Ondrej Duda: Dublet cieszy, ale indywidualnie zawiodłem [ROZMOWA]

- Przed sezonem zakładałem, że strzelę więcej goli i będę miał też więcej asyst. W przyszłym sezonie muszę dawać zespołowi więcej. Stać mnie na to - mówi pomocnik Legii Warszawa Ondrej Duda.
Konrad Ferszter: Czujecie ulgę, że sezon się skończył? W tym roku, z uwagi na stulecie klubu, presja była jeszcze większa niż zwykle.

Ondrej Duda: Przede wszystkim jesteśmy bardzo szczęśliwi, że udało nam się sprostać wymaganiom kibiców i kierownictwa klubu. Od samego początku zdawaliśmy sobie sprawę z tego czego się od nas oczekuje i muszę przyznać, że kosztowało nas to sporo stresu. Legia to wielki klub, gdzie presja jest zawsze, ale miniony sezon był wyjątkowy. Czujemy ulgę, ale też dumę, że zdobyliśmy dublet i w najważniejszym sezonie od 100 lat zapisaliśmy się w historii klubu. To wspaniałe uczucie.

Jak smakuje dublet?

- W niedzielę, zaraz po meczu, trener mówił, że nie miał jeszcze czasu o tym pomyśleć i podobnie jest z nami. Do mnie to wszystko jeszcze nie dotarło. Na razie był czas na świętowanie, a głębsze refleksje przyjdą pewnie za kilka dni.

Jak świętowaliście sukces?

- Bawiliśmy się bardzo dobrze i bardzo długo, potrzebowaliśmy tego. Przez cały sezon skumulowało się w nas dużo stresu oraz nerwów i wreszcie mogliśmy dać temu upust. Nikt nie wyobrażał sobie, żeby po mistrzostwie zabrakło imprezy. Jesteśmy bardzo zżytym zespołem, więc śmiechu było co niemiara.

Przejazd autokarem przez Warszawę zrobił na tobie szczególne wrażenie?

- To było wspaniałe! Na początku kręciłem filmy telefonem na pamiątkę, ale atmosfera była tak znakomita, że schowałem go do kieszeni, żeby przeżywać na własne oczy to co się dzieje. Widziałem, że w całej Europie odbywają się podobne przejazdy, ale nigdzie nie zauważyłem takiego jak w Warszawie. Śpiewy, race, starówka - wszystko to wywarło na mnie ogromne wrażenie.

Jaki był najtrudniejszy moment tego sezonu?

- Niełatwo jest wskazać jeden konkretny, bo rozgrywki były wyjątkowo długie i intensywne, a trudnych momentów było kilka. W każdym z nich pokazaliśmy jednak, że jesteśmy drużyną i umiemy radzić sobie z presją i kryzysami.

Dublet musi cieszyć, ale Legia ma też sporo braków, co pokazały wiosenne mecze z Termalicą, Zagłębiem i Lechią.

- Zdajemy sobie sprawę z tego, że w niektórych momentach zawodziliśmy kibiców. Z drugiej jednak strony nie jesteśmy i nie będziemy Arsenalem, który w sezonie 2003/04 nie przegrał meczu w lidze, a jego seria bez porażki wyniosła łącznie 49 spotkań. Staraliśmy się grać ofensywnie, co często skutkowało naszymi błędami, albo kontratakami rywali. To pokazuje, że mamy jeszcze nad czym pracować.

Jak podsumowałbyś sezon w swoim wykonaniu?

- Na pewno nie należał do najlepszych i zdaję sobie sprawę z tego, że zawiodłem. Podwójna korona bardzo cieszy, ale przed sezonem zakładałem, że strzelę więcej goli i będę miał też więcej asyst. Teraz mógłbym tłumaczyć, że przeszkodziły mi kontuzje i inne rzeczy, ale to bez znaczenia. W przyszłym sezonie muszę dawać zespołowi więcej. Stać mnie na to.

Jak wpłynął na ciebie niedoszły transfer do Interu Mediolan?

- Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie miało wpływu na moją postawę. Nigdy nie miałem problemu z motywacją do gry dla Legii, ale moim błędem było to, że czytałem wszystkie komentarze na swój temat. Media widziały mnie we Włoszech, nawet wtedy, gdy jeszcze nic nie było pewne. Wiele rzeczy brałem mocno do siebie. Jestem tylko człowiekiem, popełniłem sporo błędów, ale temat transferu już zamknąłem. Przestałem czytać co się o mnie pisze, koncentruję się tylko na grze, chcę zostać w Legii i znowu być jej liderem.

Przyzwyczaiłeś się już do nowej pozycji, na której widzi cię Stanisław Czerczesow?

- Na skrzydle nie czuję się jeszcze równie komfortowo, jak na pozycji ofensywnego pomocnika. Trener wymaga ode mnie innych rzeczy, chce żebym się rozwijał, ale potrzebuję jeszcze czasu, by się zaadaptować.

Jak oceniasz szanse Legii na awans do Ligi Mistrzów, co jest kolejnym celem klubu na stulecie.

- Sporo będzie zależało od losowania, ale myślę, że mamy duże szanse. Dwa lata temu pokazaliśmy, że jesteśmy w stanie bić się z teoretycznie silniejszymi rywalami. Kiedy pokonaliśmy Celtic czuliśmy, że to jest ten moment, kiedy uda nam się wedrzeć do europejskiej elity. Szkoda, że to się nie udało. Byliśmy wtedy naprawdę silni piłkarsko i mocno podbudowani psychicznie. Teraz jest podobnie.

Która Legia jest silniejsza - obecna czy ta sprzed dwóch lat?

- Bardzo trudno odpowiedzieć na to pytanie, bo teraz gramy inaczej. Jedna i druga drużyna miała i ma moc, ale o jej sile stanowią już inni piłkarze, co wymusiło też zmiany w stylu. Uważam, że na takie porównania przyjdzie czas po tym, jak zagramy w europejskich pucharach.

Przed tobą wyjątkowo krótkie wakacje. Kiedy część piłkarzy będzie odpoczywała, ty będziesz na Euro.

- Ale to bardzo dobry i miły problem! Kocham to co robię, mam szansę na wyjazd na wielki turniej, więc na pewno nie narzekam na krótki urlop. Nawet mam nadzieję, że on taki będzie, bo to oznaczałoby, że trener zabierze mnie do Francji. Pewnego miejsca w kadrze jeszcze nie mam.

Selekcjoner Ján Kozák zdaje się mocno w ciebie wierzyć.

- Widzę, że trener mi ufa i bardzo nie chciałbym go rozczarować. Na pewno nie jadę na zgrupowanie z myślą, że mam już w ręku bilet do Francji. Muszę na niego mocno zapracować, bo inni zawodnicy też chcą w tym turnieju uczestniczyć.

Jakie cele na Euro stawiają sobie Słowacy?

- Chcemy wyjść z grupy [Słowacy zagrają z Rosją, Walią i Anglią - red.], a potem zobaczymy. Czujemy, że stać nas na to, tego oczekuje selekcjoner i wszyscy kibice w naszym kraju. To plan minimum, a każdy kolejny awans uznamy za sukces.



Zdjęcie Nike Piłka nożna AG Duro Zdjęcie Nike Piłka nożna Strike LFP Zdjęcie NIKE Piłka nozna Club Team
Nike Piłka nożna AG Duro Nike Piłka nożna Strike LFP NIKE Piłka nozna Club Team
Sprawdź ceny » Sprawdź ceny » Sprawdź ceny »
źródło: Okazje.info