Czy Legia zadepcze Lecha? Kluczem będzie pressing

Po trzech porażkach w ostatnich czterech meczach z Lechem Poznań przed Legią otwiera się szansa na nowy rozdział. Kluczem będzie pressing drużyny Stanisława Czerczesowa.
Różnicę było widać już w pierwszych meczach półfinałowych Pucharu Polski. Lech, grając przed własną publicznością, tempa nie forsował, zaliczył nawet mniej strzałów niż Zagłębie Sosnowiec. Z kolei Legia przeciwko Zawiszy Bydgoszcz zdecydowanie dominowała, w drugiej połowie stłamsiła rywali z pierwszej ligi.

Podkreślały to także wypowiedzi trenerów po tych spotkaniach. Jan Urban narzekał, że Lech poszedł z Zagłębiem na niebezpieczną wymianę ciosów, a Stanisław Czerczesow cieszył się z niemal pewnego awansu do majowego finału. - W przerwie musiałem tylko ich napomnieć, by zaczęli grać piłką - mówił Rosjanin.

Na intensywność gry swoich piłkarzy narzekać nie mógł, bo Legia na kompromisy nie idzie w żadnym meczu. Za każdym razem od pierwszych minut rusza z wysokim pressingiem, a gdy tylko piłkarze zwalniają, to za linią boczną Czerczesow zaczyna na nich pokrzykiwać. Daje to efekty - Legia odrobiła straty i wyprzedziła w tabeli Piasta Gliwice, ostatnio pokonała na wyjeździe drugą rewelację sezonu, Cracovię (2:1).

Pressing jest już nie tylko stanem ducha Czerczesowa, ale także znakiem firmowym jego drużyny. W porównaniu z rundą jesienną na wiosnę legioniści odbierają piłkę średnio siedem metrów bliżej bramki przeciwnika. W pierwszej części sezonu nie wybijali się znacząco ponad średnią ekstraklasy (lepsze od Legii było Zagłębie Lubin!), ale od powrotu ligi nikt nie jest w stanie dotrzymać im kroku.

Co równie interesujące, w odwrotnym kierunku zmierza Lech. W poprzednim sezonie drużyna Macieja Skorży prowadziła najwyższy pressing, w obecnych rozgrywkach, zwłaszcza po przejęciu zespołu przez Urbana, równa do ligowej średniej. Nowy szkoleniowiec zaczął grać bardziej defensywnie, by wyprowadzić Lecha z kryzysu. Jednak po zimowych przygotowaniach nie widać powrotu do stylu wcześniej charakterystycznego dla "Kolejorza". Jeśli już, to różnica między Legią a Lechem pod względem pressingu się powiększa.

Według statystyk InStat, jesienią Lech prowadził w ekstraklasie pod względem intensywności gry defensywnej (11,2 - średnia liczba pojedynków i przechwytów na minutę posiadania piłki przez rywala), po pięciu kolejkach rundy wiosennej jest dwunasty (9,9). Legia swoją średnią znacząco poprawiła (z 11 na 13,6), zalicza też prawie trzydzieści pojedynków więcej na połowie rywala. O tym, że ciężar gry Legia przeniosła znacznie wyżej od reszty ligowej stawki, świadczą także statystyki indywidualne. Defensywny pomocnik Tomasz Jodłowiec średnio zbiera sześć bezpańskich piłek na połowie rywala, czyli więcej niż Łukasz Trałka i Abdul Aziz Tetteh - dwie podstawowe "szóstki" Lecha - razem wzięci. W klasyfikacjach dwudziestu najlepiej odbierających i przechwytujących piłkę oraz najczęściej pojedynkujących się w defensywie zawodników nie ma piłkarzy "Kolejorza". Są za to legioniści, i to w ścisłych czołówkach: Igor Lewczuk oraz Jodłowiec.

Przekłada się to na grę ofensywną. Legia średnio przeprowadza najwięcej ataków w lidze (120 na mecz), Lech pod tym względem spadł z czwartego na trzynaste miejsce (96). Co z tego, że to gospodarze sobotniego hitu dłużej utrzymują się przy piłce w trakcie spotkań, a ich ataki trwają średnio dłużej, zaliczają najwięcej podań na minutę posiadania, skoro to legioniści co mecz zaliczają piętnaście zagrań w pole karne rywali więcej?

Legię oczywiście można zatrzymać - Termalica pokazała w Niecieczy (0:3), że wystarczą zagrania za linię obrony na szybkich napastników, by sprawić defensywie Czerczesowa problemy. Cracovia nie tylko Legii długo się opierała, ale szybko wymieniając podania i grając kombinacyjnie, stworzyła sobie zdecydowanie więcej sytuacji.

Jednak w sobotę powtórki z meczu o Superpuchar być nie powinno. Wtedy to Lech zaatakował od początku spotkania, rzucił się na Legię z pressingiem i zdecydowanie wygrał spotkanie na początek sezonu. Teraz to po drużynie z Warszawy oczekuje się narzucenia tempa oraz swojego stylu gry. Lech nie będzie dominował za wszelką cenę, może nawet cofnie się na własną połowę i będzie próbował kontrować lidera ekstraklasy.

Czerczesow i jego piłkarze mają po swojej stronie niemal wszystkie atuty. Zwłaszcza że Jan Urban ma olbrzymie problemy ze złożeniem składu. W ostatnim czasie wypadli mu piłkarze absolutnie kluczowi: Łukasz Trałka oraz Karol Linetty. Do tego zespół przetrzebiony jest epidemią grypy, po wtorkowym meczu chorowali m.in. Tetteh i Arajuuri. Jeśli Legia nie wykorzysta swojej wysokiej formy (fizycznej oraz taktycznej), słabości rywala, to może się okazać, że przegapiła najlepszą szansę w ostatnich latach, by swojego największego rywala na jego boisku zadeptać.