Bartosz Bereszyński: Moja gra? Ważniejsze jest mistrzostwo Legii. To nasz obowiązek [ROZMOWA]

- Odzyskanie tytułu jest w tej chwili dla mnie ważniejsze niż sama gra. Jego brak w tym sezonie po prostu nie wchodzi w grę - mówi Bartosz Bereszyński, prawy obrońca Legii Warszawa.
W lidze Stanisław Czerczesow nie robi wielu rotacji w składzie. W środę jego Legia zagra pierwszy półfinałowy mecz Puchar Polski z Zawiszą Bydgoszcz. Rosjanin w tym spotkaniu może dać szansę rezerwowym. Tych od początku roku w Legii jest wielu. Wśród nich m.in. Bartosz Bereszyński, który jesienią zagrał w 23 spotkaniach Legii, ale teraz tylko raz - pod koniec lutego, kiedy pojawił się na boisku w doliczonym czasie gry meczu z Ruchem Chorzów (2:0).

Bartłomiej Kubiak: Nie jest łatwo cię ostatnio namówić na rozmowę.

Bartosz Bereszyński: Miałem na głowie trochę spraw. Ale jak widzisz - oddzwaniam. Nie unikam dziennikarzy, jestem dostępny.

Z Cracovią cały mecz przesiedziałeś na ławce rezerwowych, a w dwóch poprzednich spotkaniach, z Termalicą i Ruchem, znalazłeś się poza składem. Dlaczego grasz tak mało?

- To nie jest pytanie do mnie, tylko do trenera. Ja jestem zdrowy, gotowy, mogę grać. Cierpliwie czekam na swoją szansę.

Rozmawiałeś z Czerczesowem na temat swojej sytuacji?

- Tak, ale zostawię to dla siebie. Ja wiem, co mam robić i jak wygląda moja sytuacja. Na pewno na nikogo się nie obrażam ani nie załamuję rąk. Robię wszystko, by wrócić do składu. Wiem, że prędzej czy później mi się to uda. Głowę mam czystą. Myślę tylko o tym, by zdobyć z Legią mistrzostwo, a potem zagrać w Lidze Mistrzów. Mój kontrakt jest ważny jeszcze trzy lata.

Jesienią grałeś ty albo Łukasz Broź. Już wtedy prawa obrona Legii wydawała się najmocniej obsadzonym miejscem na boisku. Teraz - po wypożyczeniu zimą Artura Jędrzejczyka z FK Krasnodar - jest jeszcze mocniej.

- Nie wiem, czy jakiś inny klub w Europie ma aż trzech prawych obrońców na podobnym poziomie, którzy tak bardzo rywalizują ze sobą o miejsce w składzie jak my w Legii. Ja i Łukasz Broź w tym roku nie zagraliśmy ani razu od pierwszej minuty. Obaj jednak ciężko trenujemy, bo wiemy, że musimy być gotowi. To jest piłka nożna i nigdy nic nie wiadomo. Nie daj Boże czyjaś kontuzja, pauza, kartki czy obniżka formy i za chwilę wskakujesz do składu.

Jakub Rzeźniczak powiedział ostatnio, że najważniejsze jest mistrzostwo Legii, a nie to, kto będzie grał. Zgadzasz się z nim?

- Jeśli miałbym do wyboru grać w pierwszym składzie i nie zdobyć mistrzostwa, a nie grać i je zdobyć, to wiadomo, że wybieram tę drugą opcję. Odzyskanie tytułu na stulecie klubu - dla mnie, kolegów z drużyny, pracowników, właścicieli i wszystkich kibiców Legii - jest najważniejsze. I na razie jesteśmy na dobrej drodze. Trener w drużynie ma 25 zawodników gotowych do gry w pierwszym składzie. Każdy z nas chce grać. Wiadomo, że nie każdy może, bo miejsc na boisku jest 11, a na ławce siedem. Ale to nie znaczy, że ci, co nie grają, się obrażają, dąsają i robią problemy w szatni. Wszyscy mamy wspólny cel - mistrzostwo.

