Lider Legii, który dogoni wszystkich. Artur Jędrzejczyk: Z Milikiem policzymy się na kadrze [ROZMOWA]

- Arkadiusz Milik mówi, że bardziej wierzy w Ajax? No to zaraz napiszę do niego SMS-a. Jeśli nie zmieni zdania, to policzymy się na kadrze - mówi Artur Jędrzejczyk, obrońca Legii Warszawa, która w czwartek zagra w 1/16 finału Ligi Europy z Ajaksem Amsterdam. Początek spotkania o 21.05. Relacja na żywo w Sport.pl i aplikacji Sport.pl LIVE.
Bartłomiej Kubiak: Oglądałeś dwa lata temu mecze Legii z Ajaksem?

Artur Jędrzejczyk: No pewnie.

Gdzie?

- W domu, w Krasnodarze. Praktycznie zaraz po transferze do Rosji ogarnąłem sobie tam polską telewizję. Oglądałem mecze z Ajaksem, inne też oglądałem. Byłem z Legią na bieżąco. Ale wiesz, tak sobie teraz przypominam, że akurat z Ajaksem to widziałem chyba tylko jeden. W trakcie drugiego spotkania, sami mieliśmy mecz, więc niestety go nie obejrzałem

A gdzie obejrzysz te najbliższe?

- Na stadionie, a gdzie niby miałbym oglądać?

Do Amsterdamu też polecisz?

- A dlaczego nie? Na pewno chciałbym być z drużyną. Ale z drugiej strony, korzystając z chwili, wypadałoby też polecieć do Rosji - odebrać wszystkie rzeczy, spakować się.

Nie pożegnałeś się jeszcze z kolegami z Krasnodaru?

- Nawet nie było kiedy. W Polsce byłem na długo przed podpisaniem kontraktu [4 stycznia Jędrzejczyk podpisał z Legią czteroletnią umowę]. Co prawda później poleciałem do Rosji, ale nikogo w klubie nie zastałem - piłkarze nadal mieli wolne. Dlatego muszę coś wykombinować, znaleźć jakiś dzień, termin, by tam polecieć i zabrać rzeczy. No i wypada się pożegnać.

Kto zagra na prawej obronie w meczach z Ajaksem?

- Nie wiem.

A kto powinien?

- Powinien zagrać "Jędza". No, ale wiadomo, że nie pozwalają na to przepisy, nie mogę [Jędrzejczyk zagrał już w tym sezonie w Lidze Europy w barwach FK Krasnodar]. A skoro ja nie mogę, to już nie wiem. Ale jest dużo rozwiązań. Najprawdopodobniej zagra "Broziu" [Łukasz Broź], ale lepiej zapytać o to trenera. Nie ja o tym decyduję.

Kiedy dowiedziałeś się o zainteresowaniu Legii?

- W grudniu dostałem informację od Mariusza Piekarskiego [menedżer Jędrzejczyka]. Zadzwonił do mnie i zapytał, czy byłbym zdecydowany, gdyby istniała możliwość powrotu. Ani przez chwilę się nie zastanawiałem. Od razu powiedziałem, że jeśli Legia mnie chce, to ja jestem gotowy. To jest mój klub, moje miejsce, czuję się tu jak w domu.

Prezes Bogusław Leśnodorski mówił, że dogadał się z tobą w pięć minut.

- Ze mną zawsze można się szybko dogadać. A z prezesem Leśnodorskim cały czas miałem dobre relacje. Nawet jak odszedłem w czerwcu, to utrzymywaliśmy kontakt. Były telefony, SMS-y.

Odbierałeś telefony od prezesa?

- No jasne, że tak. Zawsze odbieram.

No chyba jednak nie zawsze.

- No dobra, nie zawsze. Ale to dlatego, że nie zawsze noszę ze sobą telefon. A nawet jak noszę, to nie zawsze odbieram, a później zapominam oddzwaniać. Coś mi się dzieje z wyświetlaczem, chyba muszę zmienić telefon... Zresztą ja w ogóle mógłbym nie mieć telefonu. Tym bardziej, że teraz to już nie są telefony, tylko jakieś smartfony. Facebooki, Twittery, Instagramy. Ludzie gapią się w ekran, wstawiają jakieś zdjęcia, non stop coś piszą. Zwariować można. Kompletnie nie rozumiem tej mody. Nie mam na to czasu.

Latem miałeś ofertę z Girondins Bordeaux. Odrzuciłeś propozycję Francuzów twierdząc, że jeśli miałbyś zmieniać klub, to na lepszy.

- Tak było, to prawda.

Legia jest lepsza od Bordeaux?

- Z roku na rok się rozwija. Teraz grała w Lidze Mistrzów. Jakoś nie przypominam sobie, by Bordeaux w tym sezonie grało w tych rozgrywkach. Więc o czym my w ogóle rozmawiamy. Poza tym nie chciałem iść do Francji. Nie przekonuje mnie ten kraj i liga. Polska jest dużo ładniejsza. I mówię to zupełnie serio.

