Kozacy, przeciętniacy i słabeusze. Oceniamy legionistów po rundzie jesiennej sezonu 2015/16

Nemanja Nikolić, Michał Pazdan, Duszan Kuciak, Guilherme i Bartosz Bereszyński - to zawodnicy, którzy prezentowali najwyższą i najrówniejszą formę w rundzie jesiennej. Kto zawiódł? Między innymi Ondrej Duda i Michał Kucharczyk. Oto podsumowanie pierwszej części sezonu 2015/16 na podstawie średniej z wystawianych przez nas ocen (w skali 1-6).


Piłkarze, którzy zagrali co najmniej 10 meczów:

Nemanja Nikolić - 4,5 (36 meczów, 25 bramek). Jego poprzednik, Orlando Sa, był piłkarzem dużej klasy, dlatego oczekiwania wobec Nikolicia od początku były bardzo duże. Węgier sprostał im z wielką nadwyżką, eksplodował formą już od samego początku sezonu i do tej pory się nie zatrzymał. Trudno przypomnieć sobie w Legii tak bezwzględnego egzekutora, który wykorzystuje większość swoich sytuacji. Nikolić żyje z podań, lubi zagrać na granicy spalonego (najwięcej w lidze), lubi się urwać. Jego koledzy dobrze opanowali ten styl. Niestety, kiedy drużyna grała gorzej np. w meczach z Lidze Europy, on automatycznie też tracił walory.

Michał Pazdan - 3,7 (25 meczów). Lider defensywy wicemistrzów Polski. Obok Nemanji Nikolicia najlepszy letni transfer Legii. Pazdan z marszu stał się bardzo ważnym elementem w układance Henninga Berga i niemniej istotnym zawodnikiem u Stanisława Czerczesowa. Pierwszy widział w nim wyłącznie stopera, drugi częściej przestawiał go do drugiej linii. Jednak na obu pozycjach reprezentant Polski poradził sobie bez najmniejszych zarzutów. Spokojnie można rzec, że linia obrony z Pazdanem i bez niego dwie defensywy o różnym poziomie jakości. Nieprzypadkowo więc rosyjski szkoleniowiec uczynił z 28-latka kapitana drużyny pod nieobecność Ivicy Vrdoljaka i Jakuba Rzeźniczaka.

Duszan Kuciak - 3,7 (32 mecze). Wielu zarzuca mu, że już od dawna jest cieniem bramkarza, który uznawany był za zdecydowany numer jeden w ekstraklasie na swojej pozycji. Kilkunastoma meczami w tej rundzie Kuciak udowodnił jednak, że wciąż leżą w nim duże możliwości. Słowacki golkiper niejednokrotnie był najlepszym z legionistów na boisku ratując drużynie punkty. Oczywiście nie ustrzegł się błędów, jednak to wciąż ścisła czołówka w naszej lidze

Bartosz Bereszyński - 3,4 (23 mecze). Bereszyński i Broź zagrali porównywalną liczbę spotkań, jednak to właśnie były piłkarz Lecha Poznań zaliczył lepszą rundę. Grał zdecydowanie pewniej, waleczniej, do drużyny wprowadzał większy spokój. Czy przekonał się o tym Stanisław Czerczesow? Raczej tak, choć w przeszłości hierarchia prawych obrońców potrafiła zmieniać się z meczu na mecz. Niezmiennie - rywalizacja na tej pozycji wygląda przy Łazienkowskiej najciekawiej i to właśnie ona powinna stanowić wzór do odtwarzania w innych miejscach boiska.

Guilherme - 3,4 (38 meczów, 5 bramek). Gdyby Brazylijczyk częściej grywał takie mecze jak ten ostatni z Koroną w Kielcach, to bez wątpienia byłby najlepszym, obok Nikolicia, piłkarzem Legii. W trakcie rundy Guilherme zanotował kilka olśniewających asyst najczęściej wykładając piłkę reprezentantowi Węgier. Biorąc jednak pod uwagę ilość rozegranych meczów, to statystyki 24-latka mocno nie bronią. Dobry drybling, umiejętność podejmowania decyzji, przegląd pola, szybkość - to atuty Guilherme, jednak jak sam podkreśla statystyki muszą zostać poprawione.

