Legia bez Dudy i Guilherme. Wielka szansa Hämäläinena

Kontuzja Guilherme i sprzedaż Ondreja Dudy sprawiają, że Fin może wreszcie urosnąć do roli kluczowego piłkarza Legii Warszawa.
Kasper Hämäläinen był bohaterem największego i najgłośniejszego transferu w zimowym okienku w ekstraklasie. Wraz z końcem 2015 r. wygasł jego kontrakt z Lechem Poznań, a on sam zapowiedział, że w innym polskim klubie już nie zagra. Mimo zagranicznych ofert 30-latka ostatecznie skusiły jednak zarobki na poziomie 400 tys. euro rocznie. 8 stycznia Fin wylądował na Okęciu i podpisał z Legią 3,5-letnią umowę.

W klubie z Łazienkowskiej Hämäläinen miał być gwiazdą, a przykleiła się do niego łatka luksusowego rezerwowego. W rundzie wiosennej pomocnik wystąpił w 11 meczach ligowych (tylko trzy razy od pierwszej minuty), zdobył w nich trzy bramki. Na pierwszego gola czekał aż do 22 kwietnia, kiedy wpisał się na listę strzelców w meczu z Cracovią (4:0). W aklimatyzacji w Legii przeszkadzały mu kontuzje, z którymi regularnie zmagał się od obozu przygotowawczego na Malcie.

- To było strasznie męczące, zwłaszcza psychicznie. To był trudny czas, bardzo trudny. Chciałem dawać z siebie wszystko, poprawiać formę fizyczną, uczyć się nowej taktyki od trenera Stanisława Czerczesowa, ale nie mogłem, bo wciąż coś mi dolegało - mówił w kwietniu Hämäläinen.

Pod koniec sezonu wydawało się, że Fin wreszcie zaczyna stabilizować swoją pozycję w Legii. Trzy ostatnie mecze z Piastem (4:0), Lechią (0:2) i Pogonią (3:0) zaczął w podstawowej jedenastce, zdobył dwie bramki. Besnik Hasi widział w 30-latku ważne ogniwo w swojej układance, jednak wtedy Hämäläinen znowu nabawił się kontuzji. W trakcie przygotowań w Austrii pomocnik doznał urazu stawu skokowego, który wyłączył go z gry na ponad dwa tygodnie.

Kłopoty zdrowotne nie były jednak jedynym problemem Fina w Warszawie. Wiosną w drugiej linii Czerczesow wyżej cenił sobie umiejętności Guilherme i Ondreja Dudy, w ataku obok Nemanji Nikolicia stawiał na Aleksandara Prijovicia. Hämäläinen musiał nie tylko się leczyć, ale także czekać na zmianę decyzji trenera. Teraz wszystko wskazuje na to, że przed legionistą otwiera się wielka szansa na urośnięcie do pozycji jednego z liderów zespołu.

Co do tego, że Fin wciąż należy do czołówki najlepszych piłkarzy w ekstraklasie, wątpliwości nie ma. Swoją okazję pomocnik zawdzięcza też jednak kilku innym okolicznościom. Z powodu kontuzji barku przez blisko trzy miesiące pauzować będzie Guilherme, a Duda jest już zawodnikiem Herthy Berlin. Hasi, w przeciwieństwie do Czerczesowa, preferuje ustawienie z jednym napastnikiem, co przy skutecznym Nikoliciu marginalizuje rolę Prijovicia.

Hämäläinen, którego Czerczesow wiosną ustawiał na skrzydle lub w ataku, wreszcie może doczekać się szansy na swojej ulubionej pozycji - ofensywnego pomocnika. To właśnie tam grał najlepiej w Lechu, tam zagrał też we wtorek przeciwko Zrinjskiemu Mostar (2:0), kiedy zastąpił Guilherme. Ale chociaż Fin w starciu z Bośniakami zaliczył asystę przy drugim golu Nikolicia, to swoją postawą nie zachwycił.

Hämäläinen, zwłaszcza w pierwszej połowie, grał przeciętnie. Na boisku widać było, że między nim a Thibault Moulinem i Tomaszem Jodłowcem nie ma jeszcze zrozumienia. Gra Legii była szarpana, momentami bardzo niedokładna. Głównym zadaniem Hasiego na najbliższe dni będzie zgranie tej trójki, bo innych opcji w drugiej linii Albańczyk już nie ma. Generalnym sprawdzianem przed meczem z Trenczynem w III rundzie eliminacji Ligi Mistrzów będzie sobotnie spotkanie ligowe ze Śląskiem Wrocław (początek o 20.30).

- Jeśli tylko Hämäläinenowi nie będą przeszkadzały kolejne kontuzje, to na pewno będzie to bardzo ważny zawodnik w naszym zespole. Fin od ponad tygodnia trenuje z pełnym obciążeniem i mam nadzieję, że w kolejnych meczach będę mógł na niego liczyć - powiedział Hasi na piątkowej konferencji prasowej.

Trener Legii dał jasny sygnał, że przed byłym zawodnikiem Lecha otwiera się w Legii wielka szansa. Jeśli któryś z rezerwowych dotychczas piłkarzy może dać mistrzom Polski oczekiwaną jakość, to bez wątpienia jest nim właśnie Fin. O ile nie dozna kolejnego urazu.