Legia zaczyna od bitwy z Lechem w Pucharze Polski. Potem musi wygrać wojnę

Najważniejsze dla Legii Warszawa jest mistrzostwo. Ale najpierw czeka ją finał Pucharu Polski z Lechem Poznań. Spotkanie rozegrane na Stadionie Nardowym rozpocznie się w poniedziałek o godz. 16. Relacja na żywo znajdziecie na Legia.sport.pl.
Wszystko albo mistrz. Legia grę o wszystko zaczyna w poniedziałek na Stadionie Narodowym. Jej rywalem w finale Pucharu Polski znowu będzie Lech. Rok temu Legia wygrała z nim 2:1, ale radość w Warszawie trwała krótko. Tydzień później Lech przyjechał na Łazienkowską, pokonał Legię 2:1 i strącił z pierwszego miejsca w tabeli, którego nie oddał jej do końca sezonu.

Teraz Lech tytułu Legii nie wyrwie - trzy kolejki przed końcem traci do niej 13 punktów. Ale wyrwać może go Piast, który w niedzielę wygrał z Lechią 2:1 i ma tyle samo punktów co Legia. W tabeli jest za nią, bo w takich przypadkach decyduje kolejność po rundzie zasadniczej.

Dziennikarze od kilku tygodni dopytują Czerczesowa o poprzedni sezon. Przypominają mu również ten sprzed czterech lat, kiedy Legia Macieja Skorży na samym finiszu straciła mistrzostwo.

- Czy moi piłkarze wytrzymają presję? A czy wyglądają na idiotów? - zbywa dziennikarzy Rosjanin. A na pytania o poprzednie lata, kiedy Legia traciła tytuły, odpowiada: - Nie ma sensu pytać mnie o przeszłość i przyszłość. Liczy się teraźniejszość.

Teraźniejszość to dzisiejsze starcie z Lechem. Ważne, ale nie najważniejsze. Najważniejsza jest ekstraklasa. Przy Łazienkowskiej nikt nie chce, wręcz sobie nie wyobraża, że można ją przegrać. - Na stulecie obchodzi nas tylko podwójna korona - mówił w programie "Cafe Futbol" Bogusław Leśnodorski.

Czerczesow i piłkarze od dawna mówią to samo, bo inaczej nie wypada. Ale to jasne, że liga jest dla nich ważniejsza niż puchar. W niej margines błędu niby jest większy (Legia z trzech ostatnich meczów musi wygrać z Piastem i Lechią albo Pogonią). Ale droga do celu wciąż daleka, wyboista. Napięcie rośnie. A do tego negatywnych emocji trochę przybywa, bo Legia gubi punkty. Z sześciu ostatnich meczów wygrała dwa. W piątek przegrała w Lubinie z Zagłębiem 0:2, rozgrywając najgorszy mecz za kadencji Czerczesowa.

Trener zachowuje jednak spokój. Wie, że po porażkach krzykiem niewiele osiągnie, dlatego pretensje do piłkarzy ma głównie po wygranych meczach.

O kryzysie można mówić, ale nie jest łatwo znaleźć jego przyczynę. Legioniści w każdy mecz wkładają wiele wysiłku. Nieustannie biegają, grają wysokim pressingiem i chcą przydusić każdego przeciwnika. To styl, który wypracował Czerczesow. - W ostatnich siedmiu miesiącach przepracowaliśmy tyle, ile w siedem lat - mówił w niedzielę Rosjanin, który na konferencję prasową przyszedł razem z obrońcą Jakubem Rzeźniczakiem i napastnikiem Nemanją Nikoliciem.

To jednak nie oni, ale właśnie trener Legii znowu mówił najwięcej. Zaczął od życzeń z okazji 1 Maja, a potem dalej żartował, był rozluźniony. - Mam wrażenie, że zadający pytania są bardziej zestresowani niż ja - śmiał się Czerczesow, pokazywał "eLkę" do dziennikarzy.

O samym meczu mówił ogólnie: "Gra mistrz Polski ze zdobywcą Pucharu Polski, więc to mówi samo za siebie". Albo to, co zwykle: "Czy czujemy presję przed meczem z Lechem, bo obchodzimy 100-lecie klubu? A czy jakby Legia obchodziła 97-lecie, to byście nie oczekiwali od niej wygranej w pucharze i mistrzostwa?". I po raz kolejny podkreślił, że to z nim Legia odrobiła 10 punktów straty do Piasta.

- Wiadomo, że to finał, więc wszyscy są gotowi, chcą grać - tłumaczył też Czerczesow brak problemów zdrowotnych, jakby go przewidział. W poniedziałek wystawi najmocniejszy skład. Od pierwszej minuty powinni zagrać leczący ostatnio urazy Tomasz Jodłowiec i Michał Pazdan.

Żadna inna polska drużyna nie sięgała po PP częściej niż Legia. W powojennej historii rozgrywek (od 1951 roku) warszawiacy unosili go aż 17 razy (drugi Górnik ledwie sześć). Teraz chcą go podnieść po raz kolejny. Jeśli się nie uda - atmosfera przyjemna nie będzie. Ale bilans zysków i strat będzie i tak na plusie, jeśli później Legia zdobędzie mistrzostwo.