Ronaldo załatwił mu powołanie do kadry? Bereszyński: Można się śmiać, ale trochę w tym prawdy jest [ROZMOWA]

- Mieliśmy mieć teraz w Legii dwa dni wolnego. Nie planowałem żadnego wyjazdu, ale nawet gdybym planował, to w pół sekundy zmieniłbym zdanie. Gra w reprezentacji, to marzenie chyba każdego piłkarza - powiedział Bartosz Bereszyński, który w poniedziałek - razem z Michałem Sadlokiem z Wisły Kraków - został powołany do reprezentacji Polski w miejsce kontuzjowanych Pawła Dawidowicza (VfL Bochum) i Macieja Rybusa (Olympique Lyon).
Bartłomiej Kubiak: To, co - powołanie do reprezentacji Polski załatwił ci Cristiano Ronaldo?

Bartosz Bereszyński: Można się śmiać, ale trochę w tym prawdy jest. Nasz występ przeciwko najlepszej drużynie na świecie na pewno mi nie zaszkodził, tylko pomógł [Legia w środę zremisowała z Realem 3:3]. Potwierdził, że jako zespół jesteśmy w dobrej dyspozycji. Że ja też, jako prawy obrońca, daję radę. Że do spółki z kolegami jestem w stanie zatrzymać nawet taką gwiazdę jak Ronaldo.

W kadrze brany pod uwagę możesz być jednak prędzej jako lewy obrońca.

- Tak, wiem. Występowałem jednak na tej pozycji i nie jest ona dla mnie zupełnie nowa. Nie boję się tam grać.

Jak rozmawialiśmy w niedzielę po meczu z Cracovią, to chyba jeszcze o powołaniu do kadry nie wiedziałeś.

- Nie, wtedy jeszcze nie. Ale sygnały o tym, że mogę zostać powołany, dochodziły do mnie już przed meczem.

Skąd?

- Selekcjoner i ludzie z jego sztabu kontaktowali się ze mną. Mówili, że mnie obserwują i widzą, że dobrze wyglądam. Że w razie jakichkolwiek urazów mam być gotowy.

Czyli spodziewałeś się powołania?

- Może nie spodziewałem, ale w 100 proc. zaskoczony nie byłem.

Wasze spotkanie z Cracovią z trybun oglądał selekcjoner Adam Nawałka. Rozmawiałeś z nim po meczu?

- Nie, ale rozmawialiśmy przed meczem.

To kiedy dowiedziałeś się o powołaniu?

- W poniedziałek rano, byłem w klubie. Co prawda mieliśmy mieć teraz w Legii dwa dni wolnego, ale nie planowałem żadnego wyjazdu, dlatego przyjechałem na Łazienkowską trochę poćwiczyć. Nawet jednak gdybym planował jakiś wyjazd, to w pół sekundy zmieniłbym zdanie i zawrócił. Gra w reprezentacji, to marzenie chyba każdego piłkarza, moje na pewno.

Kto ci przekazał informację o powołaniu?

- Jako pierwszy trener Magiera. Potem zadzwonił asystent selekcjonera Bogdan Zając, a następnie sam selekcjoner.

Michał Pazdan po meczu z Realem powiedział, że stracić trzy gole z Realem, to jak zagrać na zero w trzech meczach ekstraklasy. Zgadzasz się z nim?

- Zgadzam. Grając z Realem każda minuta, a nawet sekunda, jest niezwykle istotna. To jest doświadczenie, którego w ekstraklasie nie da się zebrać nawet 37 meczami w sezonie. W takich meczach trzeba być maksymalnie skoncentrowanym od początku do końca, nie można się ani na sekundę zagapić. Organizm musi przystosować się do całkiem innych warunków.

Trudno jest się zmusić do wysiłku po takim meczu jak z Realem?

- Na pewno głowa w meczu z Cracovią miała kluczowe znaczenie. Po spotkaniu z Realem każdy z nas mógł za bardzo uwierzyć w siebie. Ale trener sprowadził nas na ziemię i bardzo dobrze, że w szatni padły takie słowa, jakie padły.

Jakie to były słowa?

- Wolałbym, żeby ta rozmowa została między nami, w szatni. Na pewno do każdego z nas dotarło, że mecz z Realem to już jest historia. Że najważniejsze jest każde kolejne spotkanie, najważniejsza jest liga. Mówi się, że polskie drużyny mają problem z powrotem do gry w lidze po występach w europejskich pucharach. Mogła się wkraść taka myśl, że po tym remisie 3:3 w Lidze Mistrzów, teraz z Cracovią wygramy na stojąco. Nie dało się.

Czuliście w nogach środowy mecz z Realem?

- Na pewno. Musieliśmy się w nim sporo nabiegać, daliśmy z siebie maksa. Ale z Cracovią również każdy z nas walczył na całego. W drugiej połowie świadomie oddaliśmy inicjatywę, ale w sumie poza jedną okazją, po moim głupim błędzie, goście nie stworzyli sobie 100 proc. sytuacji. My mieliśmy ich więcej. W końcu zdobyliśmy drugą bramkę, która dobiła rywala.

Przy pierwszym golu dla Legii zaliczyłeś asystę. Gdy dobiegałeś do piłki i podniosłeś głowę, widziałeś, że Nemanja Nikolić już czeka, by tylko dostawić nogę?

- Dwóch czy trzech zawodników zrobiło ruch, pobiegli na bliższy słupek. Zobaczyłem "Niko", który był sam. Trener często nam powtarza, że nie ma nic lepszego, niż wycofanie piłki gdzieś na siódmy, ósmy metr. No i tak zrobiłem.

Gdyby Nikolić zmarnował to podanie, to chyba urwałbyś mu głowę.

- Bez przesady. Jak nie w tej, to strzeliłby w innej sytuacji. Ale oczywiście cieszę się, że wykorzystał moje podanie, które zamieniło się w asystę.

Legia to w tej chwili zespół grający na dwa, trzy kontakty. To przede wszystkim ćwiczycie na treningach?

- Na pewno chcemy grać w piłkę. Widać to choćby po grze w defensywie, gdy z trudnej sytuacji mimo wszystko staramy się wychodzić krótkimi podaniami. Gdy uda nam się wyjść w ten sposób z pressingu, to robi się luźniej w ofensywie.

Po przerwie na mecze reprezentacji zmierzycie się z liderem Jagiellonią, zespołem grającym chyba najrówniej w lidze.

- To jest poukładany zespół, ale my, jeśli będziemy grali swoje, będziemy w stanie wygrać z każdym. Dla nas mecz w Białymstoku będzie bardzo ważny, bo chcemy być jak najbliżej czołówki.



Jak on wygląda! Szef wszystkich szefów, czyli Cristiano Ronaldo przedłuża kontrakt z Realem