Sport.pl

Jakub Czerwiński: W Legii jestem skazany na rozwój [ROZMOWA]

- Legia to Legia, jej się nie odmawia. Transfer do niej to kolejny krok naprzód, ale wierzę, że nie ostatni - mówi Jakub Czerwiński.
Kiedy dowiedziałeś się o ofercie Legii?

- Dzień przed zakończeniem okienka transferowego. Późnym wieczorem, a w zasadzie to już w nocy, bo ok. 23 zadzwonił do mnie menedżer i powiedział, że kolejnego dnia być może czeka mnie przeprowadzka.

Jak na to zareagowałeś?

- Nie zaprzątałem sobie tym głowy, bo konkretów nie było. Wszystko zależało od powodzenia transferu Igora Lewczuka do Bordeaux. Poszedłem spokojnie spać, bo rano miałem trening. Na siłowni kierownik zespołu poinformował mnie, że po zajęciach lecę do Warszawy.

Pogoń próbowała cię zatrzymać?

- Nie, bo przez klauzulę w moim kontrakcie, miałem swobodę w podejmowaniu decyzji. Na transfer zdecydowałem się niemal natychmiast.

Opalenica, Brzesko, Nieciecza - twoja droga do ekstraklasy wiodła przez małe miejscowości.

- Z rodzinnej Muszyny wyjechałem w wieku 15 lat. Dostałem wtedy zaproszenie na testy do nieistniejącej już akademii Remes Opalenica. Chociaż tata nie był przekonany do mojego wyjazdu, to po namowach mamy w końcu się zgodził. I nie żałował. Zaczęło się od obozu w Niemczech, po którym na stałe zostałem w akademii. Przez pobyt w Opalenicy stałem się nie tylko lepszym zawodnikiem, ale też bardziej samodzielnym człowiekiem. Znajdowałem się 600 kilometrów od domu, więc szybko musiałem nauczyć się życia. Potem też wszystko poszło szybko. Po półtora roku trafiłem do Okocimskiego Brzesko, a po kolejnych dwóch sezonach zostałem piłkarzem Termaliki.

Rok temu mówiłeś, że w Termalice, w której grałeś cztery lata, zasiedziałeś się o rok za długo. A teraz po ledwie 12 miesiącach znów zmieniasz klub.

- Nie spodziewałem się tego. Ale nie uważam, by działo się to za szybko. Krok po kroku wszystko idzie w dobrym kierunku i ja w każdym kolejnym ruchu widzę odpowiednią harmonię. To nie była pochopna decyzja.

Rok spędzony w Pogoni pozwolił ci okrzepnąć w ekstraklasie na tyle, by teraz regularnie grać w Legii?

- To się okaże. Po zakończeniu zeszłego sezonu stwierdziłem, że czwarty rok w Termalice i wywalczenie awansu do ekstraklasy dały mi bardzo dużo. Kiedy zaczynałem grać w Pogoni nie przeżyłem żadnego szoku związanego ze zmianą poziomu rozgrywek. Liga mnie nie przerosła, grałem dobrze i czułem, że jestem gotowy na kolejne wyzwanie.

Oferta z Legii była z tych nie do odrzucenia czy bardziej obawiałeś się, by znów nie zasiedzieć się w jednym miejscu?

- Legia to Legia, jej się nie odmawia. To najlepszy klub w Polsce, który dodatkowo zagra w Lidze Mistrzów. W kraju nie da się trafić lepiej. Dla mnie to kolejny krok naprzód, ale wierzę, że nie ostatni.

Co potem - wyjazd za granicę?

- Tak, to moje marzenie.

Chciałbyś trafić do jakiegoś konkretnego zespołu?

- Nie. Nie mam nawet ulubionej ligi. Anglia, Niemcy, Włochy, Hiszpania... Dla mnie to nie ma znaczenia. Wszędzie tam gra się w piłkę na absolutnie najwyższym poziomie.

Wyobrażasz sobie miejsce, w którym będziesz za kolejne dwa lata?

- Nie wybiegam aż tak daleko w przyszłość. Bardzo chciałbym otrzymać kiedyś powołanie do reprezentacji Polski, ale na razie staram się o tym nie myśleć. Teraz najważniejsza jest Legia i to, by jak najszybciej wkomponować się w drużynę. W przeszłości kilku wyróżniających się piłkarzy w polskiej lidze nie poradziło sobie w Warszawie. Dlatego zachowuję spokój. Jestem cierpliwym człowiekiem i wiem, że jeśli będę ciężko pracował, to kolejne efekty przyjdą w odpowiednim czasie.

Pierwsze wrażenia z pobytu w Legii?

- Mam za sobą raptem kilka treningów, ale jestem pewien, że się tu rozwinę. Legia to kompletnie inna półka, chociażby ze względu na organizację czy liczebność sztabu szkoleniowego. Mogę zażartować, że jestem tutaj skazany na rozwój.

Zdążyłeś porozmawiać z Besnikiem Hasim na temat swojej roli w zespole?

- Jeszcze nie.

W wywiadzie dla "Weszło.com" przyznałeś, że masz problem z komunikacją w języku angielskim.

- Ciągle muszę się go uczyć. Rozumiem, co się do mnie mówi w tym języku, ale mam jeszcze kłopoty z mówieniem. Jak już załatwię wszystkie formalności związane z przeprowadzką, to na pewno zapiszę się na kurs.

W Legii o miejsce w składzie prawdopodobnie będziesz rywalizował z Maciejem Dąbrowskim i Jakubem Rzeźniczakiem. Nie obawiasz się, że ze względu na wzrost [Czerwiński mierzy 183 cm], Hasi nie będzie widział cię w pierwszym składzie obok Michała Pazdana?

- No cóż, podobnie jak Michał, już raczej nie urosnę, dlatego niespecjalnie się tym przejmuję. Sądzę, że możemy grać razem, ale tu decyzja należy do trenera.

Na co stać Legię w Lidze Mistrzów?

- W grupie trafiliśmy Real i Borussię, czyli dwie potęgi i jeden bardzo dobry zespół, czyli Sporting. Trudno powiedzieć, co uda nam się ugrać na boisku, ale na pewno każdy z nas zostawi na nim serce. To przecież spełnienie naszych marzeń.

Więcej o: