Dariusz Mioduski: Martwi mnie trend, w którym za bardzo idziemy w stronę ultrasowską

- Kibice Legii zawsze cechowali się inteligentnymi przyśpiewkami i docinkami - z tego byli słynni. Powinniśmy wrócić do tych tradycji. Warto pokazywać własną klasę - mówi w wywiadzie z serwisem Legia.Net większościowy właściciel Legii Dariusz Mioduski.
Mioduski w udzielonym wywiadzie porusza wiele wątków. Większościowy właściciel mistrza Polski odnosi się m.in. do kibiców, którzy w ostatnich miesiącach zapełniali stadion przy Łazienkowskiej do ostatniego miejsca oraz rozwijającej się mody na Legię.

- Legia ma być pożądanym produktem. Obecność i partycypacja w dniu meczowym ma być przywilejem. Za tym musi iść wynik sportowy i odpowiednia atmosfera. Muszę przyznać, że trochę martwi mnie trend, w którym za bardzo idziemy w stronę ultrasowską. Pirotechnika zaczyna czasem mieć wymiar przeszkadzający pozostałym kibicom. Atmosfera jest fajna, ale np. ostatnio dym w naszych barwach nieźle wyglądał, ale po chwili mecz został przerwany, dym zaczął gryźć w oczy i gardło. Widziałem po twarzach ludzi mieszane emocje. Trzeba się zastanowić, czemu to ma służyć. Potrzebny jest umiar - mówi Mioduski.

I dodaje: - Nie chodziłem jako dziecko na Legię, bo nie mieszkałem w Warszawie. Jednak odkąd od 20 lat zacząłem chodzić na Łazienkowską, to jedna rzecz zawsze wyróżniała nasz doping. Co? Lekkość i dowcip. Nawet jeśli śmiano się z rywala, to bardziej na zasadzie szydzenia. Nie było tyle rzucania mięsem. To poniżej naszej godności. Jesteśmy Legią Warszawa i strasznie mi to przeszkadza. Tym bardziej mnie dziwi, gdy obrażamy kluby z trzeciej czy czwartej ligi. Kibice Legii zawsze cechowali się inteligentnymi przyśpiewkami i docinkami - z tego byli słynni. Powinniśmy wrócić do tych tradycji. Warto pokazywać własną klasę. Szczycimy się, że jesteśmy największym i najlepszym klubem w Polsce. "Żyleta" zawsze żyje przez cały mecz, ale może to robić tak, jak kiedyś - z większą klasą.

Jeden z trzech właścicieli opowiedział także o planach w związku z powstającą w Grodzisku Mazowieckim klubową akademią. Mioduski nie zgodził się ze słowami Stanisława Czerczesowa, który niedługo po przyjściu do Legii, obecny format akademii nazwał "przedszkolem".

- Uważam, że taka opinia nie jest sprawiedliwa. Jestem świadomy, że mamy wiele do zrobienia, że wszystko powinno być lepsze, niż jest obecnie. Ale wciąż mamy jedną z najlepszych akademii w Polsce i mimo ograniczeń infrastrukturalnych mamy swoje osiągnięcia. Wystarczy spojrzeć ilu chłopaków, którzy grali w naszej akademii, obecnie jest w ekstraklasie, II i I lidze. To z czym mamy problem, to by nie iść w ilość, ale w jakość. Na tym będę chciał się skupić. Nam nie potrzeba co roku 10 wychowanków, ale dwóch, za to takich, którzy będą w stanie rywalizować z doświadczonymi już zawodnikami i walczyć o miejsce w pierwszej jedenastce. Aby to osiągnąć, musi się podnieść całkowita jakość szkolenia. By pojawiały się utalentowane jednostki, trzeba młodzież dobrze prowadzić i szkolić. Cel jest taki by co roku 1-2 graczy dołączało do pierwszego zespołu, zaś kilku szło na wypożyczenia i tam się rozwijało - mówi Mioduski.

- Dlaczego nie jest tak teraz? Powodów jest wiele, ale główne są dwa. Jednym z nich jest ośrodek czyli infrastruktura i nad tym pracujemy. Dziś w piłce trening indywidualny jest kluczem. Trenerzy muszą indywidualnie koncentrować się na zawodnikach już w młodym wieku. Młodzi ludzie muszą mieć zapewnione miejsce i czas by się szkolić. A trenerzy muszą mieć możliwość poświęcenia odpowiednio dużej uwagi na ich rozwój. Dlatego ośrodek jest kluczem i koniecznością. Póki nie powstanie, zawsze będziemy mieli jakieś ograniczenia. Drugim powodem są kwestie systemowe. Musimy podnieść jakość szkolenia, kadry szkoleniowej, ludzi ze skautingu itd. Trzeba zastanowić się nad treningami i sposobami trenowania. Zastosować technologie znane z Europy, które pomogą młodym ludziom w rozwoju. Wiele rzeczy już robimy nieźle, ale jeszcze nie najlepiej.

I kończy: - Będziemy przez najbliższe dwa lata wdrażali różne procedury ale też ustalali jakich zawodników chcemy szkolić, jak do tego dążyć. Potem trzeba będzie ustalić skład zarządczy czyli taki, który będzie tym wszystkim kierować. Z ośrodkiem chcemy ruszyć pod koniec 2018 roku i wtedy musimy już mieć konkretny system i gotowe rozwiązania.