Vadis i Pan Vadis, czyli jak Legia wygrywała i piękniała w meczu z Jagiellonią [OCENY]

W pierwszej połowie Legia nie porywała, ale po przerwie zaczęła grać lepiej, dużo lepiej. Przemianę widać było przede wszystkim po Vadisie Odidiji-Ofoe, który nie tylko strzelił pięknego gola, ale też brał udział przy wszystkich akcjach bramkowych Legii. Zobacz, jak oceniliśmy piłkarzy Jacka Magiery za wygrany 4:1 mecz z Jagiellonią (skala 1-6).
Arkadiusz Malarz: 4. W pierwszej połowie dwukrotnie leżał na murawie po ostrych starciach z piłkarzami Jagiellonii, ale groźnego strzału na bramkę się nie doczekał. Interweniować musiał dopiero w 70. minucie (ale za to jak!), kiedy złapał piłkę po mocnym strzale z kilku metrów Tarasa Romańczuka. Co prawda później, w doliczonym czasie gry, Ukrainiec go pokonał, ale za tę wcześniejszą interwencję i należą mu się duże brawa.

Bartosz Bereszyński: 4+. Powrót do reprezentacji i gra w kadrze mu posłużyła. W Białymstoku od początku tryskał energią. Momentami można było odnieść wrażenie, że jest wszędzie. Był aktywny z przodu, by za chwilę być skutecznym z tyłu - pod własną bramką, gdzie przez cały mecz nie pozwalał piłkarzom Jagiellonii na zbyt wiele.

Jakub Rzeźniczak: 4. Dobrze się ustawiał, pewnie interweniował i unikał błędów. Chyba najpewniej interweniujący piłkarz Legii przy stałych fragmentach gry.

Michał Pazdan: 4. Równie dobry jak Rzeźniczak, a może nawet trochę lepszy. Przecinał podania, blokował strzały. Słowem, zaliczył wiele udanych i przede wszystkim kluczowych interwencji we własnym polu karnym i jego okolicach.

Adam Hloušek: 3+. Początek miał niezły, ale potem trochę się pogubił. Przede wszystkim w obronie. Równowagę odzyskał po przerwie, kiedy lepiej grała cała Legia. Ale o ile przekładało się to na defensywę, o tyle na ofensywę już mniej. A na pewno mniej, niż u Bereszyńskiego.

Michał Kopczyński: 4. Już w pierwszych minutach spotkania ukarany żółtą kartką (za zatrzymanie kontry). To mu nie pomogło, bo potem mylił się w środku pola, prowokując ataki Jagiellonii. Lepiej, a w zasadzie dużo lepiej, grać zaczął po przerwie, kiedy nie tylko nieźle bronił, ale też pokazywał się w ataku, czego efektem była asysta przy fantastycznym golu Vadisa.

Vadis Odidija-Ofoe: 5. Przed przerwą zdarzało mu się tracić piłkę i niedokładnie podawać. Ale miał też dobre momenty - to on wykonał rzut rożny, po którym Guilherme strzelił gola. Po przerwie grał już lepiej. Dużo lepiej. Dlatego o jego słabszych momentach sprzed przerwy wypada, nawet trzeba, zapomnieć. Jeśli ktoś nie wierzy na słowo, niech zobaczy powtórkę jego bramki na 2:0. A jeśli komuś to nie wystarcza, to niech spojrzy na powtórki kolejnych dwóch akcji bramkowych Legii, w których Belg też uczestniczył.

Guilherme: 4. Strzelił pierwszego gola. Kilkanaście minut wcześniej oddał też pierwszy groźny strzał w meczu (z rzutu wolnego), i w zasadzie długo jedyny dobry, bo poza Brazylijczykiem przed przerwą nikt groźnie na bramkę Jagiellonii nie uderzał. Po przerwie nadal grał dobrze. Nie tylko w ofensywie, ale też w defensywie, gdzie zanotował kilka przechwytów.

Miroslav Radović: 3+. Zaliczył asystę przy golu Guilherme i gdyby nie ona, to za pierwszą połowę nie za bardzo byłoby go za co pochwalić. Za drugą już można - i co ciekawe: nie tyle za grę kreatywną, co za kolektywną - ale też nie jakoś przesadnie, bo pod koniec spotkania, kiedy Legia strzelała kolejne gole, nie było go już na murawie.

Waleri Kazaiszwili: 1. Jacek Magiera dał mu szansę po niezłym występie w kadrze, ale Gruzin go zawiódł. Po pierwszej połowie można się było zastanawiać, czy w ogóle jest na boisku. OK, w drugiej kilka razy się pokazał, ale to za mało. Zmieniony jako pierwszy - w 65. minucie.

Nemanja Nikolić: 2. W pierwszej połowie rzadko dostawał piłkę. Zaczął cofać się po nią do pomocy, ale tam bardziej przeszkadzał, niż pomagał. Po przerwie grał lepiej - jak cała Legia - ale wielkiego zagrożenia pod bramką Jagiellonii nie stworzył. Na tle coraz lepiej grających kolegów wypadał słabo.

Michał Kucharczyk, Kasper Hämäläinen, Aleksandar Prijović: żaden z nich nie grał dłużej niż pół godziny, dlatego trudno wystawić im oceny. Ale chwalić już można. Nawet trzeba. Zaczynając od trenera Jacka Magiery, których wpuścił ich wszystkich na boisko, a potem wspominając o każdym z nich. Od Kucharczyka, który wszedł jako pierwszy (strzelił gola i niewiele brakowało, a dorzuciłby do niego asystę), przez Prijovicia, który wszedł jako drugi (zdobył bramkę w doliczonym czasie gry), kończąc na Hämäläinenie, który wszedł jako trzeci (asystował przy golu Szwajcara).