Trener Czerczesow sprawdza cię na treningach na jakiejś innej pozycji?

- Jeśli masz w kadrze trzech prawych obrońców, to trudno jest ich wszystkich zmieścić na jednej pozycji. Dlatego trener szuka, przestawia nas. Ja czasami grywam na prawej pomocy, a Łukasz Broź np. w środku obrony. Na zgrupowaniach na Malcie zdarzało mi się też występować na lewej stronie defensywy, a w systemie 3-5-2 grać tego wahadłowego pomocnika, który dużo biega - od jednego do drugiego pola karnego.

Która z tych pozycji najbardziej ci odpowiada?

- Najbardziej odpowiada mi prawa obrona. Ale wiadomo, że zagram wszędzie tam, gdzie wystawi mnie trener. Dam z siebie wszystko.

Co odróżnia Czerczesowa od Henninga Berga?

- Wszystko. To są zupełnie inni ludzie i trenerzy. Ale moją rolą nie jest ich oceniać, tylko się od nich uczyć. To właśnie robię.

Czerczesow uczy cię cierpliwości?

- Też, ale nie tylko, bo również wielu piłkarskich rzeczy: ustawiania w obronie, zachowań w ataku. Przy nim poprawiłem też swoje przygotowanie fizyczne. Mimo że nie gram, to wciąż czuję się dobrze przygotowany, i to zasługa trenera.

Niektórzy się śmieją, że fizycznie jesteście tak dobrze przygotowani, że spokojnie przebieglibyście maraton, odpoczęli kilka minut i przebiegli drugi.

- To abstrakcyjne porównanie, ale prawdą jest, że w trakcie zimowych obozów na Malcie pracowaliśmy ciężko. Teraz są tego efekty. Mamy siły biegać i grać w każdym meczu wysokim pressingiem.

Mówi się, że jedynym klubem, który może zabrać Legii mistrzostwo, jest Legia.

- Z jednej strony to stwierdzenie na wyrost, ale z drugiej to prawda, bo jeśli do końca sezonu wygramy wszystkie mecze, to zostaniemy mistrzem. Dla nas zdobycie tytułu to obowiązek. Jego brak w tym sezonie, w roku jubileuszowym dla klubu, po prostu nie wchodzi w grę. Oczywiście inne drużyny w ekstraklasie potrafią grać w piłkę, ale my patrzymy na siebie.

Po transferze Kaspra Hämäläinena przestałeś być najbardziej znienawidzonym piłkarzem Legii w Poznaniu?

- Wszyscy wiemy, jakie były okoliczności transferu Kaspra. Kibice Lecha będą o nich długo pamiętać. Ale wątpię, by przez to zapomnieli o mnie. W sobotę pewnie swoje się nasłucham, Kasper zresztą też. Ale nie ma co się na tym skupiać, wyprzedzać faktów. Trzeba skoncentrować się na robocie, czyli w Poznaniu wygrać i wrócić do Warszawy z kompletem punktów, gdzie - odkąd w niej jestem - żadnej nienawiści nie odczuwam.

Oglądałeś mecze Lecha w tym roku?

- Raczej skróty, bramki, ewentualnie może jakieś połówki. Nasze spotkania często się w tym roku nakładały, bo jak my graliśmy np. o 18, to Lech tego samego dnia o 15.30. Ale wiem, na co stać tę drużynę. Znam Lecha. To silny zespół, którego trzon w porównaniu z poprzednim sezonem się nie zmienił. Po słabszej rundzie jesiennej Jan Urban wyprowadził Lecha na prostą. Na pewno w sobotę na Bułgarskiej będzie chciał z nami wygrać. I dobrze, niech próbuje, bo dzięki temu może to być fajny, ofensywny mecz. Podobny do naszego ostatniego spotkania z Cracovią. Oby taki był.





Nowy piłkarz Legii ma ciekawe życie. Kim jest Michaił Aleksandrow? Kochający tata, wakacje z tygrysami i żona top-modelka [FOTOSTORY]