Legia przykręca śrubę. Buduje formę na ten sezon i z myślą o następnym

Ciężkie kamizelki, płotki, pachołki i mnóstwo sprintów. Z piłką, ale wcześniej też bez piłki: z gumami i linami, do których przyczepione były wózki z ciężarami. Tak wyglądał krajobraz na wtorkowym treningu Legii.
- Grała kadra, mamy przerwę. Choć przerwa to akurat chyba złe słowo, bo pracy - jak sam widziałeś - jest wiele. Za nami kolejne wyczerpujące zajęcia. Tak samo było w Sosnowcu, gdzie przez kilka ostatnich dni [od czwartku do soboty] byliśmy na minizgrupowaniu - mówił po wtorkowym treningu Michał Kopczyński, pomocnik Legii, z którego Jacek Magiera zrobił wicekapitana drużyny.

Kopczyński z wtorkowego treningu schodził jako jeden z ostatnich. Trening kończyły strzały i intensywne gierki na małym polu. Zanim jednak się skończył, to przez kilkadziesiąt minut legioniści pracowali nad siłą i dynamiką. Bramkarze skakali przez płotki ubrani w ciężkie kamizelki. Piłkarze z pola najpierw biegali obwiązani gumami i linami, do których przyczepione były wózki z ciężarami. A potem mieli sprinty - w parach, w których jeden zawodnik musiał oddać strzał, a drugi mu w tym przeszkodzić.

Pary wyglądały tak: Maciej Dąbrowski i Jakub Czerwiński; Guilherme i Kasper Hämäläinen; Daniel Chima Chukwu i Thibault Moulin; Vadis Odjidja-Ofoe i Dominik Nagy; Adam Hloušek i Michał Kucharczyk; Jakub Rzeźniczak i Łukasz Broź; Miroslav Radović i Tomasz Jodłowiec; Michał Kopczyński i Tin Matić.

- Wszyscy krzyczą brawo Adam, a o "Kuchym" nic. Brawo "Kuchy"! - krzyknął Jacek Magiera, gratulując Kucharczykowi, który choć dwukrotnie dał się ograć Hlouškowi, padał na murawę, to za każdym razem wstawał i bronił strzały Czecha - najpierw nogą (wślizgiem), potem głową.

Na zajęciach zabrakło Waleriego Kazaiszwiliego. Pojawili się za to wracający z kadry Michał Pazdan i Artur Jędrzejczyk. Oni jednak mieli lżejszy trening (po rozgrzewce grali w siatkonogę). Tak samo jak Tomáš Necid, który wraca do zajęć po kontuzji - we wtorek na przemian truchtał i robił sprinty.



- Z danych z GPS wynika, że wczoraj drużyna zrobiła najmocniejszy trening w ostatnich latach - napisał w połowie stycznia Bogusław Leśnodoroski na swoim Twitterze. Legia przebywała wtedy na zgrupowaniu w Hiszpanii. Trenowała ciężko - jak to zwykle w takim okresie bywa - bo szykowała się do drugiej części sezonu oraz meczów z Ajaksem Amsterdam w Lidze Europy.

Tymczasem mamy koniec marca, półmetek sezonu za sobą, a na Łazienkowskiej krajobraz wciąż ten sam. Mistrz Polski korzysta z każdej wolnej chwili, by ciężko potrenować. Sztab szkoleniowy przykręca śrubę piłkarzom, ale robi to świadomie. To znaczy świadomie buduje formę też z myślą o kolejnym sezonie, bo latem nie będzie miał na to zbyt wiele czasu.

Kolejny trening w środę o 10.30. Mecz z Pogonią w sobotę o 20.30.