Liga Mistrzów. Kibole znowu trzęsą Legią

Atak zamaskowanych osiłków na sektor gości z Dortmundu, walka gazem łzawiącym i pięściami z ochroną, odpalone setki rac, niecenzuralne, być może nawet rasistowskie okrzyki. Legia znowu słono zapłaci za wybryki kiboli. Czy mecz Ligi Mistrzów z Realem Madryt odbędzie się przy pustych trybunach?
W pierwszej kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów Legia przegrała na własnym stadionie z Borussią Dortmund aż 0:6. To dla mistrza Polski wynik upokarzający, ale w gruncie rzeczy spodziewany. Znacznie większym powodem do wstydu jest zachowanie stadionowych chuliganów. Zaczęło się od odpalenia kilkunastu rac na sektorze Borussii, potem kilkudziesięciu na "żylecie", trybunie ultrasów. Do najpoważniejszego incydentu doszło około 10 minut przed końcem pierwszej połowy, kiedy chuligani Legii próbowali wtargnąć do sektora Borussii.

170 kiboli

Grupa około 170 zadymiarzy (na tyle szacuje ją policja) po przebiegnięciu w okolice południowej trybuny próbowała dostać się do sektora gości. W pewnym momencie zaskoczeni kibice Dortmundu zerwali się z miejsc i zbiegli w dół sektora. Stało się to prawdopodobnie po tym, gdy po drugiej stronie pleksiglasowej szyby dojrzeli chuliganów w barwach Legii. Ci, najpewniej nie mogąc się dostać przez zabezpieczenia w sektorze gości, zabrali gaz stewardom i rozpuścili go po sektorze swoich kibiców.

O burdach szybko poinformowały portale niemieckich gazet i telewizja ZDF. Na jej nagraniu widać, że jeden z zamaskowanych pseudokibiców ma gaz, którym atakuje stadionowego stewarda. - Nie rozumiem, o co chodzi ludziom zaczynającym awantury na stadionie. Co chcą osiągnąć. Jak chcą pomóc temu klubowi. Co robią na tym stadionie. Po prostu nie rozumiem - mówił Sport.pl zaraz po meczu większościowy udziałowiec Legii Dariusz Mioduski.

Legia jeszcze w nocy wydała oświadczenie, w którym zapewniła, że "wobec wszystkich osób uczestniczących w naruszeniu porządku publicznego na Trybunie Zachodniej oraz w sektorze gości zostaną wyciągnięte bezwzględne konsekwencje".

"Nutte" czy "Jude"?

Klub stanowczo odciął się także od okrzyków: "Jude, Jude BVB". W komunikacie na stronie wyjaśniał, że kibice obrażali Borussię, ale krzyczeli "Nutte", a nie "Jude". Nutte znaczy "dziwka". I faktycznie, w internecie można znaleźć sporo filmów, na których słychać zorganizowane wznoszenie tych haseł. Ale znajdziemy też pojedyncze, na których mniejsze grupki krzyczą: "Jude". Można uznać, że skandujący prawdopodobnie nie zrozumieli okrzyków głównych zapiewajłów. Za to niezrozumienie Legia słono zapłaci, jeśli obecni na meczu przedstawiciele UEFA słyszeli okrzyk "Jude". "Nutte" jest obelgą, ale europejska federacja walczy głównie z przejawami dyskryminacji rasowej, czyli między innymi z okrzykami "Jude". W 2013 r. UEFA zamknęła stadion rzymskiemu Lazio za skandowanie "Jude Tottenham" i transparent "Wolna Palestyna".

Legia kurczowo trzyma się wersji, że skandowano "Nutte". - Nie kwalifikujemy okrzyków jako rasistowskich, dyskryminujących. Nie zgadzamy się z interpretacją, by wznoszono okrzyki "Jude, Jude BVB". To były inne obraźliwe słowa, za które też przepraszamy - mówił wczoraj Seweryn Dmowski, dyrektor ds. komunikacji, który o 13.30 spotkał się z dziennikarzami. - Jeśli faktycznie znajdą się materiały, że ktokolwiek śpiewał "Jude, jude", spotkają go bezwzględne konsekwencje - dodał.

Kluczowe jest jednak to, jak zdarzenia zakwalifikował delegat UEFA. Jeśli usłyszał okrzyki dyskryminujące i rasistowskie, Legii grozi zamknięcie stadionu na mecz z Realem Madryt. - Najdalej w piątek rano dowiemy się, co znalazło się w raporcie delegata UEFA - mówi Dmowski.

Legia ma fatalny wizerunek w Europie. Na każdy mecz mistrzów Polski przyjeżdża nie tylko delegat, ale też specjalny wysłannik do spraw bezpieczeństwa, który obserwuje zachowanie na trybunach. Na meczu z Borussią delegatem był Norweg, oficerem bezpieczeństwa - Belg. Oficjalnym gościem UEFA był także Niemiec Michael Heselschwerdt, dyrektor departamentu rozgrywek klubowych. I to właśnie jego obecność dla Legii może się okazać błogosławieństwem.

Heselschwerdt na meczu z Borussią był najważniejszym z gości UEFA. W klubie wierzą, że Niemiec zrozumiał "Nutte", a nie "Jude" , i że po powrocie do Nyonu nie potwierdzi rasistowskich skandowań. Ale wczoraj na Twitterze FARE, organizacja antyrasistowska współpracująca z UEFA doniosła federacji o antysemickich incydentach. Właśnie to może byc decydujące, bo UEFA bardzo liczy się ze zdaniem FARE.

70 zidentyfikowanych

W jaki sposób kibole przedostali się do sektora? - Trwa postępowanie - mówił Dmowski. Więcej powiedziała nam policja. - Przybiegli z trybuny północnej ["żylety"] po wyważeniu bramek wejściowych. Gdy dobiegali do trybuny południowej, Legia poprosiła o interwencję policji. Po wejściu policji [napastnicy] próbowali wrócić z powrotem na trybunę północną - powiedział rzecznik Komendy Stołecznej Mariusz Mrozek.

W trakcie ucieczki zadymiarzy policja złapała sześć osób. Jedna z nich zeskoczyła z korony stadionu, złamała nogę i przebywa w szpitalu.

Legia w czwartek po południu zidentyfikowała 70 osób podejrzanych o sprawstwo. - Wydaliśmy 15 zakazów, z maksymalnym okresem karencji, czyli na dwa lata. Ale prezes Leśnodorski powiedział, że tak długo, jak on będzie w klubie, nie pojawią się na stadionie - mówił Dmowski. - Szukamy dalej. Apelujemy do poszkodowanych, aby się zgłaszali do nas. Z całego serca przepraszamy zarówno niemieckich, jak i polskich fanów Borussii, którzy poczuli się dotknięci.



Czy rozpoznasz piłkarza Legii po rysunku w paincie? [QUIZ]