Aleksandar Prijović: Przeżywałem trudne chwile, ale to przeszłość. W Legii walczę o dublet

- Możemy dyskutować, kto lepiej gra w piłkę, ale Legia to jednak stolica, piękny stadion, świetni kibice i największy klub w Polsce. Tyle - mówi w wywiadzie dla serwisu Weszło.com napastnik Legii Aleksandar Prijović.
W obszernej rozmowie z portalem Prijović opisuje swoje początki przy Łazienkowskiej. Napastnik, który do Legii trafiłem latem ubiegłego roku, pierwszego gola w lidze strzelił we wrześniowym meczu z Ruchem Chorzów. - Kiedy przyszedłem do Legii, sezon dopiero się rozpoczynał. Trafiłem tu z innego kraju, bez okresu przygotowawczego, po długich wakacjach. Musiałem najpierw ogarnąć parę spraw, żeby się zaadaptować. Od początku graliśmy bardzo dużo, co trzy dni, a ja byłem po ośmiotygodniowej przerwie. Pod koniec poprzednich rozgrywek złapałem też drobną kontuzję stopy, która wyłączyła mnie na trzy tygodnie. Trudno było mi od razu złapać rytm. Przez większą część kariery grałem tylko w weekendy, a tu musiałem się przestawić na inny tryb. Legia ma inne cele niż moje poprzednie kluby. Należy zdobyć mistrzostwo, puchar, awansować do pucharów, a przy tym ciągle dominować - mówi Prijović.

I dodaje: - Nawet na początku kiedy nie byłem w stuprocentowej formie i sam nie strzelałem, zdobywaliśmy bardzo wiele bramek. Pokonaliśmy 5:0 Podbeskidzie, wbiliśmy cztery Lechii i Ruchowi. Wydaje mi się, że wykonywałem dobrą robotę. Może nie zaliczałem tylu otwierających podań co teraz, ale dobrze poruszałem się po boisku. Pojedynczymi ruchami otwierałem sytuacje boiskowe. To moje zadanie: tak się poruszać, by pomagać drużynie. A przy tym - co naturalne - asystować i strzelać.

Chociaż Serb ze szwajcarskim paszportem ma dopiero 25 lat, to w swojej karierze zwiedził już 11 klubów. - Przeżyłem wiele trudnych sytuacji. Trafiałem do niewłaściwych klubów. Albo brakowało w nich stabilizacji, albo ja - jako młody zawodnik - nie byłem w stu procentach skupiony na piłce. Ostatnie trzy lata to jednak pełna koncentracja. Już nie popełniam tych błędów co wcześniej. Takie podejście zaczęło się opłacać. Nie finansowo, tylko na boisku. Czuję się bardziej komfortowo, czego wcześniej mi brakowało - opowiada Prijović.

- Żałuję kilku ruchów. Wiesz, jak to jest. Ojciec może ci mówić: "synu, to nie jest dobre, a i tak to robisz, dopóki sam się nie przekonasz, że się nie sprawdza". Futbol działa tak samo. Ludzie twierdzą, że nie powinieneś gdzieś iść i musisz dobrze się odżywiać, a ty "e tam" i jesz, co chcesz. Wiele czynników wpływa na karierę, ale trzeba być profesjonalistą. Przechodząc z Parmy do Anglii, miałem naprawdę duże oczekiwania. Strzelałem sporo goli w rezerwach, pierwsza drużyna prawie spadła z Championship, ale nie dostałem szansy. Początkowo liczyłem, że Derby po spadku z Premier League będzie chciało do niej wrócić. Nie było jednak tak łatwo. Sporo się męczyliśmy. Nie rozumiem, dlaczego mnie nie spróbowali. Może byłem zbyt młody na wyjazd do Anglii? Tam jest inna mentalność i styl życia. Wszystko nowe.

Zanim Prijović latem 2014 r. ze szwedzkiego Djurgardens IF trafił do drugoligowego tureckiego Bolusporu, mógł przenieść się do ekstraklasy. Piłkarzem bardzo mocno zainteresowany był Lech Poznań. - Z tego co mi wiadomo, dwa razy byli w Sztokholmie, a kiedy podpisywałem kontakt w Turcji, próbowali się ze mną kontaktować. Np. drogą mailową, wysyłając wideo z prezentacją piłkarzy. Gdybym nie pasował do Lecha, to po co by mi to wysyłali? Niczego nie musiałem udowadniać. Mam do udowodnienia sporo, ale kibicom Legii, a nie Lecha - mówi napastnik.

I kończy: - Nie wiem dlaczego, ale coś mi w środku podpowiadało, żeby mimo wszystko nie brać tamtej opcji pod uwagę Ostatecznie rozegrałem dobry sezon w Turcji i trafiłem do Legii. Możemy dyskutować, kto lepiej gra w piłkę, ale Legia to jednak stolica, piękny stadion, świetni kibice i największy klub w Polsce. Tyle.