Ekstraklasa. Kiedy Legia zatrybi? "Rzucanie mięsem, bycie skur... nie świadczy o charyzmie"

- Do tej pory mistrz Polski grał słabo, ale kto jest bardzo spostrzegawczy, ten zauważył, że nowi piłkarze mają pojęcie. Dlatego wierzę, że odpalą - mówi Maciej Szczęsny, były bramkarz Legii.
Bartłomiej Kubiak: Jacek Magiera jako trener Legii to dobry wybór?

Maciej Szczęsny: To facet, który swoją pracowitością i sposobem bycia pozytywnie wpływa na wszystkich przytomnych ludzi. I twierdzę, że w warszawskiej szatni takich ludzi spotka. Ale czy tu przyjdzie? Nie wiem. Na razie mogę tylko powiedzieć, że to dobra nominacja.

Są tacy, którzy twierdzą, że zła. Że Magiera ma w sobie za mało charyzmy, jest "za miękki".

- To, że ktoś w szatni nie rzuca na lewo i prawo wyzwiskami, że na odprawie przedmeczowej nie krzyczy: "podnosimy kiełbasy w górę i golimy frajerów", nie oznacza, że nie ma charyzmy. Dla mnie charyzma to obycie, wiedza, doświadczenie i pracowitość. Jacek to ma. Zawsze od siebie dużo wymaga, a przy tym trzeźwo ocenia sytuację. To powinno mu wystarczyć do pracy z Legią. A jeśli dla kogoś oznaką twardości jest rzucanie mięsem, bycie skur..., to gratuluję poziomu kultury. Z takimi osobami nie warto pracować, nawet przebywać.

Legii potrzeba trenera z twardą ręką?

- Legii zawsze potrzeba było trenera z twardą ręką. Ale znów wracamy do pytania, co to oznacza "z twardą ręką". Ma krzyczeć?

Nie, wzbudzać szacunek, jaki wzbudzał np. Stanisław Czerczesow.

- OK, Rosjanin na pierwszy rzut oka wydaje się skrajnie różnym człowiekiem od Magiery. Twardy, zimny niedźwiedź - tak go postrzegaliśmy. Ale w drużynie było inaczej. Wiem to, mój kolega był u niego na stażu trenerskim. I zdumiewał go wizerunek Czerczesowa w mediach. Poznał go jako innego człowieka. Ciepłego, otwartego, pracowitego, wymagającego. Ale wymagającego przede wszystkim od siebie. Magiera też od siebie wymaga dużo. Może nie przywdziewa maski jak Czerczesow, ale też nie jest żadną fujarą i mięczakiem. Poradzi sobie.

Besnik Hasi, który we wtorek rozwiązał kontrakt za porozumieniem stron, sobie nie poradził. Szybko stracił panowanie nad zespołem.

- Ja nie wiem, czy stracił, bo stracić można coś, co się miało...

Spodziewał się pan, że jego era skończy się tak szybko?

- Byłem zdumiony, że era Hasiego w Legii w ogóle nastała. Uważałem, że z Czerczesowem rozstawać się nie należało. Wiadomo, teraz łatwo jest krytykować Hasiego, ale naprawdę od początku miałem złe przeczucia.

Jakie?

- Że to nie jest odpowiedni trener dla Legii. Coś mnie w nim gryzło - od nerwowych reakcji przy ławce, przez wypowiedzi o swoich piłkarzach, po grę zespołu.

Kibice domagają się wyciągnięcia konsekwencji wobec osób, które stoją za zatrudnieniem Hasiego. Winą obarczają głównie Michała Żewłakowa.

- Pomyłki się zdarzają, nie można od razu palić wszystkich na stosie. Nie wykluczam, że w następnym klubie Hasi odniesie sukces. Ale skoro mówi pan o kibicach, to mam dla nich radę: Może niech wyciąganie konsekwencji zaczną od siebie. W meczu z Zagłębiem Lubin potrafili zachowywać się fantastycznie i wspierać drużynę. Szkoda, że kilka dni wcześniej w meczu z Borussią już nie. Jeżeli ktoś miewa takie zmiany nastrojów, jego zachowania zależą od faz księżyca albo od dnia cyklu, to nie traktujmy tych ludzi poważnie. Najpierw niech zrobią porządek ze swoim życiem, a dopiero później wymagają od innych.

Jak Legia ma rozwiązać problem z kibicami?

- Nie wiem. I nawet nie chcę wiedzieć. Moje relacje z kibicami Legii od dłuższego czasu są dość chłodne. Trudno mi się obiektywnie wypowiadać. OK, z jednej strony są kibice, którzy potrafią dać mi wyrazy szacunku, ale z drugiej - tacy, którzy mi ubliżają. Moja opinia, podkreślam: nieobiektywna, jest taka, że kibice Legii potrafią bardzo efektownie dopingować drużynę, ale od wielu lat nie są dla klubu wartością dodaną. Pewnie krzywdzę teraz tych, którzy przychodzą na stadion, jeżdżą za drużyną, płacą za bilety i nie chuliganią. Niestety, jest wśród nich mała grupka, która takimi zajściami jak na meczu z Borussią to wszystko niszczy.

Porażka 0:6 w Lidze Mistrzów brutalnie zweryfikowała nie tylko Legię, ale też całą ekstraklasę?

- Zbigniew Boniek powiedział ostatnio w NC+, że jest fajnie opakowana, atrakcyjna, nieźle się ją ogląda, ale tylko kiedy kluby grają między sobą. Zgadzam się. Myślę, że gdyby z Borussią zagrała inna polska drużyna, efekt byłby podobny. Może jakimś cudem udałoby się wywalczyć chwalebne 0:3, ale no właśnie, czy 0:3 w ogóle może być chwalebne?

Legia z Czerczesowem miałaby większe szanse w LM?

- Jestem przekonany, że tak. Ale nie ma co się nad tym już rozwodzić, bo Czerczesowa nie ma. I trudno, stało się, jak się stało. Nie posądzam nikogo w Legii, że zatrudniając Hasiego, spodziewał się aż takiej katastrofy.

Słaba gra to wina tylko Hasiego?

- Przecież w Legii grają bardzo dobrzy zawodnicy, najlepsi w ekstraklasie. W drugiej połowie meczu z Zagłębiem potrafili się sprężyć i tyrać jak woły. Ich też trzeba winić, ale o trenerze zapominać nie można. To, czego Legii w tym sezonie brakowało najbardziej, to taktyczne poukładanie. A za to odpowiada trener.

Widział pan w tym sezonie jakiś mecz Legii, po którym można było powiedzieć, że Hasi miał pomysł na grę?

- Nie.

Czy któryś z letnich transferów Legii może być jej wzmocnieniem?

- No jasne, że może! Myślę, że nawet większość z nich będzie: Thibault Moulin, Steeven Langil, Vadis Odidjia-Ofoe. Legia do tej pory grała słabo, oni też się nie wyróżniali, ale kto jest bardzo spostrzegawczy, ten zauważył, że te chłopaki mają pojęcie. Dlatego wierzę, że odpalą. Że razem z nimi odpali też Miro Radović, który nie wrócił do Legii syty, tylko głodny kolejnych sukcesów.

Legia jest faworytem do tytułu?

- Tak. Zakładam, że jak ta drużyna "zatrybi", to zdobędzie 52 z możliwych do zdobycia w fazie zasadniczej 63 punktów i zostanie liderem po 30 kolejkach, przed fazą mistrzowską.