Lider już w Warszawie. Legia wygrywa z Ruchem i przeskakuje w tabeli Piasta

197 dni czekała Legia na to, by wskoczyć na pierwsze miejsce w tabeli. W końcu jej się to udało - po niedzielnej wygranej z Ruchem (2:0) wyprzedziła Piasta.
Trzy zwycięstwa, osiem goli strzelonych, jeden stracony. Tak 2016 rok w ekstraklasie zaczęła Legia. Dziewięciu punktów w lidze nie zdobyła w tym roku żadna inna drużyna. A warszawianie tak dobrego początku wiosny nie mieli od 10 lat. Od sezonu 2005/06, kiedy rozpędzony zespół Dariusza Wdowczyka wygrał na wiosnę dziewięć pierwszych meczów, a potem zdobył mistrzostwo.

O tym, że na stulecie klubu Legia też ma mistrzowskie aspiracje, pisać nie trzeba. Ale jeśli ktoś w niedzielę spodziewał się ich potwierdzenia, absolutnej dominacji ze strony Legii, to na początku meczu mógł być nieco rozczarowany. Legioniści nie zaczęli spotkania z Ruchem tak dobrze jak dwa tygodnie temu z Jagiellonią (4:0), kiedy w pierwszym kwadransie pozwolili jej z piłką przebywać na własnej połowie tylko przez 21 sekund.

Ruch przy piłce był częściej niż Jagiellonia. Atakował co prawda słabo, ale za to nieźle radził sobie z wysokim pressingiem Legii, a momentami grał równie agresywnie jak ona. Piłkarze Waldemara Fornalika nawiązywali walkę, i to całkiem długo, ale w końcu się pogubili i sami sprezentowali Legii gola. W 31. minucie Ondrej Duda wypuścił na lewe skrzydło Nemanję Nikolicia. Napastnik Legii dośrodkował w pole karne, gdzie Aleksandar Prijović już składał się do strzału, ale uprzedził go Paweł Oleksy, który wpakował piłkę do własnej bramki.

- Nie wiem, czy Nikolić, dostając piłkę, był na spalonym, ale tak czy siak, wygraliśmy zasłużenie. A jeśli nawet w tej sytuacji ten spalony był, sędzia podniósłby chorągiewkę, to i tak strzelilibyśmy swoje gole w kolejnych akcjach - mówił po meczu pewny siebie trener Legii Stanisław Czerczesow.

Ten gol okazał się jednak zwrotnym punktem meczu. Po nim legioniści przejęli inicjatywę, grali spokojniej, po prostu lepiej od gości z Chorzowa. Jeszcze przed przerwą mogli podwyższyć na 2:0, ale piłka po atomowym strzale Dudy zza pola karnego odbiła się od poprzeczki. Po przerwie Słowak też strzelał, ale i celnie podawał. W 49. minucie to właśnie po jego dośrodkowaniu z rzutu rożnego swojego pierwszego gola w Legii strzelił Adam Hloušek.

- Mamy lidera, w Warszawie mamy lidera - śpiewali kibice po bramce Czecha, a Legia szukała kolejnych goli. Szukali przede wszystkim Nikolić i Duda, który zastąpił w składzie pauzującego za kartki Michała Kucharczyka. Słowak zagrał na lewej pomocy (nie na swojej nominalnej pozycji) i pokazał trenerowi, że na skrzydle też może być alternatywą. Że może tam rywalizować o miejsce w składzie z Kucharczykiem i Bułgarem Michaiłem Aleksandrowem, który w niedzielę z trybun oglądał mecz z Ruchem, a w poniedziałek ma podpisać kontrakt z Legią.

- Skoro daliśmy mu zielone światło na kontrakt z Legią, to oznacza, że gra dobrze - jest reprezentantem Bułgarii, występował w Lidze Mistrzów - mówił Czerczesow o nowym nabytku Legii. - U nas Aleksandrow będzie musiał jednak udowodnić swoją przydatność na nowo. Dopiero jak mu się to uda, zacznie grać - dodawał.

Rosjanin jeszcze przed meczem wyraźnie podkreślał, że skupia się tylko na swojej drużynie, że kolejność w tabeli będzie dla niego ważna dopiero po ostatnim ligowym spotkaniu. - Teraz w ogóle na nią nie patrzę - mówił dziennikarzom. Po niedzielnym meczu perspektywa się jednak zmieniła - lider jest w Warszawie, a na sześć kolejek przed podziałem punktów Legia ma o dwa więcej od Piasta, który w sobotę przegrał 1:3 z Lechią.

W najbliższym tygodniu Legia może zdobyć kolejne sześć punktów. Po spokojnym początku roku ekstraklasa zaczyna przyspieszać - w środę legionistów czeka mecz na wyjeździe z Termalicą Bruk-Bet Nieciecza, a w sobotę u siebie z Górnikiem Zabrze.