Igor Lewczuk - 3,3 (29 meczów, 1 bramka). Chociaż rundę zaczynał jako zmiennik Jakuba Rzeźniczaka i Michała Pazdana, to w jej trakcie został nawet kapitanem Legii. Trudno nie zauważyć jak duży postęp 30-latek poczynił odkąd z Zawiszy Bydgoszcz przeniósł się do wicemistrza Polski. Lewczuk w całej rundzie był solidny - rzadko zdarzały mu się błędy i gorsze mecze, nieczęsto też swoją postawą rzucał trybuny na kolana. Transfer Artura Jędrzejczyka może jednak spowodować, że najbliższe miesiące będą dla niego znacznie trudniejsze.

Dominik Furman - 3,2 (26 meczów, 2 bramki). Takiego początku sezonu chyba jeszcze nigdy nie miał. Stał się liderem Legii Henninga Berga, która walczyła o europejskie puchary. Wszyscy doceniali jego spokój i zaangażowanie, a Bogusław Leśnodorski typował go nawet do kadry Nawałki. Później, jeszcze za Berga, mały zjazd, który skończył się ławką rezerwowych u Stanisława Czerczesowa. Furman miał też pecha, bo w momencie, kiedy rysowała się chociaż mała szansa na grze w większym wymiarze czasowym, to doznał kontuzji w meczu z Chojniczanką Chojnice. Teraz czas na to, by zimą udowodnić Rosjaninowi swoją przydatność.

Jakub Rzeźniczak - 3,2 (27 meczów, 1 bramka). Runda pełna skrajności. Początek sezonu w wykonaniu pierwszego zastępcy kapitana była dobry. Kuba w duecie z Pazdanem prezentował się solidnie i był pewnym punktem drużyny Henninga Berga. Raczej nikt nie potrafił przewidzieć tego, co dalej się wydarzy. Z czasem forma słabła, apogeum tego w postaci kiksów widzieliśmy w październiku, tuż po przyjściu Stanisława Czerczesowa (fatalne mecze w Lidze Europy, zawalona bramka z Lechem Poznań). Kibice domagali się "głowy" Rzeźniczaka i dostali, czego chcieli. Kuba - decyzją Rosjanina - na stałe usiadł na ławce rezerwowych. I wydaje się, że było to bardzo rozsądne posunięcie - środkowy obrońca miał czas na odpoczynek psychiczny. Ciekawe tylko czy udało się zapomnieć?

Aleksandar Prijović - 3,2 (31 meczów, 10 bramek). Chociaż przy Łazienkowskiej jest już od pół roku, to dla wielu wciąż pozostaje zagadką. Niby w rundzie jesiennej strzelił 10 goli, co nie jest złym wynikiem, to wciąż wielu kibiców nie jest przekonanych do jego umiejętności. Prijović w ciągu pół roku zdążył oczarować kilkoma znakomitymi, technicznymi zagraniami, zawieść niespodziewanymi pudłami oraz pokłócić i pogodzić się z Igorem Lewczukiem. Zsyłka do rezerw zdecydowanie wyszła mu jednak na dobre. W parze z Nikoliciem Prijović potrafił bardzo mocno zagrażać bramce przeciwnika.

Tomasz Brzyski - 3 (34 mecze). O jego zmęczeniu, braku konkurenta powiedziano już pewnie wszystko. Brzyski sam w wywiadach czasami daje do zrozumienia, że chciałby mieć jakiegoś zastępcę, choć z drugiej strony cieszy się z tego, że tak dużo gra. Ta runda pod względem piłkarskim była dla niego przeciętna. Pokazują to nie tylko suche liczby (trzy asysty), ale też wrażenia z gry. W naszych ocenach najczęściej zarzucaliśmy mu kiepskie dośrodkowania (a okazji było dużo), serie przegranych pojedynków jeden na jeden. Brzyski to jednak piłkarz, którego umiejętności gwarantują w lidze bezpieczeństwo.

