Kamil Mazek błyśnie w Legii? Prezes czeka na postępy gracza i nie wyklucza jego powrotu

Nie udało się Aleksandrowi Jagielle, do pierwszego składu nie przebił się także Michał Kopczyński. Czy pierwszym od dawna wychowankiem w drużynie Legii może być Kamil Mazek?


W raporcie serwisu Instatscout.com grający w Ruchu Chorzów Mazek sklasyfikowany został na dziewiątym miejscu wśród prawych pomocników ekstraklasy w rundzie jesiennej. Jak na debiutanta, to wynik co najmniej przyzwoity. Zwłaszcza że 21-latka wyprzedziły albo gwiazdy ligi (Deniss Rakels, Guilherme, Flavio Paixao), albo gracze znacznie bardziej doświadczeni (Rafał Boguski, Roman Gergel, Maciej Makuszewski, Grzegorz Bonin). Jedynym młodszym w stawce piłkarzem sklasyfikowanym wyżej od Mazka był Przemysław Frankowski z Jagiellonii Białystok.

Statystyki (jeden gol i trzy asysty w lidze) niespecjalnie go bronią, ale skrzydłowy oczarował obserwatorów ekstraklasy swoją grą. Imponował przede wszystkim w indywidualnych akcjach, które - obok szybkości - stają się jego znakiem rozpoznawczym. Z danych Instatscout.com wynika, że jesienią Mazek był szóstym najchętniej dryblującym piłkarzem w ekstraklasie. W trakcie rundy wykonał 112 dryblingów, z których udanych było 67 (60 proc. skuteczności). Takie akcje częściej podejmowali tylko Szymon Pawłowski (165), Kamil Vacek (152), Bonin (141), Paixao (138) i Madej (119).

Jeden z imponujących rajdów Mazek przeprowadził we wrześniowym meczu przeciwko Legii w Chorzowie (1:4). Skupił na sobie Igora Lewczuka oraz Jakuba Rzeźniczaka, obu obrońców Legii wyprzedził i wykonał dokładną asystę do Mariusza Stępińskiego.

Dobra runda w wykonaniu zawodnika warszawianom nie umknęła. "Co do skrzydłowych, to Legia uważa, że Kamil Mazek jest lepszy niż Adam Gyurcso" - napisał na początku tego roku na Twitterze Bogusław Leśnodorski, stawiając Polaka wyżej niż Węgra z Videotonu, który w styczniu trafił do Pogoni Szczecin.





Gdzie trafi Mazek? Prawo pierwokupu ma Legia (nieoficjalnie klauzula odstępnego dla warszawskiego klubu to ok. 200 tys. euro), ale na razie wiadomo tylko, że kolejną rundę zostaje w Ruchu.

- Oczywiście, że widziałem wpisy prezesa - mówi Mazek. - To miłe, podobnie jak wszystkie pochwały płynące z ust ekspertów. Nie zrozum mnie jednak źle - ja je czytam, uśmiecham się i zapominam. Dobrze, że ktoś docenia moje postępy, ale najważniejsze, by twardo stąpać po ziemi i koncentrować się na każdym kolejnym treningu.

Juniorzy do Ząbek

Łazienkowską Mazek opuścił niespełna trzy lata temu. Latem 2013 r., po 10 latach spędzonych w juniorskich drużynach Legii, został wypożyczony do pierwszoligowego Dolcanu Ząbki. W Warszawie nie miał szans na grę, bo w zespole Jana Urbana byli wówczas Michał Kucharczyk, Michał Żyro, Jakub Kosecki czy Henrik Ojaama.

W Ząbkach Mazek nie czuł się obco. Nie tylko dlatego, że obiekty Legii i Dolcanu dzieli niespełna 20 km. 19-letni wówczas skrzydłowy do drużyny Roberta Podolińskiego trafił z dwoma kolegami z juniorów: rok starszym Mateuszem Długołęckim i rok młodszym Tomaszem Prejsem. Poza tym w tej drużynie od pół roku był inny stary znajomy z Łazienkowskiej - Mateusz Cichocki.

Pierwszy sezon w Dolcanie Mazek mógł zaliczyć do udanych: wystąpił w 29 meczach (w 11 od pierwszej minuty) i miał cztery asysty. Ksywki się nie dorobił, ale kibice Dolcanu porównywali go do Koseckiego. Podobne warunki fizyczne (Mazek jest 5 cm wyższy), a przede wszystkim niesamowita szybkość i dynamika - to wspólne cechy obu skrzydłowych.

- Opinia, że jestem szybki i dynamiczny, ciągnie się za mną od dawna. To mój atut, więc trudno, żebym się na to obrażał. Jestem jednak piłkarzem, a nie sprinterem. Mam nadzieję, że kibice doceniają nie tylko to, że szybko biegam, ale że szybko myślę. Staram się dokonywać na boisku jak najlepszych wyborów. Cieszą mnie asysty - mówił w listopadzie Mazek.

Drugi sezon na wypożyczeniu, a w zasadzie jego pierwsza połowa była dla wychowanka Legii jeszcze lepsza. Umocnił swoją pozycję w zespole - zagrał w 18 meczach, z czego tylko trzech nie zaczął w podstawowym składzie. W końcu wpisał się też na listę strzelców, pokonując bramkarzy GKS Katowice i Sandecji Nowy Sącz. Zrobił postępy, ale jak przyznaje, oferta transferu do Ruchu Chorzów, która pojawiła się zimą, była dla niego zaskoczeniem.

