Kierownik Legii kocha swoją pracę. "Hotel nie musi kapać złotem"

- Nauczeni doświadczeniem wielokrotnie sprawdzaliśmy wszystkie papierowe historie. Chcemy mieć stuprocentową pewność, że stabilnie stoimy nawet nie na dwóch, ale na kilku nogach - mówi w wywiadzie dla legia.com Konrad Paśniewski, kierownik Legii Warszawa.
Obowiązki kierownika zespołu wybiegają znacznie ponad logistykę i wypisywanie zmian w trakcie meczu. - Zarówno Henning, jak i trener Czerczesow zauważyli, że mam całkiem fajny kontakt z zawodnikami. Oczywiście ani jeden, ani drugi nie próbuje sprawić, bym w jakikolwiek sposób donosił. Nie o to chodzi. Mam raczej za zadanie dotrzeć choćby do poszczególnych zawodników - twierdzi Paśniewski.

- Niektórzy sobie może nie zdają sprawy, że często [w Legii] pracujemy non stop przez siedem dni w tygodniu. Przy grze co trzy dni nie mamy praktycznie żadnych wolnych dni. Ja mam ich jeszcze mniej, bo chwilę po Nowym Roku musiałem się tu pojawić, aby przygotowywać wszystko w taki sposób, by 8 stycznia chłopaki wrócili na gotowe - mówi w rozmowie z legia.com.

Praca kierownika drużyny to duża odpowiedzialność. Każdy błąd formalny może mieć druzgocące skutki, a najlepszym tego przykładem jest zakończony walkowerem dwumecz z Celtikiem w el. LM w 2014 roku. - Nauczeni doświadczeniem wielokrotnie sprawdzaliśmy wszystkie papierowe historie. Przeglądaliśmy kwity od strony formalnej i czytaliśmy przepisy, by mieć stuprocentową pewność, że stabilnie stoimy nawet nie na dwóch, ale kilku nogach. Codzienne organizowanie życia drużyny to z kolei już pewna rutyna i trudno tu popełnić błąd.

Jakie były wymagania Stanisława Czerczesowa co do zimowych zgrupowań? - Powiedział mi dwie rzeczy: "mają być dobre, bardzo dobre, rewelacyjne wręcz murawy i siłownia, a reszta mnie nie interesuje. Czy będę jechał siedem, czy pięć minut na boisko, to przecież żadna różnica. Zakładam, że hotel będzie na tyle wygodny, że każdy się wyśpi i naje, a złotem kapać nie musi" - opowiada Paśniewski.