Tomasz Jodłowiec - 2,9 (29 meczów, 3 bramki). Runda zdecydowanie poniżej oczekiwań. Od etatowego reprezentanta Polski, który ma duże szanse na regularną grę na mistrzostwach Europy, należy wymagać dużo więcej. Tymczasem Jodłowiec przeplatał średnie mecze słabszymi, błyszcząc tylko od święta. Jeden znakomity mecz przeciwko Cracovii (3:1), gdzie zanotował trzy asysty to zdecydowanie za mało. W rundzie jesiennej w całej ekstraklasie spokojnie znaleźlibyśmy co najmniej kilku lepszych piłkarzy na jego pozycji.

Łukasz Broź 2,8 (25 meczów). Trudna do zrozumienia obniżka formy bocznego obrońcy. Jeszcze przed rokiem Broź należał do wyróżniających się postaci w zespole Henninga Berga, co przekładało się nawet na powołania do reprezentacji Polski. W rundzie jesiennej 30-latek był jednak tylko cieniem tamtego zawodnika - popełniał dużo błędów w obronie, nie dawał zespołowi wiele w ofensywie. Z pewniaka w podstawowej jedenastce wicemistrzów Polski stał się zwykłym ligowym szarakiem.

Iwan Triczkowski - 2,8 (17 meczów, 1 bramka). Biorąc pod uwagę piłkarskie CV macedońskiego skrzydłowego jego pierwsze pół roku przy Łazienkowskiej należy uznać za spore rozczarowanie. Triczkowski regularnie przegrywał walkę o miejsce w podstawowej jedenastce z Michałem Kucharczykiem i Guilherme i trudno nawet wskazać jeden bardzo dobry, lub choćby dobry mecz w jego wykonaniu. Kontrakt 28-latka z Legią wygasa w czerwcu i jeżeli skrzydłowy wiosną będzie prezentował się równie słabo, to zapewne nie będzie mógł liczyć na jego przedłużenie.

Michał Żyro - 2,7 (11 meczów, 2 bramki). Nieudana runda 23-letniego skrzydłowego. Wszystko przez kontuzję, jakiej Żyro nabawił się jeszcze latem. Zawodnik w starciu z FK Kukesi zerwał więzadła w stawie skokowym i musiał przejść zabieg, który wyeliminował go z gry na ponad trzy miesiące. Mimo tego, na długo w pamięci zostanie nam bramka, jaką wychowanek Legii zdobył w lipcowym starciu z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Bomba z dystansu na 4:0 to jedno z najpiękniejszych trafień na nowym stadionie przy Łazienkowskiej.

Stojan Vranjes - 2,5 (20 meczów, 5 bramek). Przyjście Bośniaka raczej nie wprowadziło kibiców Legii w zachwyt. Vranjes postrzegany był jako kolejny przeciętniak w składzie. Fatalnie rozpoczął przygodę z klubem, bo został wystawiony na środku obrony (w wywiadach mówił, że nie potrafi tam grać). Później było różnie - sporo słabych spotkań, kilka przebłysków. Niska nota pokazuje jednak, że w jego grze dominowały raczej przestoje.

