Mioduski: Ogromny wysiłek pracowników Legii właśnie został zniweczony przez grupę idiotów

Ja jestem zwolennikiem różnych form dopingu. Kpina, inteligentne szyderstwo, cwaniacki wdzięk, czasem i z wdziękiem użyty wulgaryzm - to wszystko jest wpisane w tradycję kibicowania, w tradycję Legii. Ale są granice - mówi Sport.pl większościowy udziałowiec Legii Dariusz Mioduski
Paweł Wilkowicz: UEFA wszczęła postępowanie przeciwko Legii po meczu z Borussią Dortmund i wśród zarzutów znalazły się też - obok m.in. zamieszek na trybunach, ataku na sektor Borussii- rasistowskie okrzyki. Z Realem Legia zagra przy pustym stadionie?

Dariusz Mioduski: Liczymy na to, że UEFA wysłucha naszego głosu i przyjmie wytłumaczenie, że nie było przyśpiewek rasistowskich. Delegaci UEFA tak właśnie uznali, nie wpisali zarzutu rasizmu czy antysemityzmu. UEFA będzie taki zarzut rozpatrywać, bo on znalazł się w innym raporcie, tym składanym przez organizację FARE. To tam była informacja o okrzyku "Jude". My mamy dowody, że intonowane było "Nutte", delegat UEFA uznał tak samo i liczymy, że UEFA podzieli zdanie swojego wysłannika. A kary za całą resztę? Takie były fakty i musimy ponieść konsekwencje. Nie ma żadnego wytłumaczenia. My musimy zrozumieć, że jeśli chcemy funkcjonować na tym poziomie, to musimy przyjąć reguły gry. Te reguły zabraniają określonych zachowań. Złamaliśmy przepisy i to nie jest opinia, to jest fakt. Albo się dostosowujemy, albo idźmy stąd. Możemy mieć problem z doskoczeniem do poziomu sportowego Ligi Mistrzów. Ale jeśli nie doskoczymy do poziomu organizacyjnego, to nikt się nad nami nie pochyli. Krótka piłka: dostosuj się albo przepadnij.

A jeśli jednak UEFA uzna za słuszny zarzut wysunięty przez FARE?

Rasizm jest zdecydowanie najcięższym z przewinień, które UEFA będzie rozpatrywać. Jeśli uzna, że rasizm był, to zamknie nam stadion. My będziemy pokazywać nasze materiały, udowadniać, że akurat w tej sprawie nie jesteśmy winni, pracuje nad tym cały zespół. To nie jest strategia tylko prawda, więc o nią walczymy. Do pozostałych zarzutów się przyznajemy i poniesiemy karę. To poza karami finansowymi może też oznaczać zamknięcie części trybun. Chcemy być poważnym klubem, wykonaliśmy przez ostatnie dwa lata dużo dobrej roboty, zaangażowaliśmy się w działania międzynarodowe, żeby dać się poznać Europie, pokazać że chcemy i potrafimy się zmieniać. Mam nadzieję, że to będzie miało jakiś wpływ na ocenę w UEFA. Ja wierzę, że oni naprawdę nie chcą nam dokopać. Chcą nam pomóc, a nie zaszkodzić. Ale zacznijmy przede wszystkim pomagać sami sobie.

Zakazy stadionowe po meczu Legia - Borussia Dortmund są już liczone w dziesiątkach. Formuła dialogu klubu z kibicami właśnie się wyczerpała?

