Magiera - dżentelmen w piłkarskim środowisku

Zawodnik rezerw Legii opowiadał mi, że Jacek Magiera lubił, gdy zespół utrzymuje się przy piłce, a piłkarze wymieniają pozycje. Miał dużo pomysłów na akcje kombinacyjne, na treningach było sporo gierek. Czasami sam ćwiczył z obrońcami i podpowiadał im rozwiązania, a na następnych zajęciach trenował z atakującymi.
Była jesień 2008 r., gdy jako początkujący dziennikarz zacząłem przychodzić na stary stadion Legii. Na głównym boisku trwały zajęcia prowadzone przez Jana Urbana. Usiadłem na jednym z miejsc kilkutysięcznej trybuny krytej i zacząłem się przyglądać treningowi. Nie minęła minuta, gdy stojący na środku boiska asystent Jacek Magiera spojrzał na trybuny i ruszył żwawym krokiem do ochroniarza. Pan w kamizelce wysłuchał go i sięgnął po krótkofalówkę. Zaraz zza moich pleców wyłonił się ochroniarz, który przekazał polecenie z dołu. - Musi się pan przesiąść. Siedzi pan na miejscu Kazimierza Górskiego - usłyszałem.

Jakiego trzeba mieć pecha, by na całym stadionie wybrać miejsce, które ma pozostać puste po śmierci legendy? Ale też jak mocnymi zasadami trzeba się kierować, by przerwać trening i przesadzić "niekulturalnego" gościa? Ta sytuacja staje mi przed oczami, gdy słyszę, że Magiera zostanie nowym trenerem Legii.

W tamtym momencie Magiera miał za sobą dziewięć lat przy Łazienkowskiej w roli piłkarza (176 meczów, 16 goli), półtora roku jako asystent. Miał też już nietypowe dla środowiska zasady - w tym dbałość o historię, ten kierunek skończył zresztą na studiach. To właśnie one utrzymały go tak długo w warszawskim klubie i doprowadziły do miejsca, w którym jest dziś.

Najpierw był w sztabie Dariusza Wdowczyka, następnie Jacka Zielińskiego, właśnie Urbana, potem jeszcze Stefana Białasa, Macieja Skorży i znów Urbana. Latami zajmował się wprowadzaniem młodych zawodników do drużyny, otaczał ich opieką. Był wychowawcą. Niektórych wręcz odpytywał z historii. Gdy zawodnik powiedział, że mieszkał przy ul. Reymonta, dopytywał: - No to kim był Reymont?

Zajmując się Legią, wiedzieliśmy, że ma na zawodników dobry wpływ, a oni odwdzięczali mu się szacunkiem. Budował autorytet, okazując im uwagę. "Jest dobrze wychowany, taki dżentelmen w piłkarskim środowisku" - mówią o nim dziś jego byli zawodnicy. Nie dowiedzieliśmy się tylko, jakim jest trenerem. Słyszeliśmy, że jako piłkarz zapisywał przebieg treningów; że ma pełno notatek z zajęć. Ale od takich historyjek zaczyna się praktycznie każda kariera szkoleniowca.

Wierzył w niego Bogusław Leśnodorski. Gdy Magiera był bez pracy, spotykałem go w poczekalni do gabinetu prezesa Legii. I za kilka dni ten żółtodziób - bo to wciąż jest żółtodziób - poprowadzi drużynę w Lidze Mistrzów, a dotąd nie dowodził nią samodzielnie nawet w ekstraklasie. Jego doświadczenie to półtora roku w roli trenera trzecioligowych rezerw Legii oraz kilka miesięcy w Zagłębiu Sosnowiec, które występuje na drugim poziomie rozgrywek. Po dziewięciu kolejkach jest liderem, w sobotę poprowadzi drużynę po raz ostatni. Zawodnik rezerw Legii opowiadał mi, że Magiera lubił, gdy zespół utrzymuje się przy piłce, a piłkarze wymieniają pozycje. Miał dużo pomysłów na akcje kombinacyjne, na treningach było sporo gierek. Czasami sam ćwiczył z obrońcami i podpowiadał im rozwiązania, a na następnych zajęciach trenował z atakującymi. Zagłębie gra ofensywnie, ostatnio zwyciężyło Podbeskidzie 5:4.

Pytań jest mnóstwo. Magiera obejmuje Legię w najtrudniejszym momencie od lat. Klub jest okrętem na wzburzonym morzu, wstrząsanym wewnętrznymi konfliktami, z podziałami w szatni, zajmującym 14. miejsce w lidze. Kilka razy wyrażałem wątpliwości, czy Legia potrafi wybierać trenerów na dłuższy okres, skoro tak szybko się z nimi rozstaje. Henning Berg dopiero przy Łazienkowskiej okazywał się introwertykiem - miał być człowiekiem na lata. Stanisław Czerczesow okazał się za mało nowoczesny na wyobrażenia szefów Legii - a miał pracować rok dłużej. Besnik Hasi podpisał kontrakt na dwa lata, ale spodziewał się wyższego poziomu piłkarzy, frustrowały go ich braki. Oceniał ich tak brutalnie, że dalsza współpraca nie miała sensu. Musiał odejść po trzech miesiącach. Można powiedzieć, że o trenerze wiemy tyle, na ile sprawdziła go Legia. Wiele dowiemy się też o Magierze, a i on przy Łazienkowskiej dowie się czegoś o sobie.

Rok temu Legii udało się dać impuls drużynie poprzez wprowadzenie trenera na zasadzie kontrastu - zamkniętego w sobie Berga zastąpił otwarty Czerczesow. Teraz ogień w szatni mają ugasić wrodzony spokój i żelazne zasady Jacka Magiery, zwanego "Świętym". I może nawet w Legii znów dobrze kalkulują, ale nie sposób odgadnąć, czy zadziała to na dłużej. f



Cristiano Ronaldo spotyka się z byłą miss Hiszpanii [ZDJĘCIA]