Michał Kucharczyk - 2,5 (36 meczów, 6 bramek). Jedna z najsłabszych not w całej drużynie. Kucharczyk całą rundę spędził na lewej pomocy, czasami tylko zamieniając się stronami czy to z Guilherme czy z Triczkowskim. W założeniu dzięki swojej dynamice miał częściej schodzić do środka. Nie robił tego. W całej rundzie widywaliśmy tylko przebłyski udanych zagrań, przez zdecydowaną większość czasu niewidoczny, bez pomysłu, i - co najbardziej pesymistyczne - bez chęci. Kucharczyk wyglądał jakby sam był zrezygnowany, jakby potrzebował odpoczynku psychicznego, na które w pewnym momencie mógł liczyć Jakub Rzeźniczak. Okazji do odpoczynku jednak nie było - skrzydłowy rozegrał najwięcej meczów ze wszystkich piłkarzy Legii.

Ondrej Duda - 2,3 (30 meczów, 4 bramki). Nie da się wskazać zbyt wielu pozytywów w grze Słowaka w tej rundzie. Duda narzekał na to, że prześladują go kontuzje i to właśnie one nie pozwalają mu na rozwinięcie skrzydeł. Słowak w tej rundzie miał problemy zdrowotne, ale miał też bardzo dużo czasu na to, by spełnić oczekiwania nie tylko kibiców Legii, ale przede wszystkim swoje. 21-latek jest świadomy swojego potencjału, ale ten przez całą rundę był głęboko uśpiony. Ondrej miał tylko nieliczne fragmenty dobrej gry (np. niezły mecz z Lechią w Gdańsku, czy - niedawno - przeciwko Górnikowi Łęczna), częściej jednak ze wszystkim stron zarzucano mu nieefektywność, zbyt długie prowadzenie piłki, a czasami nawet nonszalancję.

Rafał Makowski - 2,3 (12 meczów). 19-letni pomocnik wszedł do składu wicemistrzów Polski korzystając z urazów jakie w trakcie rundy dopadły Tomasza Jodłowca i Michała Pazdana. Młody zawodnik w żadnym ze spotkań nie zawiódł na całej linii, jednak w żadnym z nich nie dał też Henningowi Bergowi powodów, by ten stawiał na niego częściej, gdy do zdrowia wrócą znacznie bardziej doświadczeni koledzy. Kilka spotkań w lidze i pucharach powinno jednak zaprocentować w przyszłości.

Zawodnicy, którzy zagrali mniej niż 10 meczów:

Arkadiusz Malarz - 3,25 (6 meczów). Miał swój epizod w rundzie, kiedy kontuzji doznał Duszan Kuciak. Oprócz błędu z Chojniczanką, z reguły prezentował się solidnie. Ma sporą szansę na to, by wskoczyć do bramki w razie odejścia Słowaka.

Robert Bartczak - 3,25 (3 mecze). W tym sezonie grał głównie w rezerwach. Nic nie wskazuje, by ta sytuacja miała się nagle zmienić w roku 2016.

Arkadiusz Piech - 3,00 (6 meczów). Zapomniany przez Berga, a w pewnym momencie odkurzony przez Czerczesowa. Końcówka sezonu udana - dwie asysty, które ratowały Legii punkty. Piech jeszcze przez pół roku będzie walczył o skład. Jeśli się nie uda, to latem 2016 odejdzie.

Michał Masłowski 1,5 (6 meczów). Smutna historia ciężkich kontuzji, braku pewności siebie. Masłowski grał mało, ale też w żadnym z tych spotkań nie zaprezentował się dobrze.

Pablo Dyego - 1,5 (2 mecze). Wszyscy przyzwyczaili się do jego obecności na treningach, ale przyzwyczaili się do tego, że nie gra. To się nie zmieni.

Michał Kopczyński - 1,25 (2 mecze). To nie jest miarodajna ocena, ale trzeba ją tutaj wstawić gwoli formalności. Dwa mecze, w tym jeden bardzo słaby na pozycji stopera. Kopczyński jest pomocnikiem i właśnie tam powinien otrzymywać szansę.

Adam Ryczkowski - 1,00 (3 mecze). Podobnie, jak u Kopczyńskiego. Grał zbyt mało. Nie zmienia to faktu, że w 2016 roku powinien udowodnić, że robi postęp.