Legia nadal rozdaje karty. Drużyna Stanisława Czerczesowa wygrywa w hicie ekstraklasy

Gnietli, gnietli, aż wreszcie dopięli swego. Po golu Aleksandara Prijovicia zespół Stanisława Czerczesowa wygrał drugi ligowy mecz z Lechem (1:0). Sześć kolejek przed końcem wciąż jest liderem ekstraklasy.
Co o meczu powiedział Stanisław Czerczesow - zobacz na Facebooku Sport.pl

- Chcemy zagrać perfekcyjny mecz - mówił w czwartek Nemanja Nikolić. Węgier miesiąc temu, w poprzednim spotkaniu z Lechem, zapewnił Legii zwycięstwo. Trybuny w Poznaniu uciszał dwukrotnie. I to dosłownie, bo po strzelonych golach podbiegał i prowokował miejscowych kibiców. W piątek też mógł to zrobić, ale zmarnował wszystkie swoje okazje, choć dochodził nawet do stuprocentowych.

Agresywnie, nie przebierając w środkach, do przodu, najchętniej właśnie do Nikolicia. Tak Legia zaczęła mecz z Lechem. I to w zasadzie było do przewidzenia, bo odkąd na Łazienkowskiej pracuje Rosjanin, jego drużyna gra właśnie w takim stylu. Słowem, chce dominować.

I z Lechem dominowała, ale tylko w pierwszych minutach. Podrażniona dwoma ostatnimi remisami (z Lechią i Pogonią) drużyna Czerczesowa od początku zepchnęła gości pod pole karne. Grała bardzo agresywnie. Z góry wyglądało to tak, jakby piłkarzy w białych koszulkach było więcej niż tych w niebieskich.

Legioniści byli szybsi, wymuszali błędy na lechitach, ale mieli problem, by je wykorzystać. Prijović mecz powinien skończyć z hat trickiem. Przed przerwą Szwajcar zmarnował dwie doskonałe okazje. Pierwszą - w 21. minucie, kiedy przejął za lekkie podanie Paulusa Arajuuriego na jego połowie i w sytuacji sam na sam z bramkarzem uderzył obok lewego słupka. Drugą - w 44. minucie, kiedy mając przed sobą tylko Jasmina Buricia, posłał piłkę nad poprzeczką.

Największą zagadką przed meczem było to, jak Legia poradzi sobie bez Tomasza Jodłowca. 31-letni reprezentant Polski od kilku tygodni ma problemy ze ścięgnem Achillesa. Brak defensywnego pomocnika na boisku był widoczny w dwóch poprzednich spotkaniach. W piątek jego nieobecność nie była aż tak bardzo widoczna. O tym, kto go zastąpi, wiadomo było od kilku dni. Czerczesow na treningach zgrywał ze sobą duet Ariel Borysiuk i Michał Pazdan. Obaj w piątek wybiegli od początku i nie zawiedli - przede wszystkim w destrukcji, gdzie nieźle wychodziło im przerywanie akcji Lecha.

Ten na początku nieco przestraszył się agresywnie grającej Legii, ale po kilkunastu minutach otrząsnął się, miał swoje okazje. Zespół Jana Urbana liczył przede wszystkim na szybkie wyjścia z piłką. Nie próbował akcji z kilkunastoma celnymi podaniami na połowie rywali, tylko szukał dalekich zagrań za plecy obrońców.

Po przerwie Rosjanin niemal od razu zdjął obu skrzydłowych - Ondreja Dudę i Michaiła Aleksandrowa. Szykował też trzecią zmianę - rozgrzewał się Kasper Hämäläinen. Wyglądało tak, jakby Rosjanin chciał wstawić go w miejsce Prijovicia, ale rozmyślił się, wstrzymał zmianę po tym, gdy Szwajcar trafił na 1:0.

Fin w końcu wszedł na boisko, zmienił kontuzjowanego Pazdana, który chwilę wcześniej, w kluczowym momencie spotkania, okazał się przydatny w ofensywie. To właśnie po wślizgu Pazdana (odebrał piłkę Tettehowi) podanie Nikolicia na gola zamienił Prijović.

W ostatnich minutach goście postawili wszystko na jedną kartę. Odkryli się, a do przodu wybiegał nawet Burić, z czego Legia powinna skorzystać w 87. minucie, kiedy Nikolić w sytuacji sam na sam tak długo zwlekał ze strzałem, że bramkarz Lecha zdołał wrócić na swoje pole karne.

Rok temu Legia po pierwszej kolejce w grupie mistrzowskiej miała 28 punktów. Teraz ma o pięć więcej. I jeśli Piast dzisiaj przegra z Cracovią (godz. 20.30), to warszawianie w tabeli odskoczą mu na cztery punkty.

Piękniejsza strona ekstraklasy! Poznajcie dziewczynę napastnika Ruchu Chorzów!






Czy Legia zdobędzie mistrzostwo Polski?