Ondrej Duda: Mecze z Lechem Poznań nigdy się nie nudzą [ROZMOWA]

- Nikt z nas już nie rozpamiętuje tego, co wydarzyło się przed rokiem. W piątek musimy wygrać i dobrze zacząć rundę mistrzowską - mówi Ondrej Duda.
Po 30 kolejkach fazy zasadniczej ekstraklasy i podziale punktów piłkarze Stanisława Czerczesowa mają jedno "oczko" przewagi nad drugim w tabeli Piastem Gliwice. W piątek o godz. 20.30 wicemistrzowie Polski na stadionie przy Łazienkowskiej zmierzą się z Lechem Poznań w pierwszej kolejce rundy mistrzowskiej. Przed rokiem legioniści, także w pierwszej kolejce, przegrali u siebie z poznaniakami 1:2, co miało ogromny wpływ na końcowe rozstrzygnięcie w lidze.

Konrad Ferszter: Dwa ostatnie remisy z Lechią i Pogonią spowodowały, że wasza przewaga nad Piastem przed rundą mistrzowską wynosi tylko punkt.

Ondrej Duda: Nie robiłbym z tego tragedii. Wciąż jesteśmy liderem i wszystko zależy tylko od nas. To prawda, ostatnie dwa mecze nie były najlepsze, ale pamiętajmy w jakiej sytuacji byliśmy przed przyjściem trenera Stanisława Czerczesowa. Wtedy do Piasta traciliśmy 10 punktów i niewiele osób wierzyło, że rundę zasadniczą skończymy na pierwszym miejscu. Udało się, wykonaliśmy pierwsze zadanie. Teraz czas na drugie - mistrzostwo.

Czerczesow na konferencjach prasowych był niezadowolony z ostatnich dwóch meczów. Do was też miał dużo pretensji?

- Pretensji nie, to były rzeczowe rozmowy. Jesteśmy już po odprawach wideo, w których trener pokazał nam co robiliśmy źle i co wymaga natychmiastowej poprawy. Najbardziej szkoda tych straconych punktów w meczu z Lechią, bo mieliśmy okazje na strzelenie gola na 2:0. Gdyby się udało, to gralibyśmy spokojniej. A tak, straciliśmy bramkę, za chwilę czerwoną kartkę zobaczył Ariel Borysiuk i trudno było zdziałać coś więcej.

Mecz z Pogonią Szczecin do najlepszych w waszym wykonaniu jednak nie należał.

- Zarówno my, jak i Pogoń nie zagraliśmy dobrze. Na pewno to spotkanie nie mogło podobać się kibicom. Niewiele było strzałów i składnych akcji. Interesowało nas tylko zwycięstwo, bo w kontekście podziału punktów remis był jak porażka. Ten mecz jest już jednak przeszłością. Koncentrujemy się już na najbliższych spotkaniach, bo to one rozstrzygną o losach tytułu.

Pogoń dobrze rozczytała wasz pomysł taktyczny?

- Chcieliśmy grać bardzo podobnie do tego, co robimy od początku rundy. Atakowaliśmy wysokim pressingiem i to nam się udawało, bo Pogoń nie stworzyła żadnej dogodnej sytuacji. Bezbłędnie broniliśmy też całym zespołem. Zabrakło nam tego dnia jakości w ataku, to chcemy przed następnym meczem poprawić.

Brakowało wam też chyba Tomasza Jodłowca.

- Tak, ale nie możemy tym tłumaczyć naszego niepowodzenia. Tomek wykonywał znakomitą pracę od początku sezonu, ale nie ma piłkarzy niezastąpionych. W Legii mamy szeroką i wyrównaną kadrę. Każdy chce grać i wykorzystywać swoją szansę. Musimy radzić sobie bez niego i nie szukać wymówek.

Ty w spotkaniu z Pogonią nie zaliczyłeś kontaktu z piłką w polu karnym przeciwnika.

- Zdarzały się podobne mecze, ale mimo tego potrafiłem wykreować sytuację strzelecką kolegom czy zdobyć bramkę. To było spotkanie, o którego wyniku przesądziłby jeden szczegół albo błąd. Pogoń go nie popełniła, a my też niespecjalnie ją do tego zmusiliśmy. W kolejnych meczach na pewno musimy grać szybciej.