- To był szok. Dokładnie pamiętam dzień, w którym zadzwonił menedżer i powiedział, że jest możliwość, żebym przeniósł się do ekstraklasy. Chociaż było to moim marzeniem, zastanawiałem się kilka dni. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie miałem żadnych obaw - przyznaje.

Trudne początki

Ostatecznie skrzydłowy przeniósł się na Śląsk w połowie stycznia zeszłego roku, podpisując 2,5-letni kontrakt z Ruchem. Skok do ekstraklasy okazał się trudny. Przez pierwszych sześć miesięcy Mazek nie dostał ani minuty w chorzowskim zespole, grał jedynie w trzecioligowych rezerwach. Tam w 11 meczach strzelił cztery gole.

- To nie był dla mnie łatwy czas. Chociaż nie spodziewałem się, że z miejsca stanę się ważnym piłkarzem w zespole, miałem nadzieję, że będę pojawiał się na boisku choćby w roli zmiennika. Pierwsze pół roku w Chorzowie nauczyło mnie cierpliwości, pokory i tego, że ciężka praca naprawdę się opłaca. Zaufałem trenerowi Fornalikowi, który mnie wspierał, i dzisiaj mam tego efekty - mówi Mazek.

Na czym polegała trudność w zamianie pierwszej ligi na ekstraklasę? - Na najwyższym szczeblu gra się zdecydowanie szybciej - bez zastanowienia odpowiada. - Musiałem wzmocnić się fizycznie. Wiedzieć, na czym polega taktyka, a mieć siły, żeby ją realizować, to dwie różne sprawy.

Przełom nastąpił na początku obecnego sezonu. Najpierw Fornalik wprowadzał Mazka na końcówki w ligowych meczach z Górnikiem Łęczna (0:2) i Piastem Gliwice (2:0), w końcu dał mu szansę od pierwszej minuty. Było to w spotkaniu 1/16 finału Pucharu Polski przeciwko Wiśle Kraków. Mazek nie zawiódł - w 21. min ośmieszył Łukasza Burligę i dokładnym dośrodkowaniem obsłużył Patryka Lipskiego, który zdobył bramkę na 1:0. Ruch ostatecznie wygrał 2:1.

- Po raz pierwszy dostałem wtedy szansę gry w podstawowej jedenastce. Dobrze się czułem. Miałem wsparcie z trybun i od kolegów na boisku. Po tym spotkaniu ruszyłem mocniej z miejsca. Ciężko na to pracowałem - wspominał w listopadzie Mazek.

Powrót do domu?

Po tamtym meczu z Wisłą zmieniło się wszystko. Chociaż kolejne spotkanie z Jagiellonią skrzydłowy rozpoczął jeszcze na ławce rezerwowych, to już od szóstej kolejki aż do końca roku nie oddał miejsca w pierwszym składzie. Rundę jesienną zakończył z 21 meczami na koncie, z których aż 17 rozpoczął w wyjściowej jedenastce.

Ostatnie spotkanie w 2015 r. w wykonaniu Mazka było idealnym podsumowaniem postępów, jakie poczynił w ostatnich 12 miesiącach. Ruch grał na wyjeździe z Termalicą Bruk-Bet Nieciecza i wygrał 1:0 dzięki jego pięknej bramce. Wychowanek Legii zbiegł z lewej strony do środka boiska i mocnym strzałem dał chorzowianom zwycięstwo. Gol ten został uznany za najładniejsze trafienie grudnia w ekstraklasie.

- To bardzo dobry piłkarz i na pewno nie jest tak, że przestaliśmy się nim kiedykolwiek interesować - mówi teraz o Mazku Leśnodorski. - Sprzedając go do Ruchu, wierzyliśmy, że zrobi właśnie takie postępy. Teraz jesteśmy przekonani, że zagra jeszcze lepszą rundę i ustabilizuje dyspozycję na wysokim poziomie - chwali gracza prezes Legii.

Co Leśnodorski sądzi o przyszłości zawodnika na Łazienkowskiej? - Za żadnym piłkarzem, który od nas odchodzi, nie zamykamy drzwi powrotnych. Bardzo prawdopodobne, że o przyszłości Kamila będziemy myśleć latem, ale przecież okienko transferowe w Polsce trwa do końca lutego. Na razie wierzymy, że Chorzów jest dla niego miejscem idealnym.

- Jestem wychowankiem Legii i jestem z tego dumny - mówi Mazek. - Całe dzieciństwo marzyłem, by zadebiutować w pierwszym zespole, i szkoda, że to się nie udało. Teraz najważniejsze jest dla mnie dobro Ruchu. Poprawą swoich indywidualnych statystyk chcę pomóc całej drużynie i wiem, że mnie na to stać - zapewnia sam zawodnik. - Przyszłość? Nie patrzę zbyt daleko. Nie odpowiem więc na pytanie, co bym zrobił, gdyby latem zgłosiła się po mnie Legia. Na razie zostawię to tylko dla siebie.

W ostatnich latach do pierwszej drużyny nie przebił się żaden wychowanek stołecznego klubu. W poprzednich sezonach zdarzało się, że ważne role przy Łazienkowskiej pełnili Żyro, Dominik Furman czy Rafał Wolski. Wszyscy treningi rozpoczynali jednak gdzie indziej - w KS Piaseczno, Szydłowiance Szydłowiec i Jastrzębiu Głowaczów. W Legii duże nadzieje wiązano z Aleksandrem Jagiełłą i Michałem Kopczyńskim - obaj w klubie byli od najmłodszych lat. Pierwszy gra teraz w Arce Gdynia, drugi w tym sezonie zaliczył zaledwie dwa występy w pierwszej drużynie. Czy przy Łazienkowskiej uda się błysnąć Mazkowi?



Więcej o: