Stanisław Czerczesow pożegnał Legię z klasą [KOMENTARZ]

We wtorek Stanisław Czerczesow przy Łazienkowskiej odegrał niezwykłe przedstawienie, ale przy tym zachował się bardzo profesjonalnie - pisze Konrad Ferszter z Legia.sport.pl.
Czerczesow już w pierwszych słowach dał jasno do zrozumienia, po co przyjechał do Warszawy i dlaczego zależało mu na zwołaniu konferencji. Chciał pożegnać się z klasą. Zaprzeczając łatce buca, którą wielu mu w ostatnich miesiącach przypinało. Trener mógł powiedzieć wszystko. Mógł skrytykować zarząd, roztrząsać różnice w wizji prowadzenia klubu, prać brudy. Zamiast tego były jednak podziękowania dla właścicieli, pracowników i dziennikarzy.

Rosjaninowi nie wystarczył oficjalny komunikat klubu w internecie. Mówił, że nie przywykł do takich obyczajów. Chciał jeszcze raz spotkać się z ludźmi, z którymi współpracował przez ostatnich osiem miesięcy, i osobiście im podziękować. To Polsce faktycznie rzecz niespotykana, co tylko nakazuje zastanowić się właścicielom klubów nad formą rozstań z trenerami.

Oskarżany często o chamstwo Czerczesow dał we wtorek przykład kultury. I był przy tym sobą, bo spotkanie miało groteskową formę. Było czytanie z kartki, uśmiechy, przytulanie Żewłakowa i przybijanie z nim piątek. Było też machanie rękami oraz na pozór groźne miny, które Rosjanin uwielbia.

Właśnie z uwagi na tę nową jakość we współpracy z mediami będzie mi Czerczesowa w Polsce brakowało. Bo choć bywał też szorstki, to miało to swój urok, granic nie przekraczał. We wtorek też.