Legia - Lechia 3:0. Mecz dla mózgowców

Sobotni mecz Legii Warszawa z Lechią Gdańsk (3:0) oglądało się doskonale nie dlatego, że mistrz Polski pouczył pretendenta, ale dzięki dwóm bohaterom. Rzadko zdarza się, by o obliczu spotkania ekstraklasy decydowało dwóch klasowych rozgrywających - pisze na swoim blogu "Zachodny do tablicy" dziennikarz Sport.pl Michał Zachodny.
Częściej wszystko sprowadza się do tego, jak kluczowego piłkarza drużyny przeciwnej powstrzymać. Wyznacza się piłkarza do indywidualnego krycia, stosuje pressing w odpowiedniej strefie lub wybiera inną sztuczkę, byle tylko zniwelować zagrożenie. Krótko mówiąc: trenerzy działają pragmatycznie, defensywnie, w pierwszej kolejności myśląc o zabezpieczeniu własnej bramki.

W sobotę w Warszawie było inaczej. Po stronie Legii za grę odpowiadał Vadis Odjidja-Ofoe, a w Lechii - Milos Krasić. Interesująca jest spójność ich losów: każdy z nich był bohaterem finansowo nierealnego transferu do mocnej ligi (angielskiej i włoskiej), obaj - choć w różnym stopniu - koniec końców rozczarowali i znaleźli się na peryferiach piłkarskiej Europy. Wejście Krasicia do Ekstraklasy przypominało to, co działo się z Odjidją-Ofoe w pierwszych miesiącach tego sezonu - mieli ogromne braki w przygotowaniu fizycznym. Głowa chciała, ale nogi nie mogły. Jednak nawet wtedy przebłyski boiskowej inteligencji i techniki wystarczały, by stwierdzić, że są z innej kultury piłkarskiej.

Oczywiście ich pojedynku nie byłoby bez decyzji trenerów, którzy wybrali ich na liderów swoich zespołów. To z Krasiciem na przedmeczowych zajęciach Piotr Nowak rozmawiał najdłużej, zabrał go z ćwiczącej grupy i coś starał się 31-letniemu Serbowi przekazać. Następnego dnia nawet można było odnieść wrażenie, że to jedynie Krasić zdaje sobie sprawę ze stawi spotkania i wymagań meczu o takiej intensywności oraz jakości. Trzymał Lechię w ryzach przez 45 minut, indywidualną jakością stwarzał przewagę (siedem na osiem dryblingów udanych, w tym sześć pod pressingiem na własnej połowie), ale po przerwie był już bezradny.

Także dlatego, że do poziomu 27-letniego Belga dobili jego koledzy: Guilherme, Miroslav Radović, Nemanja Nikolić, a także wprowadzony po przerwie Thibault Moulin. Wejście tego ostatniego było reakcją Jacka Magiery na ruch Nowaka - pierwszy zmienił ustawienie na 4-4-1-1 w reakcji na przejście Lechii na system 3-5-2. Tak jak w drugiej połowie meczu Legii ze Sportingiem w Lizbonie (0:2) Odjidja-Ofoe stał się ofensywnym pomocnikiem, a nie pierwszym wprowadzającym piłkę do ataku. W sobotę przed przerwą rozgrywał z głębi pola, po wejściu Moulina bliżej Belgowi było do Radovicia (16 podań do niego w trakcie meczu).

Stąd ta piękna asysta do Guilherme przy drugim golu, choć cała akcja Odjidjiego-Ofoe zasługuje na uznanie: po nieudanym dośrodkowaniu ruszył do pressingu i zmusił obrońcę Lechii do dalekiego wybicia. Widząc, że było ono niecelne zbiegł jeszcze bliżej linii bocznej, by od razu dostać podanie i rozegrać kontrę... kontry. Miał dużo miejsca, ściął z piłką do środka i cały czas patrzył, co dzieje się w polu karnym. Jego asysta była jedną z najlepszych w obecnym sezonie.

Warunki na boisku w takich spotkaniach określał Nowak. - Najważniejsza jest szybkość myśli i reakcji. Koncentracja, by nie widzieć tylko jednej czy drugiej opcji, ale też to, gdzie może pójść trzecie podanie. Pokazaliśmy to w poprzednim sezonie na Legii, gdy wychodziliśmy spod ich wysokiego pressingu grając na jeden, dwa kontakty, operowaliśmy piłką bardzo szybko. Mam nadzieję, że teraz będzie podobnie, nie będziemy holować piłki - tłumaczył.

Na próżno, bo większość piłkarzy ofensywnych Lechii zbyt długo trzymało piłkę. Krasić także nie grał na dwa, trzy kontakty, ale zawsze swoim dryblingiem przyspieszał ataki. W przeciwieństwie do braci Paixao czy Sławomira Peszki (w sumie 35 strat!), którzy zwykle po pokonaniu kilku, kilkunastu metrów zatrzymywali się i rozglądali, gdzie podać i zwykle albo zagrywali niecelnie, albo wikłali się w kolejny drybling. Z kolei Legia grała inaczej: zwłaszcza przed przerwą, gdy jej najlepsze akcje polegały na grze szybkiej, z wyjściem w wolną przestrzeń. Po przerwie dostali jeszcze więcej przestrzeni i stwarzali sobie nawet bardziej klarowne sytuacje. A szanse Lechii przychodziły nie po indywidualnych akcjach, ale przyspieszonym rozegraniu. - Mieliśmy je dopiero po tych trzech bramkach. Ten mecz to nauczka dla nas - przyznał później Nowak.

Odjidja-Ofoe tym meczem pokazał, że może stać się kluczową postacią Legii - teraz wystarczy powtarzać takie występy co kolejkę, prawda? Z drugiej strony Krasić pokazał, że może być liderem nawet pod zwiększoną opieką rywala. To na niego naskakiwało trzech, a nawet czterech legionistów. Jednak różnicą okazało się wsparcie i to również jest pozytywny sygnał na resztę sezonu. Nie tyle dla kibiców Legii, ale całej Ekstraklasy: jeśli polskie kluby nauczą się, że nie wystarczy jeden lider, jeden prowadzący grę, to będą miały większe szanse w europejskich pucharach.

Dyskutuj z autorem na jego blogu "Zachodny do tablicy"



Co ta Legia?! Jacek Magiera jest prawdziwym magikiem, ale co wymyślili Leśniodorski i Mioduski? [MEMY]