Formuła dialogu nigdy się nie wyczerpuje. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy nie rozmawiali z naszymi kibicami. Boję się tylko, czy nie zostały przekroczone jakieś granice tego dialogu, czy nie popełniliśmy tu jakiegoś błędu. Z jednej strony jest ogromny wysiłek pracowników klubu, który właśnie został zniweczony przez grupkę idiotów. Ale ci idioci zniweczyli też wysiłek ogromnej części środowiska kibicowskiego. Tych wszystkich, którzy się przez ostatnie lata starali, żeby było lepiej. Przecież my nie mamy problemu z tysiącami. My mamy problemy z dziesiątkami. Dwa i pół roku temu siedziałem załamany, gdy kibice bili się na meczu z Jagiellonią Białystok i przyrzekłem sobie wtedy, że tak dalej być nie może. Zaczęliśmy działać. Był dialog, była poprawa, ale od pewnego czasu coś zaczęło się cofać. Dostawałem takie sygnały już wcześniej, a mecz z Borussią nie zostawił już żadnych złudzeń: jest nawrót choroby. Są znów problemy w środowisku kibicowskim. I żeby to było działanie skuteczne, te problemy muszą być rozwiązane w pierwszej kolejności przez samo środowisko kibicowskie. A od naszego zarządu oczekuję, że wyznaczy w relacjach z kibicami granice nieprzekraczalne. Pewne rzeczy nie mogą mieć miejsca.

Gdzie są te granice?

Ja jestem zwolennikiem różnorodności na trybunach. Różnych form dopingu. Takie kibicowanie jakie jest u nas przez większość meczu: żywiołowe, mocne, czasem ostre, ja lubię i doceniam. Natomiast nie można przekroczyć granic chamstwa, agresji, brutalności i przemocy. Nie akceptuję ludzi, którzy na stadionach wkładają kominiarki. Nie akceptuję nikogo, kto zakrywa twarz. Nie akceptuję uderzania w godność rywala. Kpina, inteligentne szyderstwo, cwaniacki wdzięk, czasem i z wdziękiem użyty wulgaryzm - to wszystko jest wpisane w tradycję kibicowania, w tradycję Legii i ja w takiej tradycji się odnajduję. Ale są granice, to jest kwestia smaku. Nie mówię nawet o jakichkolwiek formach rasizmu czy antysemityzmu, bo to są rzeczy, których się nie negocjuje ani nie stopniuje. Cały świat piłkarski to wyklął i jeśli chcemy być częścią świata, musimy to wykląć i my. Bardzo długo na stadionie było spokojnie. Ale potem zaczęły się pojawiać różne incydenty, a w końcu nadszedł wieczór meczu Legia-Borussia i cofnęliśmy się do punktu wyjścia sprzed 2,5 roku. Wiem, że również w środowisku związanym z Żyletą jest frustracja i konsternacja. Żyleta może nie ma najlepszej reputacji, ale ja wiem ilu jest tam ludzi przyzwoitych, wartościowych, z Legią w sercu. Absolutna większość tych ludzi jest przeciw temu, co się w środę stało. Ale się stało i ci ludzie muszą się z tym zmierzyć. Wyeliminować patologie. A zarząd ma doprowadzić do tego, żeby to było ustalone i egzekwowane. Bez pobłażania.

Mówił pan o inteligentnym szyderstwie. Właśnie to jest największy problem z tym nieszczęsnym "Nutte". Że mogło zabrzmieć dla tych którzy nie byli wtajemniczeni jak "Jude", ale też że było po prostu kiepską przyśpiewką. Ani zabawną, ani dotkliwą, ani zrozumiałą, nawet dla Niemców.

Większość stadionu nie rozumiała, o co chodzi. Jakiś lokalny zwrot, używany przez jakąś część kibiców Schalke. Po co to? Kuszenie losu, to mogło tylko namieszać w głowach. Szyderstwo tak, ale to? Ciężkie, bezsensowne, szkodliwe. Tu nie było żadnego wdzięku, inteligencji. Była tylko agresja. Ci kibice potrafią to robić inaczej, naprawdę.

Oczekuje pan teraz jakiegoś odcięcia się środowiska kibicowskiego od tych, którzy doprowadzili do kłopotów podczas meczu z Borussią?

Powtórzę: nie rozumiem, dlaczego ktokolwiek, kto ma ślad dobrych intencji zakłada na stadionie kominiarkę. Jeśli ci ludzie uważają, że są kibicami Legii i służą w jakiś sposób jej sprawie, to ktoś musi im powiedzieć: nie, przynosicie tylko i wyłącznie szkodę, cofacie nas w rozwoju. I oczekuję właśnie takiego pełnego odcięcia się.

