Czego Legia nie pozamiatała, pozamiata Piast?

- Gdybym miał oceniać formę z ostatnich tygodni, faworytem byłby Piast - mówi Kamil Kosowski o niedzielnym hicie ekstraklasy w Warszawie. W niedzielę o godz. 18. Legia zmierzy się z Piastem Gliwice.
Rozmowa z Kamilem Kosowskim, byłym reprezentantem Polski, ekspertem piłkarskim

DARIUSZ WOŁOWSKI: Od miesięcy powtarzamy, że Legia tytuł zdobyć musi. Że byłby to dla najbogatszego polskiego klubu koniec świata, gdyby na jego stulecie mistrzostwo Polski sprzątnął skromny zespół z Gliwic. I tylko piłkarze Radoslava Látala nie chcą tego przyjąć do wiadomości.

KAMIL KOSOWSKI: Piast gra ostatnio tak dobrze jak jesienią. Miał kryzys, ale od trzech tygodni to jest znów drużyna w szczycie formy fizycznej i psychicznej. Jestem pewien, że trenerzy Legii są zaniepokojeni, że przygotowują swoich graczy na ekstremalnie trudny pojedynek. W chwili, gdy drużyna Látala gra znów dobrze, Legia notuje zastanawiające wahania formy. Rozbiła Cracovię u siebie, by kilka dni później zagrać katastrofalnie w Lubinie. Zespół Czerczesowa wyglądał na zmęczony i zdezorganizowany. W zwycięskim finale Pucharu Polski z Lechem też błysku w drużynie z Warszawy nie widziałem. Ciekawe, którą twarz Legia pokaże w niedzielę?

Wyobraża pan sobie zwycięstwo Piasta przy Łazienkowskiej przed 27 tys. kibiców?

- A wyobrażał pan sobie, że Leicester zostanie mistrzem Anglii? Nie takie rzeczy widział świat futbolu. Ja mogę powiedzieć tyle, że Piast ma zespół zdolny do wszystkiego. Bywam w Gliwicach często, komentuję ich mecze. Zawsze grają tak samo, mają swój pomysł i nie oglądają się na przeciwnika. Przecież 13 grudnia w Warszawie zespół Látala prowadził grę i Legia ledwie wywalczyła remis. Gdyby mówić o odczuciach, Piast był aktywniejszy. Gracze z Gliwic przekonali się wtedy, że przy Łazienkowskiej są w stanie obronić swoje atuty. Że wcale nie jest ich mało. Poza tym psychicznie presja na nich jest niewielka.

Mówi pan, że Piast gra dobrze, a przecież do gry wraca jego najlepszy piłkarz Kamil Vacek.

- Vacek to indywidualność, kiedy go nie ma, druga linia Piasta gra zdecydowanie bardziej zespołowo. I to nie wychodzi mu na złe. Dlatego nie byłbym zszokowany, gdyby Vacek zaczął niedzielny mecz na ławce. Látal może postawić na pracę kolektywną, to, co tak dobrze działało, gdy czeski lider był zawieszony za czerwoną kartkę.

W Legii nie zagra Prijović, który złamał rękę. Przesunąłby pan do przodu Ondreja Dudę czy wystawił obok Nikolicia Kaspra Hämäläinena?

- Ja wystawiłbym Hämäläinena, to piłkarz głodny gry, który potrafi zdobywać bramki. Duda jest wciąż w średniej formie. Ale nie wiem, co zrobi trener Czerczesow. Nie ulega wątpliwości, że Legia mogła już tę ligę pozamiatać i tego nie zrobiła. Miała przewagę nad Piastem i ją straciła. Sama jest sobie winna. Ale dzięki temu czeka nas porywająca końcówka sezonu. Niedzielny mecz nie musi rozstrzygnąć o mistrzostwie, bo potem Legia jedzie do Gdańska, gdzie Lechia wszystkimi środkami będzie się bić o miejsce w pucharach. Piast ma bardziej przyjazne ostatnie kolejki z Ruchem i Zagłębiem.

Krótko mówiąc: nie wszystko przemawia za Legią?

- Od dawna powtarzamy, że największym rywalem Legii w walce o tytuł jest sama Legia. Ma dobrych piłkarzy, na każdej pozycji reprezentanci swoich krajów - każdy jest w stanie zrobić różnicę. Ale trudno dziś uznać, iż Piast ma tu niewiele do powiedzenia. Presja jest na Legii, po to sprowadzono Czerczesowa, inwestowano w kilku nowych graczy zimą, żeby tytuł wrócił do Warszawy. Ale Piast ma poważne piłkarskie atuty i nic do stracenia.



Piękniejsza strona ekstraklasy! Poznajcie dziewczynę napastnika Ruchu Chorzów!


Kto zostanie mistrzem Polski?