Aleksandar Prijović: Zmarnowane okazje były za łatwe. Chciałem doprowadzić kibiców do orgazmu [ROZMOWA]

- Trener nakazał nam grać bardzo cierpliwie. Sam też wykazał się cierpliwością, bo pewnie niejeden szkoleniowiec zdjąłby mnie z boiska po takich wpadkach. Pokazał jednak charakter, a ja mu się odwdzięczyłem - powiedział po meczu z Lechem Poznań napastnik Legii Warszawa Aleksandar Prijović.
Wicemistrzowie Polski pokonali 1:0 Lecha Poznań w pierwszym meczu rundy mistrzowskiej ekstraklasy. Zwycięskiego gola dla drużyny Stanisława Czerczesowa strzelił Prijović.

Konrad Ferszter: Czujecie ulgę po tej wygranej?

Aleksandar Pirjović: Zwycięstwo w pierwszym meczu rundy mistrzowskiej było dla nas bardzo ważne. Zasłużyliśmy na ten triumf. Mieliśmy siedem-osiem sytuacji. Sam mogłem strzelić pięć goli. Lech miał może jedną dogodną sytuację do zdobycia bramki. Teraz wydaje mi się nawet zabawne to, że do siatki trafiłem w najtrudniejszej sytuacji.

Byłeś zły w przerwie z powodu zmarnowanych okazji?

- Strasznie. Jestem bardzo krytyczny wobec siebie. W szatni byłem wściekły. Zabrakło mi koncentracji, co jest niewybaczalne. Zwłaszcza w tej sytuacji, kiedy byłem sam na sam z bramkarzem.

Rozmawiałeś ze Stanisławem Czerczesowem o tych pudłach?

- Nie, ale trener nakazał nam grać bardzo cierpliwie. Sam też wykazał się cierpliwością, bo pewnie niejeden szkoleniowiec zdjąłby mnie z boiska po takich wpadkach. Trener pokazał jednak charakter, a ja mu się odwdzięczyłem.

Czułeś presję, że twoje niewykorzystane okazje mogą okazać się kluczowe?

- Nie. Specjalnie trzymałem kibiców w napięciu do samego końca i w decydującym momencie chciałem doprowadzić ich do orgazmu i zawału serca. Zmarnowane okazje uważałem za zbyt łatwe Mówiąc jednak poważnie, to nie mogę się tak mylić.

Przerwałeś serię ponad 400 minut bez gola.

- To nie jest dla mnie aż tak ważne, bo wygrywaliśmy mecze. Oczywiście cieszę się ze zdobytej bramki, ale to nie one są dla mnie priorytetem.

12 dni temu urodziła ci się córka.

- I to jej chciałem zadedykować tego gola. Czekałem właśnie na ten moment.

Wreszcie zdobyliście punkty, które nie zostaną podzielone na pół.

- Dlatego każde kolejne spotkanie jest dla nas jak finał. Rywale muszą być gotowi na bardzo trudne starcia z nami.

Po dwóch z rzędu remisach czuliście presję?

- Nie, bo nie zagraliśmy aż tak źle, jak się mówiło. Przeciwko Lechii dwukrotnie trafiłem w słupek, a przeciwko Pogoni pomyliłem się minimalnie. Dlatego też zwycięstwo z Lechem jest dla mnie podwójnie ważne - wreszcie się przełamałem.

To był trudniejszy mecz niż ten ostatni w Poznaniu?

- Dużo łatwiejszy. W ostatnim meczu nie mieliśmy tylu sytuacji, ale byliśmy bardzo skuteczni. W Warszawie mogliśmy strzelić kilka goli. Gdyby tak się stało, to odbiór tego spotkania byłby zupełnie inny. Uważam, że w piątek zagraliśmy dużo lepiej, ale zawiodła nas skuteczność.

To kluczowa wygrana w walce o mistrzostwo Polski?

- Bardzo ważna, ale nie kluczowa. Przed nami jeszcze sześć meczów i musimy je wygrać jeśli chcemy cieszyć się z tytułu. Walka toczyć się będzie między nami, a Piastem, ale jesteśmy w lepszej sytuacji. Nie musimy oglądać się za siebie.

Gra wam się trudniej bez Tomasza Jodłowca?

- Na pewno tak, ale mamy szeroką i silną kadrę, więc musimy dawać sobie radę nawet w takich przypadkach. W piątek przeciwko Lechowi kluczowe przy golu okazało się zachowanie Michała Pazdana, a świetną robotę wykonał też Ariel Borysiuk. Możemy radzić sobie nawet bez "Jodły".

Wyobrażasz sobie scenariusz, w którym Legia nie zdobędzie mistrzostwa?

- Nie ma takiej możliwości. Wygrałem dwa mecze z Lechem, kiedy zacząłem w pierwszym składzie i chcę to zrobić raz jeszcze. Na Stadionie Narodowym w finale Pucharu Polski. Podwójna korona jest naszym celem.

Legia mistrzem? Na to wskazuje matematyka... Co z Górnikiem?




Czy Legia zdobędzie mistrzostwo Polski?