Nie boi się pan, że teraz po surowych karach nastąpi jakiś kontratak?

Zarząd musi wyciągnąć konsekwencje, nie ma odwrotu. A jeśli będzie taka reakcja? No trudno, trzeba sobie będzie z tym radzić. Ten klub zasługuje na coś lepszego. I zarząd musi działać w taki sposób, żeby tak było.

Długo pan o tym rozmawiał z prezesem Bogusławem Leśnodorskim?

To nie jest nawet kwestia do długich rozmów. Tak po prostu musi się stać.

Często się w ostatnich latach pojawiały pytania, czy kompromis prezesa Leśnodorskiego z kibicami, może nawet pewne spoufalenie, nie idzie za daleko.

I to jest jedna z tych spraw, które nasz zarząd musi przemyśleć. Bogusław Leśnodorski jest nie tylko prezesem, jest też moim wspólnikiem, partnerem, człowiekiem, z którym się dobrze rozumiem. Natomiast jest również kimś w rodzaju naddyrektora sportowego, bo zna piłkę, tak lubi, taki ma temperament i ta rola od początku mu pasowała. Jest również człowiekiem odpowiedzialnym za relacje klubu z kibicami. I jeśli chodzi o te dwa zadania, to musi teraz przeanalizować, czy popełnił błędy i gdzie. Bo mamy w klubie dwa kryzysy: sportowy i kryzys relacji z kibicami. Prezes ma moje wsparcie w działaniu, ma wolną rękę. Ale czekam na to działanie zarządu. Jesteśmy w Lidze Mistrzów, powinniśmy świętować najlepsze dni od lat, a jesteśmy w kryzysie. Powinniśmy budować następne piętro, a okazało się że nam parter pęka.

Besnik Hasi gra w niedzielę z Zagłębiem o posadę? Trzy punkty albo nic?

- Cierpliwość się kończy, nie możemy sobie pozwolić, by zapaść trwała dużo dłużej. Ale to nie jest sprawa, o której ja będę decydował. To podlega zarządowi. Miałem nadzieję, że to jest trener, który nam pomoże osiągnąć cele które mieliśmy wyznaczone. Ale jeśli zarząd uzna, że to był błąd, nie będziemy uciekać od decyzji, która ten błąd naprawi. Nie ma żadnego powodu, żeby Legia Warszawa z tymi piłkarzami w składzie przegrywała w lidze. Nawet gdy jest nadal drużyną w budowie. Ale nie jest tak, że jedynym winnym jest trener. Piłkarze z takim doświadczeniem i umiejętnościami mogą się zasłaniać trenerem w meczu z Borussią. Nie mogą w meczu w lidze.

Zastanawiałem się patrząc na Legię z Borussią, czy gdyby nie było transferów i zagrał ten skład, który zdobył mistrzostwo, to przegrałby wyżej. Wiem, że przyszli piłkarze którzy lepiej grają w piłkę. Ale uciekli od odpowiedzialności.

