Koniec wojny o Legię? Dariusz Mioduski blisko przejęcia klubu

23 marca okaże się, kto dalej będzie właścicielem Legii Warszawa. Termin ten potwierdzają obie strony. Wciąż nie jest na 100 proc. pewne, która z nich dalej rządzić będzie klubem, ale coraz więcej wskazuje, że władze zachowa Dariusz Mioduski.
- Rzeczywiście nastąpił przełom, bo Mioduskiemu udało się rozbić jedność Leśnodorskiego i Wandzla. Boguś [Leśnodorski] przeszedł, najprościej mówiąc, na jego stronę. Sprzeda udziały w klubie ale - według moich informacji - zachowa w nim jakąś rolę, raczej nie prezesa. Z kolei gdyby Maciek Wandzel zachował udziały, a pewnie ich nie zachowa, to i tak de facto znajdzie się poza klubem w bieżącym zarządzaniu, jego głos już niczego nie przegłosuje - mówi nam jeden z informatorów.

Informacje o przejęciu mistrza Polski przez Mioduskiego podano we wtorek wieczorem na portalu firsteleven.com. Obie strony nam jej potwierdzić nie chcą. Jednak od kilku, a może nawet kilkunastu dni, coraz więcej i głośniej mówiło się o tym, że to właśnie Mioduski przejmie 40 proc. akcji od Leśnodorskiego i Wandzla, a nie Wandzel i Leśnodorski 60 proc. od Mioduskiego.

Mioduski spłaci swoich wspólników. Z pewnością potrzebować będzie do tego inwestora, ale bliska osoba z jego otoczenia zaprzecza, że będą nim Azjaci, którzy w niedzielę - razem z Mioduskim w loży centralnej - oglądali mecz Legii z Wisłą (1:0).

Gdy kilka dni temu pytaliśmy, kiedy podjęte zostaną jakieś decyzje, obie strony konfliktu zgodnie mówiły, że najpóźniej nastąpi to do końca marca. Ale dodawały, że najprawdopodobniej stanie się to szybciej. No i stało się. We wtorek potwierdziły nam, że 23 marca podadzą do publicznej wiadomości, jak dalej będzie wyglądać struktura klubu.

Pewne jest to, że Mioduski nie widzi w Legii dalej miejsca dla Wandzla. Ale to nie znaczy, że nie widzi też dla Leśnodorskiego (w nowym rozdaniu może zostać członkiem rady nadzorczej). Z Wandzlem nie rozmawia, ale z Leśnodorskim już tak. Obaj panowie w ostatnich dniach spotkali się kilka razy. Rozmawiali też wcześniej - m.in. w Amsterdamie, dzień przed meczem Legii z Ajaksem.