francji. Jako drużyna jeszcze nie sprostaliśmy wymogom rywalizacji z Olympique Marsylia, Lyonem czy Sevillą, ale pracujemy nad tym. Indywidualnie nasi piłkarze już zbierali pochwały.

Niech pan pamięta, że kilka lat temu nie mieliśmy szans rywalizować z Agrykolą, Polonią Warszawa, Wisłą Kraków czy Lechem Poznań. Wmawiano mi, że w Legii nigdy nie było i nigdy nie będzie szkolenia. Prosimy kibiców tylko o cierpliwość i jeszcze trochę czasu. W pracy z młodzieżą jest to najważniejsze.

Jacek Mazurek

Dyrektor ds. sportowych Akademii Piłkarskiej Legii. Od dziewięciu lat pracuje z juniorami tego klubu. Wcześniej prowadził seniorską Deltę Warszawa, z którą awansował do IV ligi.

Legia wciąż bezzzębna