Jedynym, który próbował brać ciężar na siebie i po którym nie było widać, że czuje się obco na boisku Ligi Mistrzów był Vadis Odjidja-Ofoe. A tak to cały zespół mnie zawiódł, nie potrafił grać wspólnie. Nie wiem, dlaczego tak wyszło. Przecież nie było tak, że nikt im nie powiedział że mają grać blisko siebie i uważać na podstawowe sprawy. Był jakiś plan taktyczny. A nie było go widać. Głowy zawiodły, piłkarze nie wyszli przygotowani mentalnie, zwłaszcza widać to było w obronie. Ale na ile trzeba za to obwiniać trenera, nie wiem. To jednak jest inna presja, grać na poziomie Ligi Mistrzów, przeciw genialnym piłkarzom. Trzeba mieć silną głowę, żeby sobie z tym poradzić. Zespół ze środy nie był na to przygotowany. Ja nie znam się na futbolu wystarczająco dobrze, żeby teraz rozliczać z tego trenera i drużynę. Od tego mamy w klubie zarząd, pion sportowy, a w nich ludzi dobrze znających futbol. Oni będą wiedzieć, co można było zrobić lepiej. Dla mnie jest ważne, żebyśmy mieli jakąś strategię: jak chcemy tę drużynę budować. I żebyśmy się tej strategii trzymali. Nie da się niczego trwałego i dobrego zbudować ad hoc i na czuja. Trzeba mieć model. Czy chcemy się opierać na najlepszych Polakach, kto powinien być liderem, jakim systemem mamy grać itd. Jak mamy sprawdzać piłkarzy nie tylko od strony technicznej ale i mentalnej. To nie są jakieś rzeczy ulotne. To można definiować i egzekwować. Taki klub jak my może pokonać wielkie i bogate kluby tylko jednym sposobem: umysłem. Koncepcją, planem, wiedzą, analityką, dyscypliną w budowaniu jakiejś konstrukcji. I na tym musimy być skoncentrowani. Nasza drużyna przyszłości to wychowankowie, uzupełnieni najlepszymi Polakami z ligi, a do tego kilka osób na poziomie gwiazd zagranicznych. Gwiazd na nasz rozmiar kieszeni oczywiście. Takie założenia trzeba przyjąć i się ich trzymać. Dać czas akademii, a do tego czasu dbać o to, żeby tymczasowa konstrukcja była jak najmocniejsza. Dlatego mi jest tak trudno wybaczyć to, co się stało w meczu z Borussią. Jesteśmy drużyną słabszą piłkarsko, ale nie na 0:6 a na 0:3 albo i 2:4. I gdyby to był taki wynik, to rozeszlibyśmy się do domów bez wstydu. A tak to się męczyliśmy patrząc na drużynę niegotową mentalnie. Boli mnie ten wynik strasznie. Wiem, to się zdarzyło nawet w meczu Romy z Barceloną, więc dlaczego my mielibyśmy nie wyjść tak poobijani. Wiem, zmęczenie po Euro 2016 i kontuzje są jakimś usprawiedliwieniem. Ale dało się zrobić więcej. I ja wiem też, że oni się starali, a może nawet dali z siebie wszystko. Tylko to był wysiłek nieskoordynowany i bez żadnego pożytku. Wierzę, że sprowadziliśmy bardzo dobrych zawodników. Ale chciałbym jeszcze zobaczyć, jaki jest pomysł na całość którą stworzą. Tego pomysłu na razie nie widzę. Chcę zobaczyć choćby, kto ma tu być liderem.

Nie boi się pan, że równowaga w drużynie została zaburzona? Że ten skład, który wywalczył mistrzostwo ma prawo się czuć zepchnięty na margines, a z kolei nowi mogą uważać, że oranie boiska w ekstraklasie jest poniżej ich godności?