A Rosja?

- W Rosji czułem się naprawdę świetnie. Rosjanie to naród bardzo podobny do Polaków. Mówi się niby, że wiele nas różni, ale to nieprawda. Zwykli ludzie - na ulicach - są bardzo uprzejmi. Panuje totalny luz. Nawet większy niż w Polsce, bo w Rosji nikt na ciebie nie zwraca uwagi. Nie patrzy na to, jak się ubierasz. Możesz wyjść do sklepu w klapkach, skarpetkach i zimowej kurtce. Nikogo to nie interesuje.

Legia przez te pół roku - pod twoją nieobecność - bardzo się zmieniła?

- Bardzo nie, ale trochę tak. Jest inna. Ale to normalne. W każdym klubie ktoś odchodzi, ktoś przychodzi. Tylko "Kuchy" [Michał Kucharczyk] tu siedzi cały czas, moja mordeczka.

Jeszcze kilka tygodni temu wydawało się, że pójdzie twoimi śladami - odejdzie do Rosji.

- Pamiętajmy, że okno transferowe w Polsce jest jeszcze otwarte, może coś się wydarzy. Siłą go nie zatrzymam... Zresztą patrzę już trochę inaczej, niż kilka lat temu. Przed transferem do Krasnodaru długo się zastanawiałem czy wyjechać. Wyjechałem i nie żałuję. Nauczyłem się języka, poznałem nowe zwyczaje, kulturę, a do tego rozwinąłem się piłkarsko i trochę zarobiłem. Z perspektywy czasu, była to dobra decyzja

Powiedziałeś kiedyś, że dzięki grze w Rosji nie musisz już pracować do końca życia.

- Ja tak powiedziałem? Nie, to nieprawda! Jeśli ktoś tak napisał, to przekręcił moje słowa.

Teraz jesteś najlepiej opłacanym piłkarzem w ekstraklasie.

- Słyszę, że tak jest, ale ja nie wiem, skąd ci ludzie to wszystko wiedzą. Poza tym każdy dogaduje się z klubem indywidualnie i na jakich warunkach się dogada, takie ma. Ja nikomu w portfel nie zaglądam.

Żałujesz, że w Legii nie ma już Stanisława Czerczesowa?

- W zeszłym sezonie zdobyliśmy razem mistrzostwo, Puchar Polski - miło go wspominam. Ale ludzie się zmieniają - poza "Kuchym" oczywiście - wszędzie tak jest. Teraz jest z nami trener Jacek Magiera i też jest fajnie. Znamy się wiele lat. Najważniejsze to podtrzymać wyniki z końcówki jesieni. Jeśli się uda, to będzie dobrze.

To prawda, że w trakcie zimowych przygotowań trenowaliście ciężej, niż rok temu za Czerczesowa?

- Wiadomo, że każdy trener ma inny styl. U Czerczesowa sporo biegaliśmy, ale teraz też było ciężko. Pod względem intensywności oba okresy przygotowawcze były porównywalne. U trenera Magiery też trzeba było zapierniczać. Może nie codziennie, bo bywały luźniejsze dni, ale zdarzały się też takie, w których treningi były odczuwalne, wręcz wycieńczające.

Oczekiwania Czerczesowa i Magiery wobec twojej gry się różnią?

- Nie, są takie same. I to nie tylko wobec mnie, ale też innych. Cała drużyna ma grać tak, by wygrywać i nie tracić bramek.

Jako prawy obrońca masz grać wysoko, podchodzić pod pole karne rywali?

- Ja mam przede wszystkim bronić! No pomyśl: jak wysoko się ustawię i ktoś mi ucieknie, to co?

To go dogonisz.

- Dokładnie. Jestem taki szybki, że dogonię wszystkich!

Zawsze jednym żartem potrafisz rozładować atmosferę.

- Za to mi płacą!

Od zawsze miałeś taki dar?

- Nie. To znaczy staram się być sobą, ale wiadomo, że kilkanaście lat temu - jak przychodziłem do Legii z czwartej ligi - na tak wiele pozwolić sobie nie mogłem. Hierarchia była inna. Szatnią rządzili Aleksandar Vuković, Piotrek Włodarczyk, Wojciech Szala czy Jan Mucha - chłopaki, a w zasadzie wtedy dla mnie to panowie piłkarze, którzy mieli nawet po kilkaset występów w ekstraklasie. To oni byli od żartów. Ja byłem od noszenia piłek i mówienia im "dzień dobry". Nie mogłem sobie pozwolić na tyle, co teraz. Pewnie gdybym sobie pozwolił, to prędko zostałbym przez nich "wyjaśniony", przywrócony do pionu.

Prezes Leśnodorski mówi o tobie, że jesteś urodzonym liderem.

- No i dobrze mówi. Nie muszę przecież być kapitanem, żeby być liderem. Jestem liderem. Ale czy rządzę szatnią Legii? Sam nie, są też inni. Kiedy jest czas na żarty, to żartujemy wszyscy. Kiedy czas na pracę - pracujemy. Wiadomo, że nikt dzień przed meczem z Ajaksem nie będzie sobie robił jaj. Ale atmosfera w szatni jest naprawdę dobra. Taka sama jak rok temu, kiedy przychodziłem do Legii na wypożyczenie z Krasnodaru. Teraz pojawiło się co prawda kilka nowych twarzy, muszą się zaaklimatyzować, ale mają do tego naprawdę fajne warunki. Trzymamy się razem, to ważne.

Nemanja Nikolić, Aleksandar Prijović, Bartosz Bereszyński - to piłkarze, którzy zimą odeszli z Legii. W ich miejsce przyszedłeś ty, Daniel Chima Chukwu, Dominik Nagy i Tomas Necid. Legia teraz jest mocniejsza?

- Nowi zawodnicy zawsze potrzebują trochę czasu, by udowodnić swoją wartość. Szczególnie jak zmieniają kraj, nie znają języka, trafiają do zupełnie innego środowiska. Dlatego poczekajmy z takimi porównaniami, oceniajmy ich za jakiś czas. Dopiero zagraliśmy jedno spotkanie.

Robi ci różnicę to, czy w Legii będziesz grał na lewej, prawej albo w środku obrony?

- Nie, zupełnie. Jestem takim zawodnikiem, który zawsze łatwo się adaptował. Niezależnie, gdzie grałem, na jakiej pozycji byłem wystawiany, szybko łapałem o co w tym chodzi. Teraz też jestem gotowy, by zagrać na każdej z tych pozycji. Wszystko zależy od trenera, jego taktyki.

W weekend zagrałeś 90 minut na prawej obronie - wygraliście z Arką w Gdyni 1:0, źle nie wypadłeś, ale nie był to dla was łatwy mecz.

- To prawda, Arka się postawiła. Do tego był mróz i niezbyt dobre boisko, na którym nawet mając w korkach długie wkręty, kilka razy się poślizgnąłem. Najważniejsze jednak, że wygraliśmy. Tym bardziej, że to był pierwszy ligowy mecz w tym roku. Zdobyliśmy komplet punktów i to cieszy.

Miroslav Radović mówi, że waszym głównym rywalem w walce o tytuł będzie Lechia Gdańsk.

- Skoro Miro tak mówi, to pewnie tak jest. Ja jedyne, na co chcę patrzeć, to na siebie. To znaczy na Legię. Jeśli omijać nas będą kontuzję i będziemy grać to, co sobie założyliśmy, to będzie dobrze.

W Legii trwa konflikt właścicieli. Może to mieć wpływ na waszą postawę?

- Nie chcę się na ten temat wypowiadać. Nawet mi nie wypada. Tym bardziej, że są to sprawy kompletnie niezależne ode mnie. Ja jestem od tego, by wyjść na boisko i zapierniczać. Na tym się skupiam, poważnie.

Arkadiusz Milik mówi, że bardziej wierzy w Ajax, niż w Legię.

- Serio tak powiedział? No to zaraz napiszę do niego SMS-a. Jeśli nie zmieni zdania, to policzymy się na kadrze.

Co może Legia w starciu z Ajaxem?

Dwa lata temu, na tym samym etapie rozgrywek, Ajax bez większych kłopotów poradził sobie z Legią. Dziś warszawski zespół można uznać za wyraźnie mocniejszy niż w tamtej potyczce. A jego przeciwnika? CZYTAJ WIĘCEJ >>

Jacek Magiera może odetchnąć. Ubył mu jeden kłopot

Pisaliście, że walczę z czasem. To raczej czas walczy ze mną. A tak poważnie, to nikt z nikim nie walczy. Jestem zdrowy i gotowy, by zagrać z Ajaxem - mówi Łukasz Broź, prawy obrońca Legii Warszawa. CZYTAJ WIĘCEJ >>

Jacek Magiera: Tej zimy jeszcze może do nas ktoś dołączyć

Do Legii tej zimy jeszcze może ktoś dołączyć. - Myślimy o wzmocnieniach. Okno transferowe w Polsce otwarte jest do końca miesiąca. Ale jeśli ktoś miałby do nas przyjść, to pewnie dopiero w ostatnim tygodniu lutego - zdradza Jacek Magiera. CZYTAJ WIĘCEJ >>

Cwaniak z Ajaksu. W perfidny sposób oszukał rywala

Cała Holandia jest w szoku po tym, co w ostatnim meczu nawywijał Joel Veltman. Piłkarz Ajaxu Amsterdam w perfidny sposób oszukał pomocnika Sparty Rotterdam, Ivana Calero. CZYTAJ WIĘCEJ >>

Tomas Necid: Droga do sukcesu musi być trudna

- Ajax to wielka firma, ale dla mnie każde kolejne spotkanie jest wyjątkowe. Stawiam sobie najwyższe cele, bo wiem, że droga do sukcesu po prostu musi być trudna - mówi Tomas Necid, nowy napastnik Legii Warszawa. CZYTAJ WIĘCEJ >>