Sport.pl

Legia bez skrzydłowych i bez problemów [ANALIZA]

Bardziej niż powrót na pozycję lidera ekstraklasy kibiców Legii Warszawa powinien cieszyć powrót Ondreja Dudy do wysokiej formy.
Przed niedzielnym spotkaniem jedyną niewiadomą w składzie Legii była obsada pozycji na skrzydłach. W poprzedniej kolejce Guilherme i Michał Kucharczyk zostali ukarani żółtymi kartkami i z Ruchem Chorzów nie mogli zagrać. Sugerowano różne rozwiązania: zmianę ustawienia (na 3-5-2), wystawienie na bokach pomocy Adama Hlouška i Bartosza Bereszyńskiego.

Jednak trener Stanisław Czerczesow na taką sytuację był przygotowany. Po spotkaniu zdradził, że już w zimowych sparingach Michał Masłowski i Ondrej Duda byli próbowani na skrzydłach, by w odpowiednim momencie zastąpić kolegów. O ile pierwszy z nich swojej szansy nie wykorzystał, o tyle drugiego kibice wybrali na najlepszego zawodnika spotkania.

A przecież 21-letni Słowak był jednym z najczęściej krytykowanych piłkarzy Legii w 2015 roku. Duda swoimi występami nie dawał powodów do entuzjastycznych opinii, które zbierał po pierwszych dwunastu miesiącach w warszawskim klubie. Przyczyną spadku formy miał być niedoszły transfer do Interu Mediolan. Dlatego niedzielne spotkanie z Ruchem Chorzów było dopiero ósmym, które Duda rozegrał w pełnym wymiarze w obecnym sezonie ekstraklasy. Wreszcie też nawiązał do występów, którymi zainteresował skautów dużych zagranicznych klubów.

Na boisku nie tylko wyglądał na pewnego siebie, ale przede wszystkim pokazał to w swojej grze. Już w piątej minucie piękną "ruletą" zgubił przeciwnika w środku pola, pierwszą dobrą sytuację Legia miała po jego indywidualnym rajdzie. To prostopadłe podanie Dudy do Nemanji Nikolicia stworzyło akcję na pierwszego gola. Dobrą dyspozycję Dudy potwierdzają statystyki - Słowak miał siedem dryblingów, siedem kluczowych zagrań i sześć strzałów.

Nie trzymał się jednak swojej nominalnej pozycji. Jeszcze śmielej niż Michał Kucharczyk w poprzednich dwóch meczach zbiegał do środka pola. Tam Słowak czuje się najlepiej. Większość kontaktów z piłką zaliczył właśnie za napastnikami, z Nikoliciem i Aleksandarem Prijoviciem współpracował najbardziej efektywnie. Zresztą to część taktyki Stanisława Czerczesowa. Coraz wyraźniej widać, że ustawienie Legii należałoby rozpisać jako 4-2-2-2. Taki ścisk w środku pola legionistom pomaga w wysokim pressingu. - Po przerwie rywale byli ciągle w kontakcie z moimi zawodnikami. Grali agresywnie, nie mogliśmy się przebić - mówił po meczu szkoleniowiec gości Waldemar Fornalik. A Duda był jednym z tych, którzy najlepiej odbierali piłkę - udało mu się to czterokrotnie.

Sam zawodnik po spotkaniu był zadowolony ze swojego występu, ale nastroje tonował. - Gdyby wychodziło mi wszystko, to skończyłbym ten mecz z hat-trickiem - powiedział Duda. Mniej powodów do zadowolenia powinien mieć Masłowski. Jemu pozycja skrzydłowego źle kojarzyła się już od meczu ze Śląskiem Wrocław z pierwszej kolejki sezonu. Wtedy Henning Berg ściągnął go z boiska po bardzo słabej pierwszej połowie.

Z Ruchem zaprezentował się nieznacznie lepiej. Przed przerwą próbował, bez powodzenia, najtrudniejszych rozwiązań. W drugiej części spotkania już nie kombinował, ale podawał bezpiecznie, krótko i znacznie rzadziej dryblował. Zaliczył tylko jedno kluczowe zagranie, żadne z jego dośrodkowań nie było dokładne.

Swoim występem 26-latek nie poprawił swojej pozycji w rankingu skrzydłowych Czerczesowa. Trzeba przecież pamiętać, że rywalizuje nie tylko z Guilherme, ale też z Kasperem Hämäläinenem i prawdopodobnie z Michaiłem Aleksandrowem. O Masłowskim można napisać, że po prostu wypełnił swoje zadania, gdy Ondrej Duda dał drużynie coś ekstra.

Więcej o: