Miała być autostrada, a jest wyboista droga. Legia przegrywa z Zagłębiem w Lubinie

Drużyna Stanisława Czerczesowa miała wjechać na autostradę do mistrzostwa. Przegrała jednak z Zagłębiem w Lubinie 0:2 i wciąż jest na długiej, wyboistej drodze do osiągnięcia celu.
W lutym Legia wygrała w Lubinie 2:1, ale był to jeden trudniejszych jej meczów w tym roku. Ten czwartkowy okazał się jeszcze trudniejszy. Zespół Stanisława Czerczesowa pokazał za mało argumentów, by odebrać Zagłębiu choćby punkt. Wicemistrzowie Polski zasłużenie przegrali 0:2.

- W pierwszą połowę weszliśmy nieudolnie, ale po przerwie wyglądało to lepiej. Stworzyliśmy kilka sytuacji, ale nie udało nam się zdobyć bramki. I dlatego ten mecz wyglądał tak, jak wyglądał - powiedział po meczu Czerczesow. Rosjanin występ swoich piłkarzy - patrząc na to jak zagrali - ocenił wyjątkowo pobłażliwie.

Jego Legia co prawda próbowała w Lubinie grać tak, jak ma zwyczaju, czyli wysoko i agresywnie. Ale, no właśnie, próbowała. Gospodarze mieli podobny plan. Piłkarze Piotra Stokowca nie wystraszyli się legionistów, też grali ostro. Już w szóstej minucie mogli, a w zasadzie powinni prowadzić 1:0. Zaczęło się od wysokiego pressingu Zagłębia. Po nim piłka trafiła do Arkadiusza Malarza, który wybił ją tak niefortunnie, że ta spadła pod nogi Arkadiusza Woźniaka. Kapitan Zagłębia, długo się nie zastanawiając, oddał strzał i gdyby nie poprzeczka, to przelobowałby Malarza.

To było pierwsze ostrzeżenie dla Legii. Pierwsze i nie ostatnie. Na kolejne drużyna z Warszawy nie musiała długo czekać. Gospodarze wygrywali więcej pojedynków, byli szybsi, bardziej pomysłowi. Całkowicie zdominowali środek pola. A legioniści do tego jeszcze słabo bronili przy stałych fragmentach gry. To właśnie po rzucie rożnym stracili w 12. minucie pierwszą bramkę. Z kilku metrów Malarza głową pokonał niepilnowany Jakub Tosik.

Piłkarze Czerczesowa po tym golu grali jak sparaliżowani. Mało napisać, że do przerwy nie oddali żadnego celnego strzału, bo długimi fragmentami nie potrafili też wyjść z własnej połowy. Tuż przed przerwą stracili kolejną bramkę po tym, jak Zagłębie wyprowadziło kontratak. Szybką akcję gospodarzy wykończył Krzysztof Piątek, dla którego był to trzeci strzelony gol w trzecim meczu przeciwko Legii.

"Źle bardzo... wynik sprawiedliwy, teraz 45 minut walki" - napisał w przerwie meczu na Twitterze Bogusław Leśnodorski. Prezes Legii zwrotu akcji jednak się nie doczekał. Piłkarze Czerczesowa nadal grali słabo. Przeszkadzali im nie tylko nieźle grający rywale, ale i piłka, nad którą - nawet dobrze wyszkoleni technicznie Ondrej Duda czy Guilherme - nie potrafili zapanować.

Pierwszą dobrą okazję legioniści stworzyli sobie w 60. minucie. Piłkę przed polem karnym przejął Nemanja Nikolić. Węgier minął dwóch obrońców, miał przed sobą tylko bramkarza, ale trafił prosto w niego. Rosyjski trener, widząc, co się dzieje, wpuścił na boisko Kaspra Hämäläinena (za Aleksandara Prijovicia) i chwilę później Michaiła Aleksandrowa (za Michała Kucharczyka). Bułgar pod koniec meczu miał sytuację sam na sam z bramkarzem Zagłębia, ale Martin Polacek wybronił jego strzał.

Poza tymi dwiema akcjami Legia w Lubinie była bezradna. Przegrała drugi mecz w tym roku. Jeszcze jeden taki mecz, jeszcze jedna porażka w tak kompromitującym stylu, a tytuł może jej uciec. Ten na razie jest blisko, ale zaraz może się okazać, że jest daleko.

Warszawian czeka teraz finał Pucharu Polski z Lechem na Stadionie Narodowym (2 maja). Potem mecz u siebie z Piastem (8 maja), który jeśli w niedzielę wygra z Pogonią, to będzie miał w tabeli tyle samo punktów co Legia.