Takie ryzyko zawsze jest. Ale ja nie widzę w Legii piłkarza, który mógłby powiedzieć: ja już wszystko osiągnąłem. Widzę piłkarzy, którzy powinni uważać, że Legia jest dla nich znakomitym miejscem do pracy i rozwijania się. Nawet jeśli jest przystankiem, to znakomitym przystankiem. Jeśli trampoliną, to świetną trampoliną. A jeśli chcieliby mieć karierę po karierze i szukali przyszłości w futbolu, to kto im stworzy lepsze warunki niż Legia? Wystarczy się zapisać w jej historii. Staramy się, żeby piłkarze którzy u nas pracują czuli, że są w dużym europejskim klubie. Ale chcielibyśmy też, żeby oni to szanowali i nie uważali za dane raz na zawsze. Stało się, mamy kryzys. I teraz przyjrzymy się, jak wszyscy w klubie poradzą sobie z tym kryzysem. To będzie test męskości i odpowiedzialności. Dla wszystkich: ode mnie po piłkarzy. Chcę widzieć ludzi, którzy biorą się w garść. Legia daje, ale Legia wymaga. Jeśli kogoś paraliżuje presja, może trafił w złe miejsce. Ja nie mam zamiaru stawać na pozycji: ja wiem lepiej. Nie wiem. Ja też staję przed próbą. Nie możemy pójść dalej bez analizy: czy dobrze zbudowaliśmy drużynę na Ligę Mistrzów. A jeśli źle, to jakie będą tego konsekwencje, bo przecież podpisaliśmy kontrakty kilkuletnie, a nie na próbę. Czekam na przełamanie, zdobywanie punktów w lidze i odbudowanie się psychiczne na tyle, żeby nie leżeć przed Realem ani Sportingiem. Nie oczekujmy zwycięstw i remisów na wyjeździe, ale walczmy o nie. Próbujmy. A nie rozlatujmy się w chwili wyjścia na boisko, jak przeciw Borussii. Dwie pierwsze bramki w meczu z Borussią straciła psychika Legii. Nic innego. Najmniejszy piłkarz na boisku strzelił nam gola głową. Pora wstać. Przed nami dwa trudne mecze w lidze a potem piekielnie trudny mecz w Lizbonie. Czasu mało, nie skupiajmy się na Besniku Hasim bo nie da się sprowadzić problemu tylko do jego osoby. Takich piłkarzy ściągamy i tyle im płacimy, że będziemy wymagać. Jeśli piłkarze chcą umyć ręce od tych problemów, popełnią poważny błąd. Oni wiedzą ile mieli wnieść do drużyny i będą z tego rozliczani. Ale ja ciągle wierzę, że się uda z tego wyjść. I nie chcę wylewać dziecka z kąpielą. Nie chcę teraz ogłaszać, że się całkiem pogubiliśmy. Nie, mnóstwo rzeczy działa w klubie znakomicie. Wiem, że mamy w klubie wielu świetnych ludzi, którzy ciężko i dobrze pracują. Bardzo cenię nasz zespół sportowy i skautingowy. Mamy materiały. Teraz czekam na plan budowy.

A wtedy kiedy pan siedział na trybunach podczas meczu Legii z Borussią i schował twarz w dłoniach, nie pomyślał pan: ten świat Ligi Europy był taki bezpieczny i taki nasz, po co nam było skakać wyżej?

Są takie momenty z Legią które są bardzo trudne i to był jeden z nich. Nie chodziło o sam mecz. Zaczęły do mnie docierać informacje spoza boiska i nie chciało mi się w to wszystko wierzyć. Dlaczego nie chcemy pokazać Europie, że jesteśmy lepsi? Dlaczego znów grupka idiotów zabiera nam ponad dwa lata pracy? Na boisku i poza nim leży teraz na szali coś więcej niż punkty i pieniądze z premii i biletów: na tej szali jest też nimb zwycięskiego klubu, klubu sukcesu. Minie wiele czasu, zanim to odbudujemy. Czasem gdy siedzę z rodziną i patrzę jak to przeżywają, ile nas to kosztuje, to się zastanawiam, po co to i czy ma sens. Ale na szczęście cały czas dochodzę do wniosku, że ma. I nie można pozwolić tak niewielu idiotom zniszczyć to, co jest tak ważne dla tak wielu przyzwoitych.



Kibice śmieją się z Legii po katastrofie w Lidze Mistrzów. Prezydent Duda komentuje [MEMY]


Zdjęcie ADIDAS KOSZULKA LEGIA WARSZAWA DOMOWA S86370 Zdjęcie Adidas Spodenki Legia Warszawa M S86374 Zdjęcie Adidas Spodenki meczowe Legia Warszawa M S86365
ADIDAS KOSZULKA LEGIA WARSZ... Adidas Spodenki Legia Warsz... Adidas Spodenki meczowe Leg...
Sprawdź ceny » Sprawdź ceny » Sprawdź ceny »
źródło: Okazje.info


Więcej o: