Legia pod wysokim napięciem. Hasi: Porażka w Zabrzu nie wyrządziła nam żadnej szkody

- Awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów będzie dla nas czymś niezwykłym - mówi trener Besnik Hasi. Zanim jednak poleci z drużyną do Dublina na mecz z FC Dundalk, w sobotę zmierzy się z Górnikiem Łęczna.
Legia nie tylko zawodzi w lidze (wygrała tylko jeden mecz od początku sezonu), ale też zawiodła w Pucharze Polski, gdzie odpadła już w 1/16 finału (w środę przegrała 2:3 z Górnikiem Zabrze). Atmosfera na Łazienkowskiej gęstnieje. Na Twitterze złości się prezes Bogusław Leśnodorski, który po ostatniej porażce w Zabrzu napisał tak: "Uważam, że ten mecz to moja wina, byłem w wielu sprawach za "miękki" i jestem na siebie wściekły".

- Prezes jest szefem i może pisać, co chce - odparł na piątkowej konferencji Hasi. Chwilę potem się zamyślił i dopiero mówił dalej: - Jestem pewien, że prezes ma na celu wyłącznie dobro naszego klubu. Mamy szansę na awans do Ligi Mistrzów i to jest dla niego najważniejsze. Jednak to ja jestem trenerem, dlatego pamiętajcie o tym, że gdybym w Zabrzu wystawił drugi skład i byśmy odpadli, to cała krytyka spadłaby na mnie.

Ale Hasi i tak nie uniknął krytyki. Z Górnikiem wystawił mocny skład. I już nawet mniejsza o to, że ten nie poradził sobie w tym meczu. Znacznie ważniejsze jest to, że takim ruchem naraził drużynę na stratę sił. Na kilka dni przed arcyważnym meczem w IV rundzie kwalifikacji Ligi Mistrzów z FC Dundalk tacy piłkarze jak Nemanja Nikolić czy przede wszystkim Tomasz Jodłowiec, który po Euro 2016 wyraźnie potrzebuje odpoczynku, byli zmuszeni biegać aż 120 minut, bo Górnik pokonał Legię dopiero w dogrywce.

- Rozumiem rozczarowanie prezesa, ale zwróćcie uwagę, że w Zabrzu nie grali przecież Malarz, Kopczyński, Pazdan, Hloušek, a Moulin wszedł w dogrywce - mówił w piątek Hasi i zapewniał, że nie ma żadnych obaw, jeśli chodzi o formę fizyczną swoich piłkarzy. - Najważniejsze, że w tym meczu obyło się bez kontuzji. Teraz mamy kolejne spotkanie z Górnikiem Łęczna, w którym to też będzie bardzo istotne. Czy potraktuję sobotni mecz ulgowo? Nie, chcę wygrywać każde spotkanie. Zrobię pewnie kilka zmian w składzie, ale jeśli nawet cztery dni później w Dublinie szansę dostaną ode mnie ci sami piłkarze, to nie widzę w tym problemu. Cztery dni to odpowiedni czas, żeby się zregenerować i być w pełni sił - stwierdził Hasi.

Choć jego konferencja miała dotyczyć sobotniego meczu z Górnikiem Łęczna, to pytania o to spotkanie nie padały. I w sumie nikogo to nie powinno dziwić. Każdy, kto choć trochę interesuje się tym, co dzieje się w Legii, wie, że od początku sezonu priorytetem są eliminacje do Ligi Mistrzów. To im zostało podporządkowane wszystko na Łazienkowskiej.

Oba spotkania z Górnikami to tylko przystawka przed dwumeczem z mistrzem Irlandii. Dlatego wynik w Lublinie (tu Górnik Łęczna rozgrywa ligowe mecze) nie będzie mieć aż tak dużego znaczenia. Legia i tak będzie podpięta pod wysokie napięcie aż do 23 sierpnia, czyli rewanżowego meczu z Dundalk, który zadecyduje o awansie do Ligi Mistrzów.

- Prasa przedstawia Irlandczyków jako zespół dużo gorszy, niż jest w rzeczywistości, ale my mamy własne przemyślenia. Widzieliśmy na żywo ostatni mecz Dundalk, był tam nasz wysłannik. Obejrzałem też ich oba mecze z BATE Borysów i wiem, że to poukładana drużyna. Dobrze zorganizowana przede wszystkich w środku pola i mająca napastnika, który strzela gola za golem - przyznał Hasi.

Choć jego Legia zawodzi w lidze, to w klubie wszyscy są świadomi, że to może być najlepszy sezon od lat. - Awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów będzie dla nas czymś niezwykłym. Jesteśmy na niego gotowi. Zapewniam, że porażka w Zabrzu mojej drużynie nie wyrządziła żadnej szkody psychologicznej - zakończył konferencję Hasi.