Legia - Real. Michał Pazdan: Szkoda, że z Realem nie możemy grać co tydzień [ROZMOWA]

- Mierzyliśmy się z najlepszymi zawodnikami na świecie. Mecz z kimś takim czasami daje więcej, niż kilka spotkań w ekstraklasie - powiedział Michał Pazdan po środowym meczu z Realem Madryt w Lidze Mistrzów, który Legia nieoczekiwanie zremisowała 3:3.
Na debiut w Lidze Mistrzów czekał długo, ale w końcu się doczekał. W środę zagrał na środku obrony przeciwko Realowi. Po raz kolejny doskonale radził sobie z Cristiano Ronaldo, ale oprócz tego Legię ratował nawet na linii bramkowej. Słowem, był wszędzie. To, że mistrz Polski nie przegrał z galaktyczną drużyną z Madrytu, to w dużym stopniu jego zasługa.

Bartłomiej Kubiak: Z przytupem zadebiutowałeś w Lidze Mistrzów.

Michał Pazdan: Nareszcie! W ostatnich miesiącach powtarzałem, że chciałbym w końcu zagrać w tej Lidze Mistrzów. Jeździłem na mecze z drużyną, oglądałem je, ale niebyło to przyjemne doświadczenie, bo nie grać nie mogłem - leczyłem kontuzje.

Jesteś już w pełni zdrowy?

- Zdrowy tak, ale nadal brakuje mi rytmu meczowego. Pokazał to mecz z Koroną Kielce [Pazdan w drugiej połowie zobaczył drugą żółtą kartkę i wyleciał z boiska]. No cóż, nie wszystko da się od razu przeskoczyć. Potrzeba czasu, by wrócić na odpowiednie tory.

Chyba już na nie wróciłeś - w środę znowu zatrzymałeś Cristiano Ronaldo.

- Zatrzymaliśmy. Wiadomo, że każdego rywala trzeba szanować, ale Ronaldo to w ostatnich latach najlepszy zawodnik na świecie. Dlatego tym bardziej wypada się cieszyć, że udało się go zneutralizować.

Z Realem straciliście trzy gole. Martwi cię to?

- Nie, dajmy spokój. Nie pamiętam drużyny, która zagrała ostatnio z Realem na zero z tyłu. Strzelenie trzech goli Królewskim jest czasami fajniejsze, niż zagranie trzech spotkań bez straty bramki. Szkoda, że nie możemy grać z Realem co tydzień.

Widzisz jakieś plusy grania przy pustym stadionie?

- Mogliśmy sobie porozmawiać na boisku. Dobra, nie - śmieję się. Tak naprawdę, to szkoda, że trybuny były puste. Gdyby nasi fani byli na tym meczu, to widowisko byłoby przednie.

Po meczu w szatni zapanowała euforia?

- Smutnych twarzy nie widziałem, ale przyszedłem chwilę później i nie wiem, co było zaraz po meczu. Nie no, było dobrze. Na pewno możemy być zadowoleni z naszego występu.

Trener Jacek Magiera powiedział, że odczuwa lekki niedosyt.

- Ja uważam, że trzeba się cieszyć. OK, przy wyniku 3:2 dla nas mogliśmy opóźniać grę, pokładać się, wymuszać faule. Tylko po co? Graliśmy z Realem Madryt. Nawet gdybyś zabrali Hiszpanom minutę, to oni i tak w kolejnej sekundzie mogliby strzelić gola. Atak pozycyjny, kontratak, zagrania na jeden kontakt, stałe fragmenty gry - Real to wszystko ma opanowane do perfekcji.

Tej perfekcji z jego strony w środę za bardzo widać nie było.

- Mamy poczucie, że zapracowaliśmy na ten remis. Cieszymy się nie tylko z wyniku, ale też z naszej gry. To czysta przyjemność grać z taką drużyną jak Real. Można się wiele nauczyć. Mierzyliśmy się z najlepszymi zawodnikami na świecie. Mecz z kimś takim czasami daje więcej, niż kilka spotkań w ekstraklasie. Wierzę, że zaprocentuje.

W ekstraklasie?

- Przede wszystkim w ekstraklasie. Mamy 10 punktów straty do Lechii. Dużo ciężkiej pracy przed nami. Pocieszające jest to, że ostatnio nasza dobra passa trwa [Legia pierwszy raz od kwietnia nie przegrała trzech meczów z rzędu]. Kontynuujemy grę przyjemną dla oka. Godną mistrza Polski, który właśnie musi tak grać: ładnie i bez kompleksów.

Czego uczy was LM?

- Szybkiego grania. Owszem, czasami wydaje się, że mamy więcej miejsca, natomiast jedna głupia strata może kosztować stratę gola. Trzeba być na to wyjątkowo wyczulonym. Wypieszczać każde zagranie, bo w LM nie ma miejsca na błąd. Przeciwnik nie czuje do ciebie respektu, tylko od pierwszej do ostatniej minuty szuka okazji, by cię zaskoczyć.

Występem z Realem zaskoczyliście samych siebie?

- Trochę na pewno, ale taki urok piłki. Jest nieprzewidywalna, nie można z góry skazywać nikogo na pożarcie. Po pierwszym spotkaniu z Borussią wszyscy się podśmiewali, że będziemy najgorszą drużyną w historii Champions League. Że nie uda nam się ani razu trafić do siatki. Ale nie zaprzątaliśmy sobie tym głowy, tylko skupiliśmy się na własnej robocie. Efekty już widać. Z Realem może nie zaprezentowaliśmy się znakomicie w każdym calu, ale graliśmy w piłkę, nie baliśmy się konstruować akcji. Z boiska kilka razy wyglądało to naprawdę bardzo dobrze.

Jeśli jednak ktoś przed meczem powiedziałby, że zagramy właśnie tak, to mało kto by w to uwierzył.

Trudno było uwierzyć. 0:6, 0:2, 1:5 - to wasze wyniki z poprzednich trzech spotkań w LM.

- Te 0:6 z Borussią było najgorsze. Ale nie ma co porównywać naszej drużyny do tej, która wtedy grała. Po przyjściu do Legii trenera Magiery zaczęliśmy wierzyć w to, że możemy podnosić nasze umiejętności. Odżyliśmy jako drużyna.

Nie przegraliście trzech ostatnich meczów - takiej passy nie mieliście od kwietnia.

- Champions League to przyjemność, dodatek. Najważniejsza jest dla nas ekstraklasa - ona jest priorytetem i w niej trzeba wygrywać. W tym sezonie - zresztą tak samo, jak w poprzednim - potraciliśmy dużo punktów. Znowu trzeba wszystkich gonić. Scenariusz na niedzielny mecz z Cracovią jest jeden - zdobyć trzy punkty.



Radović chyba odejdzie z Legii. Real? [MEMY]