W taktyce Czerczesowa masz więcej zadań w defensywie?

- Zdecydowanie. Wcześniej moim jedynym zadaniem był pressing. Teraz dodatkowo muszę bardziej skupiać się na pilnowaniu linii bocznej i biegających przy niej zawodników oraz na przecinaniu podań rywali. Zadania taktyczne mam inne, ale wciąż moim priorytetem ma być atakowanie.

Pamiętasz z kim rok temu graliście pierwszy mecz w rundzie mistrzowskiej?

- Z Lechem. Pamiętam go dokładnie, bo odbył się tydzień po zwycięskim finale Pucharu Polski. Przegraliśmy 1:2, straciliśmy pozycję lidera i nasze humory nagle stały się zupełnie inne, gorsze. W tym roku nie ma mowy o powtórce tego scenariusza.

Co musicie zrobić, by tamta sytuacja się nie powtórzyła?

- Wygrać. Nikt z nas już nie rozpamiętuje tego, co wydarzyło się przed rokiem. Mamy jeden cel - mistrzostwo Polski i tylko to motywuje nas do kolejnych meczów. Jesteśmy inną, silniejszą drużyną i w piątek udowodnimy to na boisku. Innego rozwiązania nie widzę.

Mecz z Lechem będzie kluczowy w kontekście walki o tytuł?

- Każde spotkanie w rundzie mistrzowskiej będzie bardzo ważne, ale to pierwsze może okazać się najważniejsze. Jeżeli dobrze zaczniemy i wygramy ten mecz, to później będzie łatwiej. Rok temu Lech pokonał nas w Warszawie, nabrał rozpędu i nie zatrzymał się do końca sezonu. Teraz my chcemy zrobić to samo, chociaż to nie z poznaniakami walczymy o mistrzostwo [Lech traci do Legii osiem punktów - red].

W piątek zagracie z Lechem po raz czwarty w tym sezonie, czeka was jeszcze finał Pucharu Polski - nie nudzą wam się te spotkania?

- Nigdy! Jestem szczęśliwy, że mierzymy się po raz kolejny. Mógłbym grać mecze z Lechem co tydzień. Przed każdym spotkaniem jest szczególna, napięta atmosfera, która bardzo mi odpowiada. Na nasze starcia czekają kibice, ale i my sami też nie możemy się ich doczekać. Rywalizacja z największymi rywalami, pełne stadiony, znakomity doping, oprawy kibiców - to rzeczy dla których gra się w piłkę.

Z Lechem znacie się na wylot. Czy możecie się jeszcze wzajemnie zaskoczyć?

- Tak, chociaż w tym przypadku, częściej decyduje dyspozycja dnia, odpowiednia koncentracja i unikanie błędów. W takich meczach kluczowe są detale. Weźmy ostatnie spotkanie w Poznaniu. Niby wszyscy wiedzieli, że Nemanji Nikoliciowi nie wolno zostawić wolnej przestrzeni, ale on i tak ją miał, bo w pewnym momencie zagapili się środkowy pomocnik i stoper Lecha. Za chwilę mieliśmy rzut karny po głupim faulu. Wygraliśmy 2:0, dzięki naszej dobrej grze, ale i błędom rywala, które wykorzystaliśmy.

Mecze z teoretycznie najsilniejszymi rywalami z rundy mistrzowskiej - Lechem, Cracovią, Piastem i Pogonią zagracie u siebie. To ma duże znaczenie?

- Bardzo duże. Zagramy na własnym stadionie, przed kibicami, którzy dadzą nam ogromne wsparcie. To ma ogromny wpływ na psychikę. Doping z trybun zawsze pomaga i wierzę, że nie zawiedziemy naszych fanów, a do tego dołożymy zwycięstwa na wyjazdach. Musimy wygrywać, porażki nie wchodzą w grę. Tak chcemy i to wpaja nam trener Czerczesow.



Nowy piłkarz Legii ma ciekawe życie. Kim jest Michaił Aleksandrow? Kochający tata, wakacje z tygrysami i żona top-modelka [FOTOSTORY]