W piątek koniec sagi z nowym trenerem Legii. Besnik Hasi poprowadzi mistrzów Polski

W piątek mistrzowie Polski oficjalnie ogłoszą następcę Stanisława Czerczesowa na stanowisku trenera pierwszego zespołu. Nowym szkoleniowcem warszawian zostanie Albańczyk Besnik Hasi.
W środę Legia potwierdziła, że po ośmiu miesiącach współpracy nie przedłuży kontraktu z Czerczesowem. Rosjanin pracował przy Łazienkowskiej od października zeszłego roku. Z zespołem wywalczył mistrzostwo i Puchar Polski na stulecie klubu. - Jeśli chodzi o plany dalszego rozwoju całego klubu, a nie tylko pierwszego zespołu, z czasem okazało się, że mamy odmienne wizje. To normalna rzecz w profesjonalnym futbolu. Rozstajemy się w zgodzie i wzajemnym szacunku - taką wypowiedź Bogusława Leśnodorskiego zamieścił oficjalny portal mistrza Polski.

W środę przy Łazienkowskiej obecny był już Hasi. Zwolniony przed tygodniem z RSC Anderlechtu Albańczyk zwiedził stadion i dopinał szczegóły dwuletniej umowy. W piątek 45-letni szkoleniowiec zostanie zaprezentowany jako nowy trener Legii. Pierwszy trening pod wodzą nowego opiekuna legioniści odbędą najprawdopodobniej w czwartek, a dzień później wyjadą na zgrupowanie do oddalonej o 70 km od Warszawy Warki.

Hasi jako środkowy obrońca lub defensywny pomocnik grał w Anderlechcie przez sześć sezonów od 2000 r. - w sumie 107 meczów. Strzelił jednego gola. W latach 2002-2006 był klubowym kolegą Michała Żewłakowa. Wspólnie świętowali dwa mistrzostwa Belgii. Hasi karierę zakończył w 2008 r. w barwach Cercle Brugge i od razu wrócił do Brukseli, gdzie został asystentem Ariela Jacobsa. W 2010 i 2012 r. w tej roli świętował tytuł mistrza Belgii.

W 2012 r. został w sztabie nowego trenera Anderlechtu Johna van den Broma. Obronili mistrzostwo Belgii w 2013 r., a po odejściu van den Broma do AZ Alkmaar w marcu 2014 r. Hasi dociągnął drużynę do tytułu. Latem dostał propozycję z Realu Sociedad, ale podpisał nową umowę z Anderlechtem. I wtedy nie sprostał już oczekiwaniom. Kolejne sezony kończył na trzecim i drugim miejscu. W klubie uznano to za porażkę.