Sport.pl

Arkadiusz Malarz: Nie podniecam się, że trafiliśmy na FC Dundalk [ROZMOWA]

- Na tym etapie nie ma już słabych drużyn. Bez względu na to, z kim byśmy się mierzyli, czeka nas przynajmniej 180 minut walki, biegania, wręcz orania boiska - mówi Arkadiusz Malarz, 36-letni bramkarz Legii, która w IV rundzie eliminacji Ligi Mistrzów zagra z irlandzkim FC Dundalk.
Bartłomiej Kubiak: W IV rundzie eliminacji Ligi Mistrzów zagracie z irlandzkim FC Dundalk - lepiej trafić nie mogliście.

Arkadiusz Malarz: To się okaże. Ja w dary od losu nie wierzę. OK, fajnie, że w IV rundzie byliśmy rozstawieni, bo chyba nigdy wcześniej nikomu to nie udało, ale z wylosowania Dundalk się nie cieszę. Nie podniecam się, że gramy z mistrzem Irlandii, a nie np. mistrzem Chorwacji czy Danii.

Wolałbyś zagrać z kimś innym?

- To nie o to chodzi. Po prostu na tym etapie nie ma już słabych drużyn. Bez względu na to, z kim byśmy się mierzyli, czeka nas przynajmniej 180 minut walki, biegania, wręcz orania boiska. W dwumeczu z Irlandczykami - tak samo jak w każdym innym - trzeba będzie wyjść i zrobić swoje. Ale po kolei: najpierw wygrajmy w niedzielę mecz z Piastem, a potem Górnikiem Zabrze i Górnikiem Łęczna.

Cztery mecze w europejskich pucharach i po każdym z nich jesteś, jeśli nie bohaterem, to przynajmniej jednym z najlepszych na boisku. O czym do świadczy?

- Podobne pytania słyszę ostatnio z każdej strony. I cały czas nie wiem, co odpowiedzieć. Nie robię nic nadzwyczajnego. Zupełnie tego tak nie postrzegam. Mówienie, że jestem bohaterem to nadużycie.

To kto nim jest, jak nie ty?

- Na pochwałę zasłużyliśmy wszyscy, cała drużyna. Konsekwentnie wykonywaliśmy zadania nakreślone przez trenera. Może nasza gra w obu meczach z Trencinem nie wyglądała ładnie, ale liczy się efekt, czyli to, że gramy dalej. A wracając do tytułu bohatera, to ja nie uznaję takich wyróżnień. Tym bardziej dla bramkarzy, którzy są jedynie od tego, żeby pomóc. I ja cieszę się, że pomagam. Że rywale w eliminacjach LM kilka razy trafili we mnie piłką i ta nie wpadała do siatki.

Skromnie oceniasz swoje dokonania.

- Przecież nie zrobiłem w tych meczach nic nadzwyczajnego, żeby teraz czuć się wyjątkowo, wywyższać się. Pracuję sumiennie jak wszyscy i wydaje mi się, że na boisku widać drużynę, a nie indywidualności. Tworzymy monolit, i to jest fajne. Buduje. Daje nam siłę, by w każdym meczu grać jak najlepiej.

Pod koniec rewanżowego meczu z Trencinem, to jednak twoje nazwisko kibice skandowali na trybunach.

- Tak, słyszałem to. Już drugi raz. Pierwszy pod koniec poprzedniego sezonu, bodaj na meczu z Pogonią Szczecin, tuż po finale Pucharu Polski. A czym sobie zasłużyłem? Nie wiem, naprawdę nie wiem. Ale bardzo kibicom za to dziękuję. To coś niesamowitego. Ciarki na plecach, dosłownie.

Coraz więcej spekuluje się, że niebawem odejdzie od was Michał Pazdan. Defensywa Legii bez niego się rozsypie?

- Przepraszam, ale gdzie niby ma odejść? Nic mi o tym nie wiadomo. Nie żegnał się z nami. Nawet nie zapytał, czy może odejść, więc o czym my mówimy? Ale już tak poważnie, to nic dziwnego, że Michałem interesują się zagraniczne kluby - jest w formie, wciąż wygląda jak na mistrzostwach Europy. Mam jednak nadzieję, że zostanie z nami.

Denerwuje cię to, jak ktoś wypomina ci wiek albo kiedy mówią, że grasz w Legii tylko dlatego, że jesteś kumplem Michała Żewłakowa?

- Najbardziej mnie boli, gdy wypomina mi się wiek. A Gianluigi Buffon? Chcę grać, dopóki zdrowie pozwoli i będę czuł się dobrze. Robię swoje, zasuwam na treningach i chyba to jest kluczem. Na pewno popłaca. A kumplostwa z "Żewłakiem" się nie wypieram. Znamy się od wielu lat i byłbym najgorszą świnią, gdybym wyparł się przyjaciela. Michał i Marcin Żewłakowowie są dla mnie jak bracia. Ale to nie jest tak, że ściągnęli sobie do klubu koleżkę, by mieć go pod ręką. Swoją przydatność muszę potwierdzać na boisku. Nic za darmo nie dostałem. Jeśli ktoś uważa inaczej, to jest w dużym błędzie.

Skoro dobrze się znacie, to pewnie wiesz, jakie będą jeszcze transfery do Legii?

- Ostatnio zbyt często ze sobą rozmawiamy. To znaczy Michał wpadł do nas do szatni po rewanżu z Trencinem, ale nic mi na ten temat nie powiedział.

Besnik Hasi mówi, że wasza forma rośnie z każdym meczem. Na razie tego nie widać.

- Być może na meczach jeszcze tego nie widzicie, ale uwierz mi, z każdym dniem na treningach jest postęp. Każdy z nas czuje się lepiej fizycznie i psychicznie. Wykonaliśmy plan minimum - mamy fazę grupową Ligi Europy. Ale stać nas na to, by zrobić jeszcze więcej. Myślę, że ta wymarzona Liga Mistrzów jest zasięgu. Trzeba powalczyć i my to zrobimy.



Więcej o:
Komentarze (2)
Arkadiusz Malarz: Nie podniecam się, że trafiliśmy na FC Dundalk [ROZMOWA]
Zaloguj się
  • pan_mamon

    Oceniono 1 raz 1

    Spokojnie, awans jest najprostszy z możliwych. W tym momencie ranking extraklasy pójdzie w górę - co ułatwia awans za rok nie tylko znienawidzonej przez was Legii ale i waszym klubom. Poza tym trzeba być skończoną idiotą by w pucharach nie kibicować przedstawicielom swojego kraju. Więc zanim zaczniecie płodzić gorzkie żale to pomyślcie o rankingu. Ja jako kibic Legii gdy w pucharach grał Lech, Widzew czy Śląsk albo Wisła - ZAWSZE im kibicowałem, mimo, że na krajowym podwórku możemy za sobą delikatnie mówiąc 'nie przepadać' :)

  • gitarkatania

    Oceniono 1 raz 1

    Dobrze Pan mówisz i dobrze Pan bronisz. Obyś z Irlandczykami za dużo tego bronienia nie miał.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX